O czym jest ten blog?

Notatki z życia codziennego żony i matki prowadzącej dom w wersji możliwie eko-naturalnie roślinnie. Nie stroniącej od trudnych pytań, ale szukającej sensu i piękna.

niedziela, 31 stycznia 2016

Nowe oblicze brukselki, jakże potężne w mocy

Czy wiecie, jakie możliwości redukowania zagrożenia nowotworem ma brukselka? Tak, nasza zwykła, zaniedbywana kulinarnie brukselka. Do niedawna sama nie lubiłam jej smaku. Jadałam głównie jako część zupy lub warzywo do obiadu. Tzn. próbowałam jeść... z kiepskim skutkiem, bo jakoś w gardle stawała i ani rusz dalej... Cóż, widać nie tylko dzieci mają z nią problem ;-)
O warzywie zapomniałam aż do pewnego wykładu o jedzeniu w walce z rakiem. Kapusta brukselska okazała się w tej dziedzinie MOCARZEM! Dowiedziałam się też, że część jej anty kancerogennego potencjału jest tracona w wyniku obróbki cieplnej, więc zdecydowałam się poszukać sposobu wykorzystania jej w stanie naturalnym. I tak powstała surówka z brukselki. Zadziwiające, ale posmakowała nie tylko mnie! Na własnej skórze przekonałam się, jak bardzo mogą zmienić się upodobania kulinarne. Nie są one wcale właściwe danej osobie, raczej właściwe pewnemu schematowi życia. Nie lubię schematów, sztywnych form ani zwyczajów kultywowanych tylko dlatego, że tak było "zawsze" (czasem to zawsze trwa ... kilka lat ;-)).
Będąc konsekwentnym w kwestii jedzenia trzeba by sięgnąć do samego POCZĄTKU. Wtedy, jeśli wierzymy w powstanie człowieka z ... pierwotnej zupy - konsekwentnie: żyjmy energią ;-)
jeśli zaś w stworzenie przez Boga, jedzmy roślinki:
"(...) rzekł Bóg: Oto daję wam wszelką roślinę wydającą nasienie na całej ziemi i wszelkie drzewa, których owoc ma w sobie nasienie: niech będzie dla was pokarmem!" 1 Moj. 1:29

Zadziwiające, ale okazuje się, że tego rodzaju konsekwencja prowadzi do silnego połączenia kuchni z ...wiarą. Ciekawe, prawda?

Piękne jest, że niezależnie od wiary, brukselka ma przyjazny człowiekowi i jego zdrowiu skład, który każdy może wykorzystać (i jak nie wierzyć, że Bóg kocha wszystkie swoje stworzenia :-D). Oto jedna z jej odsłon:


SURÓWKA Z BRUKSELKI

15 brukselek
10 cm kawałek białej części pora
8 suszonych pomidorów bez zalewy
2 małe kiszone ogórki domowej roboty

2 łyżki pestek dyni
1 łyżka soku z cytryny
1/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego



Pomidory zalać gorącą wodą, odstawić. Brukselki obrać z wierzchnich liści i drobno poszatkować, posypać solą i wymieszać delikatnie ugniatając. Ogórki pokroić w drobną kostkę, pora w ćwierć-plasteki. Pestki podsuszyć/podprażyć na suchej patelni.
Pomidory odsączyć, pokroić w cienkie paseczki.*
Wszystkie składniki dokładnie wymieszać i odstawić surówkę do lodówki na minimum 1 godzinę, aby smaki się przegryzły.



* Jeśli wodę z pomidorów chcemy użyć do sosu, zupy lub pasty/pasztetu, dobrze jest wcześniej umyć pomidory pod bieżącą wodą z ewentualnych zanieczyszczeń różnego rodzaju. Ja zmiksowałam ją razem z kilkoma łyżkami wody z ogórków, ugotowaną ciecierzycą, kawałkiem tofu i przyprawami jako sos "beszamelowy" do zapiekanki warzywnej.

Surówkę podałam jako przystawkę do racuchów z pieczarkami na zakwasie. Pycha :-D

Ulubiony humus Córci naprawdę cytrynowy

Rodzina swoje prawa ma. Najbardziej mi się podoba, gdy upomina się o jedzonko, które i ja lubię ;-) A tak ma się sprawa z humusem naprawdę cytrynowym. Uwielbiam smaki świeże, orzeźwiające, aromatyczne, które pozostają w ustach dłużej niż samo jedzonko. Wtedy doświadczam zjawiska, o którym piszą naukowcy w kontekście zmiany sposobu odżywiania: Przyzwyczajamy się do nowych smaków ;-) Dla mnie jest to zachwyt nad bogactwem smakowitej prostoty, od której już nie chce się zawrócić w stronę skomplikowanych przepisów i receptur. Wolę pozostawić maksimum naturalnych walorów roślin wraz z ich uzdrawiającym potencjałem :-D Nie bez powodu wszak kraje wschodu przylgnęły do humusu... Przedstawiam wobec powyższego:




HUMUS NAPRAWDĘ CYTRYNOWY


0.6 l ugotowanej ciecierzycy
1 cytryna „eko”
1 łyżeczka tahini (gęsta część)
½ łyżeczki soli
1 ząbek czosnku
ciepła woda

Cytrynę dokładnie wyszorować pod ciepłą wodą. Zetrzeć z niej skórkę a następnie wycisnąć sok. Ciecierzycę, czosnek, tahini, skórkę oraz sok z cytryny i sól umieścić w kielichu blendera i dokładnie zmiksować. Jeśli masa jest zbyt gęsta, dodawać ciepłą wodę po kilka łyżek w czasie miksowania aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Gdy dysponujemy świeżo ugotowaną ciepłą ciecierzycą w czasie miksowania należy dodawać zimną wodę (najlepiej lodowatą), wtedy otrzymamy aksamitną konsystencję pasty. Humus można przechowywać w lodówce do 4 dni. Smacznego!






poniedziałek, 25 stycznia 2016

Najsmaczniejszy chleb z gara bez pszenicy dla Córci

Chleb z orkiszu wychodzi zawsze... Gluten sprawia, że ładnie się trzyma, wyrasta i ma piękny miękisz po upieczeniu. Jednak córcia nie jada pszenicy ani orkiszu. Ja też staję się coraz większym fanem wilgotniejszych chlebów bezpszennych, bardziej wyrazistych w smaku, mniej słodkich. Jednak ta niesamowita skórka i miękisz wypieku z żeliwnego gara skusiła, by wypróbować chleb żytnio-gryczany i żytni w tej wersji. Oba 100% pełnoziarniste. Grykę sama mieliłam, żytnia mąka z zaprzyjaźnionego młyna, zakwas własny, więc mam absolutną pewność, że chleb pierwszej klasy, jeśli chodzi o wartości odżywcze. Jeśli wyjdzie wyrośnięty i smaczny, to zdrowie nigdy nie było smaczniejsze ;-)
Piszę o tym, ponieważ niedawno ucieszyłam się widokiem mąki gryczanej w bardzo przyzwoitej cenie i kupiłam w przekonaniu, że z pełnego ziarna została zrobiona. Dla potrzeb jednak warsztatów pieczenia chleba robiłam zdjęcia etykietom i...zamarłam... Nie mogąc uwierzyć własnym oczom przyjrzałam się zdjęciom dokładniej... Mąka gryczana ma 2.3 g błonnika, a przecież kasza gryczana niepalona, z której tą mąkę się robi, ma błonnika prawie 6 g... Chyba muszę się dopytać u producenta, bo coś ten skład wartości odżywczych dziwnie wygląda. Na wszelki wypadek mielę sobie grykę po staremu, nadal i wciąż :-D
Najwyższy sprawia, że: " deszcz i śnieg spada z nieba i już tam nie wraca, a raczej zrasza ziemię i czyni ją urodzajną, tak iż porasta roślinnością i daje siewcy ziarno, a jedzącym chleb (...)" Izaj. 55:10 Całe ziarno jako pierwotna forma chleba. Bez wyrzucania zarodków i otrąb. Jedzmy to, co jadalne zamiast dawać najlepszą część zwierzętom a potem łykać suplementy i kolorowe witaminki. Zgrzebny brązowy kolor chleba ma w sobie ciepło miłości i troski Stwórcy. Przypomina spracowane ręce kochających rodziców z czułością głaszczące policzki śpiących pociech... Piękno przekute w czyny codzienności...





Chlebek przygotowałam sposobem podobnym do orkiszowego:
400 g zakwasu żytniego razowego
500 g mąki gryczanej z kaszy gryczanej niepalonej (białej)
450 ml wody przegotowanej lub źródlanej o temperaturze pokojowej
1 łyżeczka soli

Świeżutki zakwas o temperaturze pokojowej przełożyłam do sporej ceramicznej miski.
Resztki zostawiłam w słoiku, dodałam kilka łyżek wody i trochę mąki. Wymieszałam, by uzyskać konsystencję (zgadnijcie, jaką???? gęstej śmietany ;-))), by wyhodować porcję do następnego pieczenia. Przykryłam nieszczelnie i odstawiłam w spokojne, niewadzące nikomu miejsce.
Do miski z zakwasem dodałam 250 ml wody oraz sól i dokładnie wymieszałam.
Wsypałam mąkę gryczaną i wyrabiałam łyżką dodając wodę systematycznie, by uzyskać dość gęste ciasto chlebowe. Musi być starannie wyrobione, choć nie ma glutenu, żeby mąka zdążyła wchłonąć wodę i uzyskać przyjemnie miękką konsystencję.
Zostawiam do wyrośnięcia przykryte wilgotną ściereczką. U mnie trwało to 2 godziny.
Gdy widziałam, że ciasto chlebowe trochę podrosło, rozgrzałam piekarnik do 230 stopni razem z żeliwnym garem w środku. Nagrzewałam go 20 minut. 
Gdy chlebek w misce zwiększył objętość prawie dwukrotnie, wyjęłam z piekarnika garnek (jest baaaardzo gorący!), pokrywkę odłożyłam do piekarnika z powrotem (niech nie stygnie :-)), ciasto chlebowe delikatnie przełożyłam do gara niczego nie wyrównując, jedynie dbając, by przełożyć całość dość szybko. Zamknęłam gar gorącą pokrywką i wstawiłam do pieczenia na 45 minut. Zmniejszyłam temperaturę do 210 stopni. Po 35 minutach zdjęłam z gara pokrywkę, by zrumienić skórkę (wiem, akrylamid :-(...)
Upieczony chleb odstawiłam na kratkę do wystudzenia i odparowania.
Następnego dnia okazał się równie pyszny jak orkiszowy, choć oczywiście inny smakiem.



Jak widać na zdjęciu powyżej zakwasu starczyło na dwa chleby. Dla uważnych obserwatorów:
Tak, macie rację, dolny chleb jest inny :-) 
Ciekawość kulinarna mnie zapędziła do wypróbowania zrobienia w ten sam sposób chleba czysto żytniego razowego. Pomyślałam, że jak wyszedł gryczany, to może się udać i z żytnim! I udało się :-D

O tym jednak następnym razem. Pozdrawiam Was wszystkich kochani bardzo serdecznie.

piątek, 22 stycznia 2016

Niezwykłe zastosowanie kiszonych buraczków - pasta w bajkowym odcieniu różu

Zabawa w kolory zdrowia trwa :-D Tym razem na dodatek w stylu gospodarskim. Niedawno odkryłam na nowo kiszonki i wytrwale kiszę wszystko, co popadnie. Padło też i na buraki. Barszczyk do picia, z buraków zrobiłam pyszny barszcz ukraiński ale zostało co nieco...
Wczoraj namoczyłam też słonecznik na pastę, ale buraki zostały, ziarenka słonecznika pięknie napęczniały, aż prosiły się o bliższy związek. Takiego smaku chyba niewiele osób miało okazję spróbować. Piękna wrzosowa pasta z razowym chlebkiem z gara, mniaaaam!



W dodatku reguluje funkcjonowanie jelitek i tym sposobem wzmacnia oporność. Nie traci nic (surowe przecież) z walorów antynowotworowych buraków. Dla diabetyków ważna informacja: niski indeks glikemiczny kiszonych buraków wynika z samej istoty kiszenia. Bakterie kwasu mlekowego wykorzystują cukier, by się mnożyć. Dlatego kiszonki są dla diabetyków bezpieczne.




1 szklanka namoczonego słonecznika
1 czubata szklanka pokrojonych w kosteczkę mocno ukiszonych buraków (jeśli zawieruszy się czosnek, to lepiej ;-)
1/3 szklanki wody
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
1/2 łyżeczki kminku mielonego
1/3 łyżeczki imbiru suszonego
1/3 łyżeczki soli (zależnie od stopnia słoności kiszonki)
1 łyżka soku z cytryny
szczypta mielonego korzenia lubczyku

Wszystkie składniki zblendować na gładko. Doprawić, jeśli mało słone i pieprzne ;-)


Zdjęcie zrobione późnym popołudniem bez obróbki a w tle barszczyk kiszony domowy inspirowany przepisem na tym blogu. Kiedyś podzielę się doświadczeniami z kiszenia. Bywają ... hmmmm... ciekawe :-)
Miłego weekendu!

wtorek, 19 stycznia 2016

Pasta z groszku w wersji raw...

Bardzo lubię pastę z zielonego groszku (nie fasolka, ale prawie) i robię ją od wielu lat. Do niedawna robiłam z groszku zapuszkowanego ;-) Puszki jednak cieszą się wątpliwą reputacją, bo aluminium, bo sól, bo minimum witamin itp. Mrożonki tez nie pierwsza świeżość, ale i tak lepiej niż pucha. No, najlepszy jest groszek latem, zieleniutki, chrupiący, słodki, soczysty,... no, latem... I pomyśleć, że Adam z Ewą mieli tak cały rok na okrągło...
Wracam do rzeczywistości: biało za oknem, ale w zamrażarce siedzi zbierany właśnie latem groszek. Dlaczego nie wykorzystać go na surowo? Kolor wyszedł powalający, smak ...hm...surowy? W tym jednak wypadku to nie wada a walor unikalny. Mam za sobą trzymiesięczny okres surowego żywienia się i mi go trochę brakuje. Ta pasta zaspokaja tęsknotę przynajmniej w części.




Doskonała do chrupiącego chleba z gara.
Nadaje się też jako smarowidło do naleśników z ciecierzycy (przepis wkrótce) razem w krojonymi warzywami.
Przygotowanie zajmuje  kilka chwil plus czas na rozmrożenie.

2 szklanki mrożonego groszku

1 ząbek czosnku (niewielki, pasta nie jest bronią przeciw wampirom...)
¾ łyżeczki soli
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
1 łyżeczka przyprawy warzywnej (użyłam bulionu lubczykowego Visany)
2 garście nerkowców
¾ szklanki mleka sojowego

Groszek przesypać do zamykanego naczynia i odstawić do rozmrożenia np. na całą noc. Wszystkie składniki zblendować do uzyskania dość gładkiej pasty.






Zdjęcie niestety nie oddaje tej cudownej zieleni. Zimową porą kanapka stylistycznie wiosenna świetnie poprawia nastrój.
Przypomina, że wiosna tuż, tuż :-)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Młyn to mąka, mąka to chleb, chleb to ...?

Podczas ostatniej wizyty w lokalnym młynie ucięłam sobie krótką pogawędkę z młynarzem. Było spokojnie i cicho. Dowiedziałam się, że przede mną było kilku klientów kupujących mąkę żytnią razową właśnie (taką i ja kupuję tam od kilku lat). Wszyscy indywidualni. Stąd ta cisza - piekarze coraz rzadziej zaglądają do młyna. Z czego więc pieką chleb??? Różnie, jedni kupują gotowe mieszanki o składzie, który trudny przeczytać a jeszcze trudnej zrozumieć; inni ograniczają wypiek, bo klientów coraz mniej. Dlaczego? Przecież wszyscy nadal jemy codziennie chleb pomimo bezglutenowej histerii.
Ano, klienci wolą chlebek, bułeczkę, kapuśniaczka ciepłego, chrupiącego, najlepiej prosto z pieca czyli z marketu. 
Jednak rzadko kto ma świadomość, że te pachnące, lśniące cudeńka mają po kilka miesięcy. Przetrwały podróż wielu tysięcy kilometrów w warunkach (miejmy nadzieję, że nieprzerwanie) chłodniczych, były wyprodukowane nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z czego (jak często zdarza się uzyskać pełną listę składników zamiast tajemniczych mixów?) a na miejscu są jedynie odpiekane :-(
Najzabawniejsze są chlebki z mąki "bio". Brzmi dobrze, prawda? Ale muszą być wcześniej przekrojone, bo w domu człowiek by to cudo rozszarpał nawet najostrzejszym nożem ;-)
A dobrze upieczony, wartościowy, odżywczy, smaczny, aromatyczny chleb jest łatwy do krojenia nawet w bardzo cienkie kromki. Przykład chleba z gara:


Dla porównania kilka elementów o powszechnie znanych rozmiarach. Pomidor to nie malinówka ;-) ale koktajlowy :-D

O takim chlebie Pan Jezus powiedział, że nie da się bez niego żyć. Do takiego się sam porównał.Taki chleb jest smaczny nawet po kilku dniach. Nabiera natomiast głębszego aromatu i smaku. Staje się lżej strawny. Zupełnie jak Słowo Boże. Nie traci nic ze swej aktualności. Nabiera znaczenia i łatwiej je zrozumieć, gdy przeżyje się więcej i na własne oczy zobaczy wypełnienie słów wypowiedzianych przez proroków. Rzeczy, które zadziwiają socjologów a znane są studentom Pisma Świętego od wieków. Bez TAKIEGO chleba nie da się żyć zdrowo i w pełni. TAKIM chlebem dzieląc się, mamy radość, o jakiej można było wcześniej tylko marzyć :-)

"Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie." Jedne z najbardziej zadziwiających i najmniej wprowadzanych w życie słów Pana Jezusa (ewangelia Jana 6:35).

Prawdziwy chleb mogę wziąć ze sobą na wędrówkę przez życie i odda swoją zgromadzoną energię, gdy będzie mi potrzebna. Zaspokoi głód, wzmocni... Lubię chleb :-)



Tak, prawdziwy chleb, to jest dobry chleb. Życząc smacznego pozdrawiam wszystkich gości. 

Rustykalny orkiszowy chleb z gara i nie gara

Obiecałam przepis na chleb razowy orkiszowy, zupełnie razowy, bez grama białej mąki :-D i tak sobie myślę, że nie może to być typowy przepis. Dlaczego? Chleb na zakwasie to "żywy" chleb,nie stosuje się do sztywnych spisanych reguł, ale dostosowuje się do warunków panujących dookoła. Do temperatury, wilgotności, ciśnienia naszej kuchni, ale i wilgotności oraz jakości użytej mąki, wody a nawet soli. Nie sposób więc podać dokładnych ilości używanych składników. Profesjonalni piekarze w tej sytuacji stosują sztuczne "regulatory" lub mają stałych, sprawdzonych dostawców. Najlepsi sprowadzają nawet wodę z jednego źródła!
Nam pozostaje przepis w stylu "malowniczym" czyli spróbuję wymalować przed Waszymi oczami powstawanie chleba :-)

Zaczęłam od wysuszonego zakwasu (patrz poprzedni post tu ). Jeśli macie zakwas świeży, to wskoczcie od razu do [tego miejsca]



Włożyłam 5 kawałków do dużego słoja, zalałam wodą na "styk". i zostawiłam na kilka godzin przykryty nieszczelnie (uchylona pokrywka, ściereczka, itp). Powinien już się namoczyć i rozpadać. Wtedy dodałam dwie łyżki mąki razowej (najlepiej żytniej) i wody tyle, by po wymieszaniu uzyskać konsystencję gęstej śmietany (dobrze jest się oswoić z taką konsystencją, bo będzie jest duszą mięciutkiego, chlebka). Znów odstawić na godzinkę lub dłużej nieszczelnie przykryty. Już powinny się pokazać bąbelki.




Dodałam znów kilka łyżek mąki i wodę,... (patrz wyżej)...do konsystencji gęstej śmietany :-) Odstawiłam na godzinkę lub dłużej. [...] I dalej dokarmiać (patrz wyżej) do uzyskania ilości zakwasu, jaka nas interesuje. U mnie w ciągu kilku godzin wyrósł litr zakwasu.




Wykorzystałam więc do upieczenia najsmaczniejszego chleba z elastycznym miękiszem, chrupiącą skórką i nieregularnymi dziurami. Czyli chleba z gara, bo pieczony jest w żeliwnym garze, wow! Swoją drogą, żeliwne gary mają nieodparty urok i potrawy w nich przygotowane są unikalne :-) Chleby przede wszystkim!

Zakwas przełożyłam do michy, wlałam dwie szklanki wody, dodałam 1 łyżeczkę soli kamiennej i dokładnie wymieszałam. Wtedy dodałam tyle mąki, by uzyskać ciasto o konsystencji ...zgadnijcie jakiej? TAK! Gęstej śmietany... skąd wiedzieliście...? ;-)
Wyrabiam ok. 10 minut. Zostawiłam do wyrośnięcia przykryte wilgotną ściereczką - uwaga, rośnie szybko, przy dobrych warunkach wystarcza godzina. W tym czasie wkładam gar z pokrywą do piekarnika, nastawiam na 230 stopni i nagrzewam gar przez 20 minut. Gar wyciągam na DREWNIANĄ podkładkę (nabędzie rustykalnego charakteru ;-)), zdejmuję pokrywę (też na podkładkę ;-)) a całe ciasto przekładam do gara starając się przełożyć w jednym kawałku, może być nawet  rozciągnięty, to nic. Przykrywam. Wkładam do piekarnika i piekę 30 minut z pokrywą. Zdejmuję pokrywę (bardzo potrzebna dłuższa rękawica!) i dopiekam 10 minut. A oto chleb w garze








świeżo po upieczeniu









i po rozkrojeniu, najlepiej następnego dnia, ale...zapach i wygląd jest powalający i rzadko udaje się do następnego dnia wytrzymać, więc to chleb dla wstrzemięźliwych z siłą woli czerpaną od Silniejszego niż człowiek. Nie martwcie się, chleb NIC nie traci na drugi dzień. Jest równie aromatyczny, chrupiący z zewnątrz i wilgotny w środku. Tak to jest z jedzonkiem zgodnym z planem Tego Silniejszego, że jak odmawia dzisiaj, to jutro dar wcale nie jest gorszy, ale bardziej radujący i dający TYLKO dobre skutki. Silniejszy jest fajny :-D

Jeśli nie macie gara albo wolicie "garować" (sic!) chleb w koszykach, to można po wyrośnięciu w misce ok. 3 łyżki mąki, żeby ciasto było gęstsze i "nie rozpłynęło się" przy przekładaniu na blachę lub kamień do pieczenia. Wtedy zamiast nagrzewać gar przez pół godziny należy nagrzać blachę przez 15 minut (cienka jest) albo kamień nagrzać przez 40 minut (gruby jest ;-)). Wyrzucić wyrośnięty chleb na blachę (kamień) i piec 50 minut. 

Poprzednio wyszło mi więcej ciasta chlebowego, więc część poszła do gara a część do keksówki. Uczestnicy wczorajszego wykładu w Klubie Zdrowia w Bytomiu jedli go na degustacji i smakował :-)

środa, 13 stycznia 2016

Zakwas z tradycją

Chleb piekę w domu od kilkunastu lat. Bywało, że codziennie, bywało, że raz w miesiącu. Od kilku lat natomiast rozkoszuję się chlebem na zakwasie i nic, NIC, absolutnie NIC nie jest w stanie z nim konkurować, więc piekę regularnie :-)




Ponieważ zdarzyło się w panice szukać zakwasu, gdy upiekłam całość zamiast odłożyć zaczątek, zabezpieczyłam się na kilka sposobów. Wyrabiałam ciasto w glinianym garnku (świetnie rosło!), ale paznokcie zdzierałam o chropowate ścianki, więc teraz na tychże ściankach zostały resztki wysuszonego zakwasu. 





Odzyskiwałam raz właśnie ze ścianek. Gdy namoczyłam porządnie, przykryłam, potem zeskrobałam, dodałam mąki i...ruszył :-D
Ze względu na paznokcie przerzuciłam się na drewnianą dzieżę. Tam dopiero zakwas rośnie! Nigdy nie wybieram całości, ale zostawiam część, rozsmarowuję po ściankach i zostawiam przykryte suchą ściereczką. Jest go dość na pieczenie.




Jednak czasami zakwasu mam nadmiar. Wtedy sporą część rozsmarowuję na papierze do pieczenia i suszę. 




Mam więc solidne zapasy. Dobry, długo pracujący zakwas jest bardzo cenny. Chleb wtedy rośnie szybko, upieczony nie jest kwaśny a kiszonki na nim wychodzą bez pudła. Jest francuska piekarnia, która zakwas prowadzi od kilkudziesięciu lat! Cieszy się świetną renomą. Natomiast u Żydów raz w roku dom czyściło się ze śladów starego zakwasu... To jak wyrzucenie klejnotów rodzinnych... 2 Moj. 12:14-15
"Dzień ten (Pascha) będzie wam dniem pamiętnym i będziecie go obchodzili jako święto Pana; będziecie go obchodzili przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. Przez siedem dni jeść będziecie przaśniki. Już pierwszego dnia usuniecie kwas z domów waszych, bo każdy, kto od pierwszego do siódmego dnia jeść będzie to, co kwaszone, usunięty będzie z Izraela;" Oczywiście jest wyjaśnienie, kiedy się ten zwyczaj rozpoczął:
2 Moj. 12:34, 39
"Wtedy lud zabrał ciasto swoje, zanim się zakwasiło, dzieże swoje, owinięte w szaty, niosąc je na swoich ramionach.(...) A z ciasta, które wynieśli z Egiptu, napiekli niekwaszonych placków, gdyż nie zdążyło się zakwasić, zostali bowiem wypędzeni z Egiptu, a nie mogąc zwlekać nie przygotowali sobie zapasów." Jak musiał być ważny powód, by narażać swoich bliskich na taką stratę! Myślę sobie, że  w gorącym klimacie Palestyny zakwas bez lodówek mógł się "wyradzać" tak, że opanowywały go nieprzyjazne człowiekowi kultury mikroorganizmów a biorąc pod uwagę czystość ekosystemu również był łatwiejszy do odtworzenia niż w naszych chemiczno-skażonych czasach (kto nie używa w kuchni bakteriobójczych środków??? No dobrze, są tacy ;-)). Wiecie co, piekłam chleb wieeeele razy i mam patent na chleb udany. Serio, zawsze wychodzi jak trzeba - prośba do Tego, Który Panuje Nad Każdym Mikroorganizmem. O ironio, coroczne święto Paschy właśnie tej zależności od Wszechmocnego Miłującego Boga uczyło. Faktycznie, Żydzi byli w lepszej sytuacji (jeśli chodzi o jakość pieczywa) niż my obecnie. A nam dzisiaj Bóg pozwala prowadzić zakwas latami :-) Chce ktoś ode mnie zakwasu? 




Chętnie się podzielę :-D

wtorek, 12 stycznia 2016

Nasze zadziwiające obiadki

Oczywiście z fasolką! Ciecierzyca prosto, ale zadziwiająco smacznie dzięki marynowanemu tempehowi. Wynalazek rodem z Jawy (jak wujek google mówi) zbyt rzadko wykorzystywany a z bogactwem wartości odżywczych. Skutecznie zastępuje mięso ze względu na teksturę i wyrazisty smak. Można konsumować w kanapkach, sałatkach, sosach a tym razem w daniu głównym obiadowym, rozgrzewającym w paskudnie zimno-mokre dni czyli...



CIECIERZYCA W POMIDORACH

½ opakowanie tempehu marynowanego
1 szklanka ugotowanej ciecierzycy
1 pokrojona w kostkę cebula
5 dojrzałych pomidorów posiekanych
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka papryki słodkiej w proszku
1 łyżeczka suszonej szałwi
sól, pieprz ziołowy
oliwa do duszenia cebuli


Cebulę poddusić na oliwie, dodać posiekane pomidory i dusić 10 min. Dodać ciecierzycę, dusić następne 5 minut. Całość zgnieść tłuczkiem do ziemniaków tak, by tylko ok. 1/3 ciecierzycy została zgnieciona. Dodać zioła i pieprz ziołowy oraz tempeh. Wymieszać i zagotować. Podawać z ziemniakami lub świeżym chlebem. 

Mając zazwyczaj nadmiar zakwasu, mam zazwyczaj sporo świeżego chleba, więc i ciecierzyca z chlebem zazwyczaj się pojawia...albo bułkami...wzorowanymi na przeróżnych ;-)


Nasze swojskie pyszne śniadanka

Uwielbiam smak świeżego a nawet tygodniowego chleba na zakwasie. Ale takiego prawdziwego chleba z pełnego ziarna, w którym jest tylko mąka, woda i sól. No i nieco pokory, bo trzeba poczekać aż malutkie stworzonka zrobią swoje czyli zakwas "popracuje". O warunki pracy tych stworzonek trzeba dbać, trzeba je karmić, poić, dopieścić. Wtedy zakwas ma swoją moc, piękny kwaskowy zapach i jest niezawodny. Najlepiej dokarmiać go codziennie i trzymać w temperaturze ok. 20 stopni C. Wtedy każdego dnia powiększa się jego ilość. Jeśli nie piekę chleba codziennie, to po kilku dniach mam go naprawdę sporo!
Wpadłam więc na pomysł wykorzystania zakwasu do upieczenia śniadania :-)
I tak powstał chlebek jabłkowy. Pełen owoców, naturalnej delikatnej słodyczy i bakalii. Doskonale przyswajalny, bo:
1. na zakwasie
2. z mąki z pełnego przemiału
3. lokalne owoce i orzechy
4. bez dodatku cukru, białej mąki, sody itp. "polepszaczy/ułatwiaczy".

Doskonałe śniadanie, bo zawiera białko z ciecierzycy (fasolka musi być ;-)), tłuszcz z orzechów, węglowodany wiadomo, z czego ;-) Dodatek świeżych owoców mile widziany. Można poprzedzić zielonym koktajlem bądź napojem z trawy - genialny energetyczny start w dzień!




CHLEBEK JABŁKOWY

¾ l uruchomionego zakwasu
2 szklanki mąki żytniej razowej

2 szklanki mąki z ciecierzycy
3 łyżki mąki gryczanej
4 duże jabłka (najlepiej ekologiczne)
2 bardzo dojrzałe banany
2 łyżki żurawiny
2 łyżki pokrojonych suszonych moreli
2 łyżki pokrojonych orzechów laskowych

Zakwas wymieszać z mąką żytnią i taką ilością wody, by otrzymać zwarte ciasto. Odstawić na kilka godzin do wyrośnięcia.
Banany obrać, z jabłek usunąć gniazda nasienne nie obierając. Banany i dwa jabłka zmiksować na mus. Pozostałe dwa jabłka pokroić w kosteczkę. Do ciasta dodać mus owocowy, pokrojone jabłka i bakalie. Wymieszać. Dodać mąkę z ciecierzycy i gryczaną. Dokładnie wyrobić ciasto łyżką.
Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia, przełożyć ciasto nie wyrównując wierzchu zbyt dokładnie. Można użyć silikonowej keksówki. Zostawić do wyrośnięcia.
Piec w 200⁰C 55 minut. Wyłożyć na kratkę do wystudzenia.



Na pewno spróbuję jeszcze innych kombinacji swojskich smaków i dam znać, jak się sprawdzają.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

...owoc dobry do jedzenia...

Bywając na targu spotykam często kartki z napisem: "NIE DOTYKAĆ!" albo nawet "NIE DOTYKAĆ!!!!" ;-)
A jak mam rozpoznać stopień dojrzałości ot, choćby kiwi??? Wyglądają dokładnie tak samo a jeden jest pysznie kwaskowaty a drugi twardy jak kość... Najgorzej, gdy fragmencik mięciutki a fragmencik łykowaty... Brrr...Nawet nie wiem, czy to jadalne...?

A jeśli karteczki brak, to zazwyczaj występuje jej wersja akustyczna wydobywająca się z gardzieli sprzedawcy: "Proszę nie ruszać!!!!" że niby mam go zapytać a on udzieli stosownej informacji. Nie wiem tylko, dla kogo stosownej... I w ten sposób kształcę się w rzemiośle detektywistyczno-kulinarnym odgadując dojrzałość produktów po mikrośladach. Idzie mi już całkiem nieźle. Wpadki bywają rzadko. Największy mam kłopot, gdy trzeba rodzinie wytłumaczyć, jak rozpoznać, które owoce warte są swojej ceny. Moje tłumaczenia, że wzgórki na skórce powinny błyszczeć trochę matowo, ale być nasycone energią a twardość powinna być elastyczna, trafiają jakby w próżnię.
Aż czytam zadziwiającą relację:
"A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł." 1 Moj. 3:6
Wszystko byłoby normalne - kobieta już wykształcona w metodach detektywistyczno-kulinarnych, więc sobie radzi - kłopot w tym, że ona nigdy wcześniej tego akurat owocu nie jadła, nie dotykała, nie czytała o nim, nie rozmawiała o nim, słowem- być jej absolutnie obcy! Jak mogła uznać, że jest "dobry do jedzenia"??? 
Nie był dobry do jedzenia. Jakiś czas potem umarła. I tak umieramy sobie, każdy w swoim czasie. 
Żebym zawsze na targu, w sklepie, na imprezie i we własnym domu wiedziała, że eksperymentować z jedzeniem nie warto, gdy w grę wchodzi życie... Więc dla pewności szukam znanych mi produktów i z nich tworzę swojskie jedzonko. Jeśli znajdę coś nowego, nietypowego, sprawdzam u zaufanych, mądrych źródeł, czy jest jadalne, czy też nie. A i tak najbardziej lubię nasze swojskie polskie :-)
Najwyżej sobie powącham ;-)

...kwiatki... :-D



środa, 6 stycznia 2016

Najpyszniejszy smak fasolki

I nastał poranek pierwszego dnia Swojsko z fasolką. Jak przystało na poranek, upiekły się ciasteczka z fasolki ...czerwonej. Okazały się tak pyszne, że córcia tylko zapytała o rodzaj fasolki a potem już sama namoczyła piękną czerwoną fasolę na następną porcję ciastek.



CIASTKA Z FASOLI

2 szklanki ugotowanej czerwonej fasoli
20 świeżych daktyli - wypestkować
6 łyżek wiórek kokosowych
2 czubate łyżki karobu
6 łyżek esencji z kawy zbożowej
3 łyżki soku z cytryny
5 łyżek mleka sojowego
2 łyżki siemienia lnianego - zmielić

Wszystkie składniki poza siemieniem zblendować żyrafą (nie musi być idealnie gładko), wmieszać siemię. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wykładać łyżką porcje ciasta, lekko je spłaszczyć. Piec w piekarniku nagrzanym na 180 st.C 30 - 35 minut.

Esencję kawową otrzymuję gotując 6 łyżek kawy zbożowej tradycyjnej (np. Kujawianka) w szklance wody przez 6 min. i odcedzam dokładnie płyn.




wtorek, 5 stycznia 2016

I jestem :-)

Myślałam, myślałam i ... jestem blogerem!

Lubię sobie porozmyslać o Ważnych i Pięknych Rzeczach. Chciałabym pozostawić sobie spisane te milsze i bliższe sercu. Stąd wziął się pomysł na ten blog. Mało oryginalnie, ale bardzo praktycznie. W końcu po to sieć powstała, by było szybko, wygodnie i dostępnie.

Jeśli ktokolwiek tu zawędruje, niech czuje się miłym gościem. Znajdzie się coś pysznego, ciepłego i serdecznego. Znajdzie się dobre słowo i parę opowieści z życia, które bywa zaskakująco nieprzewidywalne. 

Bez pomocy by się nie obyło, ale człowiek w potrzebie nigdy sam nie bywa, więc i mnie Pomoc odpowiednia się znalazła. Poświęciła mi trochę czasu, więcej zrozumienia, jeszcze więcej cierpliwości i pewnie wzywana będzie jeszcze na ratunek nie jeden raz. Słowem: Synu, dziękuję Ci ogromnie :-*

I nadszedł wieczór dzień pierwszy...


Do zobaczenia o poranku tego dnia!
* informacyjnie: w rachubie biblijnej (lubię przykładać do mojego świata miarę Biblii) dni liczy się od zachodu słońca do zachodu słońca. Dzisiaj o 21.20 jest już szósta godzina dwudziestoczterogodzinnej doby, bo dzień zaczął się zachodem około 16-tej.