O czym jest ten blog?

Notatki z życia codziennego żony i matki prowadzącej dom w wersji możliwie eko-naturalnie roślinnie. Nie stroniącej od trudnych pytań, ale szukającej sensu i piękna.

czwartek, 31 marca 2016

Serek jaglany a'la topiony

W czasach zaprzeszłych czyli mojej młodości, jedynym nabiałem jedzonym przez dzieci był żółty ser (deficytowy) i topiony (jakoś mniej deficytowy). Topiony miał niewątpliwą zaletę: nie wypadał ze szkolnej kanapki (zawiniętej w papier, żadne lunchboxy i inne sandwichopudła nie istniały w naszej świadomości). W czasach wegańskich czyli zupełnie współczesnych, pasty czasem wymykają się spomiędzy kromek razowego chlebka fantazyjnie dekorując torby, plecaki czy też łapiątka wygłodniałych ludków kolorami zwykle spotykanymi na reklamach burgerów...(zadziwiające, jak mało burgera jest na reklamach burgera... ;-))
Tęsknota za topionym serkiem bywa szczególnie dotkliwa w czasie wycieczek, gdzie każdy centymetr sześcienny jest na wagę złota a każdy dodatkowy gram obciążenia szczerze nienawidzony. Koniec z tęsknotą! Możemy zrobić serek prawie topiony w wersji wegańskiej. Kremowy, zwięzły, pożywny i lekki zarazem.



Wystarczą trzy główne składniki: kasza jaglana, nerkowce i suszone pomidory...
...kilka dodatków......dobry blender i kilka minut :-)



JAGLANY SEREK "TOPIONY"

1 szklanka świeżo ugotowanej kaszy jaglanej
¼ szklanki nerkowców
¼ szklanki mleka sojowego
1 łyżka oleju kokosowego
½ ząbka czosnku
1 łyżeczka soli
1 łyżka soku cytryny
2 łyżki płatków drożdżowych

2 suszone pomidory namoczone i odciśnięte

Czosnek grubo pokroić (łatwiej się zmiksuje).
Nerkowce, czosnek i płatki drożdżowe wrzucić do kielicha blendera i zmiksować pulsacyjnie na kruszonkę.
Pomidory grubo pokroić.
Do blendera dolać mleko i wrzucić pomidory. Włączyć i w trakcie miksowania dorzucać kaszę. W razie konieczności dolać jeszcze trochę wody, aby uzyskać gładką konsystencję.
Sprawdzić stopień słoności i ewentualnie dosolić.
Kanapki posypuję odrobiną mielonego kminku lub utarty w moździerzu dodaję do miksowanej masy.
BARDZO lubię kminek J


środa, 30 marca 2016

Zupa z czerwonej soczewicy

Wiosna wystartowała, ale po kilku dniach słońca znów zimno, deszczowo i ponuro za oknem. A na chłodne i deszczowe dni najlepsza jest rozgrzewająca zupa. W czasie incydentu surowego jedzenia (niestety tylko incydent, ale zobaczymy, co przyniesie przyszłość...) nigdy nie byłam zmarznięta ani wychłodzona. Zaskakujące, biorąc pod uwagę, że najcieplejsze potrawy były ... ciepłe :-) Teraz rzadko bywam zmarznięta, ale się zdarza. W takich chwilach ciepła zupa jest BEZCENNA!
A rozgrzewająca zupa z soczewicy jest dodatkowo przepyszna. To taką potrawą Jakub wyłudził pierworództwo od lekkomyślnego brata (za przyprawy głowy nie dam ;-)). Trudno pewno nie było... Zastanawiam się, co ja bym oddała za michę ciepłej zupy, gdybym skonana wróciła do domowej zagrody...? W takich chwilach kryzysowych wiem, że trzeba "mieć oczy naokoło głowy", żeby nie wywinąć sobie "atrakcji" na przyszłość... Lepiej więc zupkę już przygotowaną mieć i przynajmniej jeden problem z głowy ;-)
Przepis kilka lat temu znalazłam na blogu zwegowani i po kilku modyfikacjach zaadoptowałam do moich potrzeb smakowych. Teraz to moja ulubiona zupa z curry (choć to nie jest moja ulubiona przyprawa ;-)).



ROZGRZEWAJĄCA ZUPA Z CZERWONEJ SOCZEWICY

1 filiżanka czerwonej soczewicy
4 łyżeczki bulionu lubczykowego
1 ½ l wrzątku
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 marchewka
1 pietruszka
kawałek selera
2 ziemniaki
2 łyżki curry
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
sól do smaku

Do wrzątku dodać przyprawy, wymieszać. Wsypać soczewicę, przykryć i gotować na małym ogniu.
Warzywa obrać, zetrzeć na grube wiórki, ziemniaki pokroić w średnią kostkę, cebulę w drobną kostkę a czosnek zmiażdżyć.
Na patelnię wlać olej, wrzucić czosnek, podgrzewać. Gdy czosnek zacznie się smażyć, dodać cebulę i dusić do zeszklenia na niewielkim ogniu.
Do garnka z zupą dodać cebulę z czosnkiem i warzywa. Całość wymieszać i gotować na małym ogniu pod przykryciem jeszcze 25 minut.
Podawać z pajdą dobrego chleba na zakwasie.




Moje pierworództwo jest bezpieczne a braciszek pozostanie młodszym... ;-)

poniedziałek, 28 marca 2016

Budyń karobowy z płatków owsianych

W ramach eksperymentów z robieniem różnego rodzaju napojów/mlek roślinnych, zrobiłam smaczną mieszankę płatków owsianych i wiórków kokosowych. Bardzo lubię mleczka esencjonalne, pełne naturalnego smaku składników. Są odżywcze, zdrowe i bardzo smaczne. Moje nowe "dzieło" chciałam zagotować i...stało się ciekawie :-) Wyszedł budyń , dodałam trochę mega-antyoksydantów i w chwilach chęci na coś mega-uzdrawiającego ten właśnie budyń robię. Czasem mam jednak ochotę na coś mega-tradycyjnie smacznego i robię wtedy budyń karobowy :-)


 BUDYŃ KAROBOWY Z MALINAMI

1/2 szklanki płatków owsianych
1/3 szklanki wiórków kokosowych
4 daktyle świeże lub suszone namoczone
2 szklanki wody
szczypta soli

1 czubata łyżka karobu
30 ml ekstraktu z kawy zbożowej
1 łyżeczka inuliny (niekoniecznie)

Płatki i wiórki wymieszać i zalać wrzącą wodą 2 cm powyżej ich górnej powierzchni.
Zmiksować namoczone płatki i wiórki z daktylami, solą i 1 1/2 szklanki gorącej wody.
Przecedzić przez gęste sito delikatnie odciskając grzbietem łyżki. Można też przetrzeć i otrzymać mleko bardziej treściwe, wtedy nie potrzeba dodatkowego zagęszczania inuliną.
Otrzymany płyn wymieszać dokładnie z karobem, kawą (i ewentualnie inuliną).
W garnku zagotować 1/2 szklanki wody, wlać napój i gotować 2 minuty energicznie mieszając.
Budyń rozlać do salaterek i odstawić w chłodne miejsce do stężenia.

Podawać w musem otrzymanym przez zmiksowanie malin świeżych lub mrożonych (u mnie 30 dkg mrożonych) z kilkoma daktylami ( u mnie 4 świeże) i kawałkiem dojrzałego awokado ( u mnie 1/2 szt.)

Pyszny deser codzienny lub podany bardziej elegancko pasuje również na przyjęcie, gdyż jest sycący i lekki jednocześnie. 



Nie wszyscy wiedzą, że karob należy do strączków... Gotowany gęstnieje i nabiera słodszego i bardziej czekoladowego smaku. To właśnie tymi strączkami karmił się syn marnotrawny w czasie swojego społeczno-ekonomicznego dołka. Malowniczo opisał go Łukasz w 15 rozdziale swojej ewangelii. Karob ukryty jest pod słowami strąki (BT) i omłot (BW). Na terenach Wschodu to powszechnie występujące drzewo, pod którymi poniewierają się stare strączki, niedoceniane przez miejscową ludność. A przecież karob ma właściwości regulujące funkcjonowanie flory bakteryjnej jelit. W starożytności leczono nim niedyspozycje trawienne! posiada znaczne ilości magnezu, wapnia, żelaza, sporo witamin a także pektyny regulujące trawienie wraz z niewielką ilością tłuszczu i naturalną słodyczą. Taki skład powoduje, że można używać do słodzenia mniej dodatków i NIE powoduje sztucznego pobudzenia tak, jak kakao. Przyjazny człowiekowi dbającemu o zdrowie :-) 





Bywają całkiem potężne drzewka....
W sezonie można znaleźć mnóstwo słodkich, orzeźwiających strąków, które można chrupać wprost z drzewa (czyste) lub spod drzewa (lepiej umyć czy też oczyścić w inny sposób...).















Odważni mogą wspiąć się na drzewo i wyszukać najdorodniejsze zdrowe okazy i nazbierać jako przekąski na resztę wędrówki/wycieczki albo...dla mamy czekającej w domu :-)
W każdym razie, ja właśnie w ten sposób (cierpliwie czekając) mogłam skosztować świeżego karobu. Warto było czekać :-D










niedziela, 27 marca 2016

Ciasteczka na chrupiący prezent

Szukając pomysłu na prezent dla taty, wpadłam na pomysł upieczenia specjalnie dla niego ciasteczek, które będą miały niziutki indeks glikemiczny, mało tłuszczu a przy tym będą chrupkie i słodkie czyli ciasteczka idealne :-)
Prawie się udało... Prawie... Zapomniałam, że tata nawet skórkę z chleba odkrawa, bo nie lubi twardych produktów... No i mieliśmy rodzinną wyżerkę ciasteczkową a tatusiowi kombinowałam zaległy prezent ;-)


CIASTECZKA SEZAMOWO - ŚLIWKOWE

2 szklanki płatków owsianych
½ szklanki mąki żytniej razowej (przemiał 2000)
1 szklanka suszonych śliwek miękkich
2/3 szklanki mleka roślinnego słodkiego (ryżowe, jaglane, owsiane)
5 sporych łyżek domowego masła sezamowego *
spora szczypta soli kamiennej

Wymieszać suche składniki, dodać masło sezamowe i rozetrzeć palcami. Dodać pokrojone w drobną kosteczkę śliwki i dokładnie wymieszać. Wlać zimne mleko i szybko wymieszać łyżką. Formować małe ciasteczka i układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Można również użyć jako spód do tartaletek. Są dość zwarte, więc można ozdobić stempelkami z napisami. Piec 20 minut w temp. 170 stopni C. Jeżeli wstawimy ciasteczka przed pieczeniem na min. pół godziny do lodówki, wyjdą bardziej kruche.


* Ziarna sezamu podsuszyć na patelni o grubym dnie, aż zaczną wydzielać przyjemny orzechowy zapach. Uważać, by nie brązowiały, bo wtedy gorzknieją. Nie używamy żadnego tłuszczu – patelnia musi być sucha. Wystudzone zblendować na masło lub przecisnąć przez wyciskarkę wolnoobrotową.


Dla mnie jedne ze smaczniejszych ciasteczek. Lubię chrupać, lubię suszone śliwki i orzechowy smak płatków owsianych. Ze zdumieniem usłyszałam ostatnio, że jedzenie chrupiących/twardych pokarmów inspiruje nasz mózg do produkcji nowych komórek nerwowych, szczególnie w obszarze hipokampu, który odpowiedzialny jest m.in. za pamięć. Jedzenie ma znaczenie a chrupanie to lepsze pamiętanie (no tak, Mickiewiczem nie jestem ;-)) W końcu nasi praprapra...prarodzice głównie surowe jadali i pamięć mieli tak dobrą, że z tego okresu brak zapisków, bo ich ... nie potrzebowali... :-) 
Ja do sklepu chodzę z kartką. Raz, żeby nie zapomnieć, co potrzebne; dwa, żeby nie dać się zmanipulować marketingowi... Może więcej surowego (czytaj: twardego) do jedzenia należałoby sobie zafundować...? Ciasteczka w tą potrzebę się świetnie wpisują :-D


piątek, 25 marca 2016

Pasta z czerwonej soczewicy na wiosnę

 Fasolka w kuchni roślinnej jest obecna w wielu różnych odmianach. Najwygodniejsza w użyciu jest czerwona soczewica, ponieważ nie trzeba jej moczyć, gotuje się szybko i jest multifunkcjonalna: al dente do sałatek, miękka do zup, past, pasztetów a bardzo miękka (tzn. momentalnie przeobraża się w gustowną ciapę) idealnie zagęszcza sosy i zupy. Te właściwości można genialnie wykorzystać w kuchni. Potrzeba tylko odrobinę wprawy w rozpoznaniu właściwego momentu zdjęcia garnka z ognia... Największym problemem dla było było przejście ze skali dziesiątek minut (w przypadku gotowania ciecierzycy) do minut (w przypadku czerwonej soczewicy). Warto jednak zaryzykować rozpaćkany pasztet (od czego jest łuska babki jajowatej! ;-)) albo przytwardawą zawartość miski z zupą (soczewica al dente forte tez jadalna ;-)) aby następnym razem być mistrzem w operowaniu strukturą ziarenka tejże fasolki :-D Pasta jest świetna rozgrzewką do soczewicowego ultra maratonu kulinarnego... :-) Delikatna, pachnąca lasem, w pięknym pomarańczowym kolorze... Z chlebem żytnim razowym staje się wytrawnym posiłkiem.




PASTA Z CZERWONEJ SOCZEWICY

2/3 szklanki soczewicy czerwonej
200 ml gorącej wody
1 puszka pomidorów w soku
3/4 szklanki nasion słonecznika
4 gałązki świeżego rozmarynu
1 cebula
2 ząbki czosnku
pieprz
sól

Wszystkie składniki wkładamy do garnka i gotujemy do miękkości soczewicy.
To tylko ok.15 minut!
Cebulę drobno pokroić, czosnek zgnieść bokiem noża i posiekać. Dwie łyżki oliwy rozgrzać na patelni, poddusić na niej cebulkę do lekkiego zrumienienia, dodać czosnek i poddusić – uważać, żeby nie przypalić, bo zgorzknieje.
Z soczewicy wyciągnąć gałązki rozmarynu (listki zostawić w masie), dołożyć cebulkę i czosnek, zmiksować wszystkie składniki na pastę.

czwartek, 24 marca 2016

Torcik kokosowo - owocowy z myślą o Agacie

Jako gatunek ludzki jesteśmy albo łasuchami albo wytrawnymi wyjadaczami ostrości. To nie badania naukowe, ale moje obserwacje :-)
Czasem jednak niezależnie od naszych preferencji smakowych potrzebujemy upichcić coś smakowicie słodkościowego. Aby nawet odświętny deser był zdrowy a jednocześnie słodki i jeszcze przypadł do gustu tradycjonalistom kulinarnym można przyrządzić niezrównane banoffee pie lub (zmniejszając koszty i czas poświęcony na jego przygotowanie) torcik kokosowo - owocowy. Równie pyszny jeśli podany jako tort lodowy. Wówczas należy go zamrozić trzy godziny przed podaniem i kroić nożem o piłkowanym ostrzu. Przepis źródłowy na masę pochodzi z książki Ingi Sundqvist "Kuchnia wegetariańska", jednak nasze smaki siedzą mocno na swojskim gruncie polskim (jakoś użycie mleka kokosowego nam nie przeszkadza ;-)) i resztę tortu zmodyfikowałam wg swoich upodobań kulinarnych...Tak więc...

...Kremowy, słodziutki, elegancki...





TORCIK KOKOSOWO - OWOCOWY

1 szklanka granoli z goi
1/2 szklanki suszonych moreli
5 jabłek
1 puszka mleka kokosowego
2 łyżki soku z cytryny
3 duże dojrzałe banany
15 kropel esencji waniliowej
1/4 kg jasnych winogron

Suszone morele zalać wrzątkiem, opłukać i odcedzić. Pokroić w słupki i zmiksować w malakserze razem z granolą na lepką kruszonkę. Dno foremki wylepić masą i odstawić w chłodne miejsce do stężenia.
Owoce dokładnie umyć. Winogrona przekroić na ćwierć i wypestkować. Jabłka przekroić na ćwiartki i oczyścić z gniazd nasiennych.
Banany obrać i zmiksować z sokiem cytrynowym na mus. Wmieszać do nich winogrona i mleko kokosowe z wanilią. Jabłka razem ze skórką trzeć na tarce o grubych oczkach i sukcesywnie mieszać z masą kokosową. 
Do foremki z dołem tortu wlać masę owocowo-kokosową, stuknąć kilka razy o blat stołu, by usunąć pęcherzyki powietrza. Wyrównać górę i odstawić do stężenia w zimne miejsce.

Przygotować polewę:

6 łyżek oleju kokosowego
3 łyżki karobu
2 łyżki słodzidła wg upodobania
kilka kropel esencji waniliowej
szczypta soli
Olej rozpuścić w ciepłym miejscu, wymieszać z resztą składników i wylać na torcik. Równomiernie rozprowadzić szpatułką. Odstawić do ...stężenia! :-)




Kroić ciepłym, suchym nożem i przechowywać w zimnym miejscu podobnie jak tort tradycyjny.



W piękne wiosenne i letnie dni zazwyczaj dekoruję torcik świeżymi kolorowymi kwiatami.



WAŻNE! Kwiaty muszą być jadalne!!! U mnie są to pierwiosnki, fiołki, stokrotki, floksy, nasturcje, róże. Jeśli nie macie pewności, że dany kwiat jest jadalny, lepiej poprzestać na mniej niezwykłych, ale bezpiecznych. W końcu człowiek chory i tak nie będzie miło wspominał nawet najpiękniejszego tortu... A ten naprawdę wart jest swojej źródłowej nazwy Tort Rajski :-)


wtorek, 22 marca 2016

Mleko jaglano-migdałowe

Jedyna kasza zasadotwórcza czyli skarb w diecie człowieka z kręgu cywilizacji zachodniej. Malutkie żółciutkie ziarenka, które dodają uroku każdej potrawie.


Niewprawnym oczom łatwo ją pomylić z bulgurem, czasem nawet kaszą kukurydzianą. Robią to także sprzedawcy ;-) Niedawno prosiłam, by pracownik zdjął z jaglanej kaszy napis z ceną kaszy bulgur... Patrzył bardzo podejrzliwie, odeszłam, żeby nie konfudować biedaka jeszcze bardziej. Na wszelki wypadek nie sprawdzałam losu cenówki ;-) Mogłabym znów poczuć się w obowiązku ratowania nieświadomych klientów przed chybieniem celu zakupowego... ;-)

Kasza jaglana znana od dawna i tak samo długo stosowana wraca do łask. Po starosłowiańsku nazywana jagły a otrzymuje się ją z ziaren prosa. 
Cechuje się brakiem glutenu i sporą zawartością tłuszczu (jak na zboże...) oraz dość wysokim indeksem glikemicznym (jak na pełnoziarnistą kaszę...).

Właśnie tłuszcz powoduje, że najsmaczniejsza jest kasza świeża ewentualnie dobrze przechowywana, gdyż ten właśnie tłuszcz lubi zjełczeć i wtedy kasza staje się gorzka. Szukajmy produktu z najświeższą datą produkcji. Wtedy wystarczy uprażyć przed gotowaniem w wodzie (stosunek kaszy do wody 1:1) i nabiera sypkości, delikatności stając się wręcz puchata :-D

W nawale napojów roślinnych warto sięgnąć po jagły, by zrobić sycące mleczko jaglano-migdałowe. Dosmaczać można wedle gustu. Mnie wystarcza wanilia i muśnięcie karmelem dzięki dorzuceniu kilku świeżych daktyli.




MLECZKO JAGLANO-MIGDAŁOWE 

1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
1 szklanka namoczonych migdałów
3 świeże daktyle lub również namoczone
kilka kropel esencji waniliowej lub ziarenka z jednej laski wanilii
szczypta soli

W blenderze zmiksować wszystkie składniki dodając 2 szklanki gorącej wody.
Migdałów nie trzeba obierać ze skórki.
Dolać jeszcze jedną szklankę gorącej wody i zmiksować ponownie.
Sprawdzić, czy odpowiada nam stopień słodkości. Ewentualnie dorzucić jeszcze kilka daktyli i zmiksować ponownie.
Emulsję (wychodzi dość treściwe mleczko) przecedzić przez gęste sito lub podwójnie złożoną gazę.



Z powyższych proporcji wychodzi gęste, bardzo treściwe mleczko i sycące nawet dość wymagające brzuszki :-) Oczywiście można je rozcieńczyć lub dosmaczyć owocami, karobem czy ekstraktem z kawy zbożowej. Można dodać przyprawy bardziej egzotyczne jak cynamon, kardamon, imbir,... Lubię takie gęste mleczko z domową granolą i świeżymi owocami. 



Jest na tyle esencjonalne, że można nim polać naleśniki lub desery w pucharkach.




poniedziałek, 21 marca 2016

Barszcz ukraiński wersja witariańska/raw/surowa

Barszcz ukraiński ma w polskie kuchni miejsce szczególne. Jako zupa sycąca, bogata w wartości zdrowotne i, co tu dużo mówić, urzekająco smaczna, gości na polskich stołach często. Jeśli tak nie jest, to jedynie z powodu braku czasu na jego przygotowanie. Kuchnia Ukrainy obfituje w niezwykle smakowite dania i przetwory. Widziałam zdjęcia z ukraińskiego targu, gdzie sprzedawano kiszone...zioła i... kwiaty... Tak, kiszone KWIATY! Genialne! 
Nam chorobliwie brakuje czasu, więc rezygnujemy z takich niezwykle zdrowych pyszności (probiotyki! stabilne witaminy!) zadowalając się marynatami. Szkoda. Jednak dla tych, którzy nie poddają się tak łatwo zniechęceniu, ale szukają praktycznych rozwiązań, z pomocą przychodzi nowoczesna kuchnia witariańska :-) 
W tej kuchni barszcz ukraiński można przygotować w ciągu kwadransa, jeśli będziemy kilka godzin wcześniej pamiętać o zalaniu przegotowaną wodą suszonych pomidorów i słonecznika. Jeżeli zapomnimy, też żaden dramat, użyjmy suchych. W końcu, jeśli mamy ząbki na swoim miejscu, damy radę :-D
Wszystkie witariańskie dania przygotowuję z najlepszych produktów (warzywa, o ile to możliwe, eko; pestki czyste i zdrowe; zielenina świeża;...) i przygotowuję je jako skondensowane (dodaję mało wody), bo lubię konkretne smaki i wypasione konsystencje ;-)



BARSZCZ UKRAIŃSKI W WERSJI WITARIAŃSKIEJ CZYLI RAW INACZEJ NA SUROWO
4 porcje

1 średnia marchewka
1 średnia pietruszka
½ średniego selera
4 niewielkie buraczki
1 gruba gałązka selera naciowego
½ jabłka
½ ząbka czosnku
cieniutki plasterek imbiru
10 cm kawałek pora
5 suszonych pomidorów
sok z 1/2 - 1 cytryny (zależnie od stopnia ukiszenia barszczyku)
1 łyżeczka sosu sojowego tamari
2 łyżeczki pieprzu ziołowego
½ łyżeczki bulionu lubczykowego
½ awokado
½ l kiszonego barszczyku z buraków
Do podania: namoczone ziarenka słonecznika, posiekana natka pietruszki i pokrojone w paski suszone pomidory

Pomidory zalać przegotowaną woda i odstawić na min. 2 godziny. Podobnie nasiona słonecznika.
Warzywa oczyścić, umyć i pokroić w grubą kostkę razem z opłukanymi pomidorami. Wszystkie składniki zmiksować w malakserze (chodzi o to, żeby nie wyszedł koktajl, ale zupa z kawałkami warzyw...) z dodatkiem 1 szklanki ciepłej wody. Jeśli mamy swojej roboty kiszony barszczyk, zamiast świeżych buraków dodać buraki ukiszone w barszczu oczywiście :-) Ewentualnie dosolić do smaku, choć to zależy bardzo od stopnia słoności suszonych pomidorów...
Podawać posypane natką, słonecznikiem i paskami pomidorów.


Moczenie nasion słonecznika sprawia, że są one łatwiej trawione i więcej z nich przyswajamy wartości odżywczych. No i smakują wtedy podobnie do świeżego słonecznika :-) Możemy poczuć się, jak Adam z Ewą w raju, gdzie spacerowali, doglądali obfitości owoców, ziaren i skubali sobie z żółtych tarcz ziarenka rozkoszując się ich słodkością i delikatnością... Potem obracali swoją twarz ku słońcu jak i słoneczniki i czuli pocałunek ciepła... Jak miło chociaż w wyobraźni poczuć to ciepło :-) A słoneczniki przypomnieć sobie ze zdjęć z wakacji ;-)





niedziela, 20 marca 2016

Tradycyjny barszczyk czerwony kiszony

Moda na kiszenie trwa. Nic dziwnego, nasze jelitka wołają gromkim głosem o zmiłowanie. Jeśli ktoś głos ten usłyszy, to zapragnie ulżyć tym dziarskim cienkim i bardzo długim przyjaciołom. W końcu jesteśmy z nimi zżyci - razem od ...zawsze...? I na zawsze? ;-)
Nic lepiej nie reguluje ich funkcjonowania jak prawdziwe, domowe kiszonki. Było o kiszonej brukselce , o żurku , kiszonej czerwonej kapuście a dla tych, którzy chcieliby spróbować pasty z kiszonych buraków tylko im ukiszonych buraczków brakuje albo mają smaka na przyzwoity barszcz ukraiński powywnętrzam się na temat kiszenia czerwonego barszczu :-)

Ma ogrom prozdrowotnych składników. Antocyjany, kwas foliowy, łatwo dostępne składniki mineralne w obfitości, dodatkowo witamina C i probiotyki znacznie skuteczniejsze niż reklamowane jogurty! Czy zrobienie dobrego barszczu jest trudne? Nie. Czy zawsze się udaje? ...Nie... Dlaczego? Bo w kiszeniu chodzi o współpracę. Z naturą. Z nią bardzo trudno negocjować warunki ;-) Dość apodyktyczna jest, więc albo się podporządkuję jej prawom, albo nici (to znaczy: pleśń...) z kiszonki...
Przede wszystkim warzywa do kiszonki MUSZĄ muszą, absolutnie muszą być zdrowe. Żadnych ustępstw na rzecz oszczędności. Kiepska jakość oznacza (nie, nie kiepską kiszonkę) niepowodzenie i słoik w koszu. Gdy już wybierzemy piękne, jędrne, zdrowe egzemplarze, przygotowujemy naczynie do kiszenia. Starym sposobem był gliniany garniec. Może i dzisiaj spełnić tą funkcję. Ja jednak wybieram szklany słój, bo bez problemu mogę go wyparzyć, zakrętkę wygotować i całość mieć doskonale czystą. Jeśli zdecydujemy się na gar, musimy go solidnie wyparzyć i do kiszenia, wzorem naszych zaradnych przodkiń, użyć nieco więcej soli. 


Jako przyprawy stosuję tradycyjnie: ziele angielskie, pieprz czarny ziarnisty, gorczycę, listek laurowy i czosnek.

Aby mieć zupełną pewność, że całość kiszonki zdominują bakterie kwasu mlekowego i przerobią ziemiste warzywo z wodą w pyszny barszczyk z delikatnie słodko- kwaśnymi czerwonymi plastrami, dodaje do kiszonki solidną łychę zakwasu żytniego chlebowego. Zazwyczaj mam go w sporym nadmiarze (chętnie się podzielę, jeśli ktoś zechce się pofatygować w okolice śląskie ;-)). Sprawdza się też kilka łyżek wody z kiszonych innych warzyw.

Przejdźmy do konkretów:



KISZONY CZERWONY BARSZCZ

5 zdrowych jędrnych buraków
2 ząbki czosnku
6 ziaren pieprzu czarnego
5 kulek ziela angielskiego
15 ziarenek gorczycy żółtej
1 listek laurowy
opcjonalnie kawałek korzenia chrzanu
1 łyżka soli na 1 litr zalewy
1 solidna łyżka zakwasu chlebowego żytniego
1 łyżka prawdziwego miodu (tradycyjnie),
ale sprawdza się surowy syrop z agawy

Słój i zakrętkę wyparzam bardzo porządnie. Buraki szoruję pod bieżącą wodą, cienko obieram i kroję na plasterki o grubości 2 -3 mm przy pomocy bardzo ostrego noża. Jeśli robię więcej barszczyku używam szatkownicy. Cały dzień spędzony na krojeniu, nie jest tym, co Beatki lubią najbardziej ;-)
Czosnek obieram z wierzchnich łusek i przekrawam na pół.
Do słoja wrzucam przyprawy, układam dość ściśle plasterki buraka zostawiając od brzegu słoja min. 5 cm przestrzeni..
Na wierzch kładę wyszorowany i wygotowany (min. 10 minut) kamień rzeczny 
(NIE WAPIENNY!).
W garnku zagotowuję wodę na zalewę. Dodaję sól w ilości 1 łyżka stołowa na litr wody.
Dokładnie rozpuszczam mieszając i wrzącą zalewam buraki.
Przykrywam. 
Gdy przestygnie mieszam zakwas z kilkoma łyżkami przegotowanej wody i agawą, wlewam do słoja. Zakręcam i odstawiam w miejsce o temperaturze ok. 18 - 22 stopnie C. 
Po 3 - 5 dniach barszcz powinien być gotowy.
Jeżeli jednak pojawi się choćby ślad pleśni - WYRZUCAMY CAŁOŚĆ.

Przy zachowaniu czystości i świeżym aktywnym zakwasie, nie powinno być problemu. Jak dotąd ta metoda u mnie działa bez pudła...


Zakwaszony barszcz wstawiamy do lodówki. Możemy zlać barszczyk do wyparzonej butelki a buraki wykorzystać jeszcze raz do ukiszenia barszczu. 



Po drugim razie będą już mocniej kwaśne i pasta w bajkowym kolorze różu będzie miała smak idealny :-)


Smacznego dnia i zdrowych przyjaciół także przy okazji świątecznej!



sobota, 19 marca 2016

Pesto wegańskie z suszonych pomidorów


Pomidory są wspomnieniem lata i powodują, że z tęsknotą czekam na następne. Każdego roku robię dziesiątki słoików z ajwarem, przecierem i sosem pomidorowym, a nawet kiszonymi (te ostatnie z efektem wahadełka...raz się uda a raz kompletna klapa...). Ajwar jest chyba najbardziej lubianym przetworem pomidorowym w naszym domu. Jemy go całą zimę (zazwyczaj wystarcza... :-)). 
Najsmaczniejszy jest po prostu z chlebem albo jako dodatek do naleśników czy z różnymi plackami np. racuchami z brukselką 

Na słoikowanie przyjdzie czas w sierpniu tymczasem...

... teraz mając suszone pomidory, które również cieszą swoim smakiem, wykorzystuję je na różne możliwe sposoby.
Sprawdzają się genialnie w surowych zupach, pastach, pasztetach, zapiekankach, chlebach i ... na deser zamiast deski serów ;-)

Ostatnio udało mi się dostać sporą ilość całkiem dobrej jakości w dobrej cenie, więc mogę eksperymentować :-) Pamiętając, że najlepsze są przepisy najprostsze i z minimalną ilością składników, postawiłam na sprawdzony duet: pomidory i bazylia. Wyszła pasta intensywna w smaku i aromacie, ale my takie konkrety lubimy :-D



PESTO Z SUSZONYCH POMIDORÓW

17 suszonych pomidorów
10 orzechów nerkowca
3 łyżki dobrej oliwy z oliwek
pęczek bazylii
1 łyżeczka płatków drożdżowych
½ łyżeczki pieprzu ziołowego
¼ łyżeczki płatków chili
ewentualnie sól do smaku



Pomidory zalać przegotowaną wodą, odstawić na kilka godzin. 
Odlać wodę a pomidory pokroić w paski. 
Nerkowce zmielić, dodać resztę składników (bez bazylii) i dość dokładnie zmiksować. Dodać grubo posiekaną bazylię i zmiksować pulsacyjnie. 
Ewentualnie doprawić do smaku.


środa, 16 marca 2016

Naleśniki gryczane wegańskie


Naleśniki retro. Wydawały mi się jedynie wspomnieniem z rodzinnego domu... Wydawały się... Dzisiaj gryka szturmem podbija wegańskie kuchnie :-)Jest przykładem, jak zadziwiająco szybko w dobie blogów ( ;-)) rozprzestrzeniają się przepisy stając się klasyką! Jeszcze dwa lata temu rzadko robiłam naleśniki, bo elastyczne, smaczne wegańskie skomplikowane były jak zegarek... chiński...? Ze składem co najmniej dziwacznym ;-) 
A dzisiaj na każdym blogu musi się znaleźć przepis na prośćiutkie (jak liczydło...? ;-)) i smaczniutkie naleśniki z gryki. Trudno ustalić autora, bo po wielkim BUM! pojawiły się jak grzyby po deszczu i rozsiadły w każdej wegańskiej kuchni. Bezglutenowcy szczęśliwi, bo dostali w odziane w kuchenne rękawice ręce piękne narzędzie równouprawnienia społeczno-kulinarnego a zdrowi (przynajmniej jeśli chodzi o jelitka) ciekawą alternatywę smakową. bo smakiem różnią się zdecydowanie od pszennych. Nie ma co udawać ;-)
Biorąc jednak pod uwagę, że pszenica wkradła się dzisiaj praktycznie do każdego produktu (spróbujcie poszukać gotowych produktów bez skrobi czy glutenu pszennego...), "dla zdrowotności" warto wprowadzić urozmaicenie naleśnikowe ;-)


NALEŚNIKI GRYCZANE

kaszy gryczanej niepalonej (700 ml namoczonej)
1 łyżeczka soli
325 ml wody
dodatkowo dałam 125 ml wody

Kaszę zalać wodą przegotowaną (1:1.5) i odstawić na 1 - 24 godzin. Fenomenalna wygoda! Takie szerokie możliwości wyboru godziny przygotowania posiłku! Robię, kiedy mi wygodnie/jestem głodna :-)
Odcedzić na sicie, przepłukać pod bieżącą wodą. W blenderze kielichowym zmiksować kaszę z wodą i solą do uzyskania gładkiego ciasta. 
Patelnię do naleśników podgrzać na mocnym ogniu, delikatnie posmarować olejem/oliwą, zmniejszyć ogień na średni i wylać porcję ciasta. Rozprowadzić szybkim ruchem w kształt naleśnika. Gdy wierzch się zetnie, można obrócić naleśnik. Po 2 - 3 minutach zdejmujemy gotowy naleśnik na ciepły talerz. Tak samo postępujemy z następnymi porcjami. 
Można smażyć malutkie placuszki, które się świetnie sprawdzają jako przystawki lub na lekką kolację.



Gdzie te czasy, gdy ludzie piekli placki na kamieniu w ognisku i nazywali je u nas podpłomykiem, bardziej na południowy wschód lawasz, w Indiach czapati, prawie w ogniu naan ... Gdy nostalgia ogarnia za dawnymi beztłuszczowymi placuszkami, które można robić we wszelkich rozmiarach i jeść ze wszelkimi dodatkami, koniecznie sięgnijcie po naleśniki z gryki! Spełniają nostalgiczne oczekiwania a dodatkowo są zdrowe i ... nie trzeba palić ogniska ;-)

A smakują doskonale na słodko i wytrawnie. Uwielbiamy je z gęstą śmietanką kokosową i borówkami, albo z domowymi powidłami morelowymi czy śliwkowymi, albo aromatycznym dżemem "świątecznym" z aronii, jabłek, gruszek z cynamonem i kardamonem (letnie słoikowanie jest smakowite zimą ;-)). Bardzo je lubię z tofucznicą albo z pastą z korzeni .

Dzisiaj jednak królują powidła. Sam owoc zamknięty w malutkich słoiczkach :-)






poniedziałek, 14 marca 2016

Kalafior w pasztecie

Wyprzedażowe ceny na piękne kalafiory to bonus chodzenia do sklepu późnym popołudniem. W ten sposób stałam się posiadaczką dwóch białych, zdrowych, sporych sztuk tego aromatycznego warzywa. Pomyślałam, że wykorzystam do potrawy z okazji "kuchni społecznej". Niestety, nie dane mi było dojechać na imprezę, ale powstał pyszny pasztet. Podzielę się więc chociaż przepisem :-) Główne składniki są trzy (kalafior, orzechy i pomidory), ale sporo przypraw... Jest aromatycznie i wyraziście :-)



PASZTET Z KALAFIORA 


1 kalafior
3 garście orzechów włoskich
3 ząbki czosnku
1 ½ cebuli
15 pomidorów z zalewy
3 łyżki oliwy
1 łyżeczka soli
½ łyżeczki pieprzu cayenne
1 łyżeczka szałwii
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
½ łyżeczki mielonej kozieradki
½ łyżeczki korzenia lubczyku
1 łyżeczka ziaren kolendry
½ łyżeczki mielonego imbiru
1 mała gałązka selera naciowego
1 łyżka koncentratu pomidorowego
 2 łyżki siemienia lnianego


Siemię lniane zmielić i zalać 50 ml gorącej wody, wymieszać, odstawić.  

Kalafior podzielić na różyczki i wrzucić do misy malaksera razem z orzechami, pomidorami, czosnkiem i dość dobrze zmiksować. 



Dodać przyprawy, oliwę, przecier pomidorowy, napęczniałe siemię i zmiksować ponownie. 



Cebulę i seler drobniutko posiekać. Dodać do masy i wymieszać. Do foremki wyłożonej papierem do pieczenia przełożyć masę i piec 50 minut w temperaturze 180⁰C. Ostudzić i dopiero wtedy zdjąć papier. 


Można użyć jako farsz do ciasta na bagietki albo "kulebiaka". Użyłam wzbogaconego ciecierzycą ciasta kruchego, by danie mogło wymagać jedynie surówki, aby nasycić i odżywić :-)

CIASTO DO "KULEBIAKA"

1/2 szklanki ugotowanej ciecierzycy nieodsączonej (gotowałam bez soli)
1 łyżeczka soli
1 łyżka oleju kokosowego
1 łyżka łuski babki jajowatej
1/2 szklanki ciepłej wody

Zblendować na gładko.
Dodać:

3/4 szklanki mąki gryczanej

Wymieszać i odstawić do związania ciasta.
Wyrobić elastyczne ciasto podsypując ok. 4 łyżkami mąki gryczanej.
Rozwałkować na kształt prostokąta, wyłożyć do nasmarowanej olejem formy i faszerować surową masą kalafiorową. Boki ciasta założyć na wierzch. Nie musi być "zamknięty". Piec jak pasztet.