O czym jest ten blog?

Notatki z życia codziennego żony i matki prowadzącej dom w wersji możliwie eko-naturalnie roślinnie. Nie stroniącej od trudnych pytań, ale szukającej sensu i piękna.

piątek, 30 września 2016

Bezcukrowe sezamki...wreszcie!!!

Miłość mojego dziecięcego, młodzieńczego i całkiem dorosłego łakomstwa - sezamki! Najpiękniejsze były wartości super-odżywcze sezamu, które stanowiły mocne alibi dla hodowania tegoż łakomstwa. Jedna z przyjemniejszych hodowli mojego życia ;-) Dlaczego? 1. słodkie; 2. chrupiące; 3.niedrogie; 4. kupuje się w małych paczuszkach, więc łatwo upchnąć w kieszeniach... No dobrze, wymyślam te plusy na siłę... Dwa pierwsze powody są wystarczające zupełnie, żeby sezamki kupować i jadać. Niestety, gdy nauczyłam się czytać etykiety, szczególnie fragment ze składem...brrr...zaczęłam poszukiwania sezamków BEZcukrowych i BEZsyropowych, BEZskutecznie... :-( Wartości superodżywcze sezamu musiały wystarczyć w milionach innych potraw, posypek i dodatków (rany, jakie to uniwersalne ziarenko!!!). O sezamkach zapomniałam, aż tu nagle czytam o pseudosezamkach z lnu u pinkcake. Jednak sama autorka przyznaje, że używana ilość cukru nie sprzyja zdrowiu... Dla mnie to było już bez znaczenia, bakcyla połknęłam, wyobraźnia ruszyła z kopyta, już widziałam te chrupiące złociste cudeńka...BEZcukrowe... :-D


SEZAMKI
18 x 21 cm

10 daktyli
50 ml ciepłej wody
3 łyżki inuliny
1 szklanka sezamu (biały : czarnego = 3 : 1)
szczypta soli

Daktyle zalać ciepłą wodą i odstawić na godzinę.
Zmiksować daktyle z wodą i inuliną na mus.
Dosypać sezam i sól, dokładnie wymieszać.
Masę rozsmarować na papierze do pieczenia.
Podpiec w 150⁰C 35 minut.
Wystudzić.
Kroić ostrym nożem.


Można wziąć ze sobą gdziekolwiek, bo po upieczeniu nic z nich nie wypływa i trzymają kształt. Nie rozsmarowujcie ich zbyt cienko, żeby się nie kruszyły, w końcu łączy je tylko kilka daktyli i inulina...to nie jest supercukierglu ;-) Najlepiej sprawdza się grubość 5 mm. Dodatek czarnego sezamu czyni z tych sezamków urokliwe precjoza o ciekawym smaku. Polecam z sumieniem czystym jak górskie źródełko... 



czwartek, 29 września 2016

Jaglanka z bukwami

Z pewnością jadacie orzechy. Laskowe, włoskie, cashew, ziemne, brazylijskie,... Pyszne, prawda? Tanie? Na pewno nie, chyba, że macie własną leszczynę lub orzech włoski w ogrodzie ...babci ;-) Są szczęśliwcy, których inni obdarowują nadmiarem plonów orzechowych... Czasem zdarzy mi się, że ktoś ze znajomych się podzieli z dobrego serca... Czasem nawet moja leszczyna obdaruje orzechami... orzeszeńkami...? Bo ich rozmiary są powalające - około 1 cm średnicy. Łupanie tych cudów jest cudem samo w sobie. Rozmiarami konkurują jedynie z przyniesionymi ze spaceru po lesie bukwami. Zapomnianymi pysznymi orzeszkami bukowymi. Mają smak laskowych i migdałów jednocześnie. Są słodkie i soczyste. Idealne do porannej jaglanki! Zazwyczaj dojrzewają dopiero w październiku, ale przyroda ostatnimi czasu płata figle rozmaite i u nas już teraz można znaleźć dojrzałe orzeszki bukowe. Znalezione chyba tylko dlatego, że wiewiórki nie zauważyły zmian klimatycznych i tym razem byliśmy od nich szybsi! Jeśli chcecie zjeść bukwi sporo, lepiej ją upieczcie lub uprażcie, bo surowa zawiera alkaloid faginę, którego większe spożycie wywołuje efekt podobny do alkoholu...


JAGLANKA Z BUKWAMI
1 porcja

4 czubate łyżki ugotowanej kaszy jaglanej
1 łyżka bukwi
2 łyżki chia
1 łyżeczka mielonego wiesiołka
1 szklanka mleka sojowego naturalnego
garść borówek amerykańskich
kilka słodkich śliwek

W przeddzień chia i wiesiołek zalać połową mleka i wymieszać.
Odstawić do lodówki na noc.
Rano: do miseczki z napęczniałymi ziarnami dodać kaszę, resztę mleka, borówki, pokrojone śliwki i posypać bukwami.


środa, 28 września 2016

Bezglutenowa pizza z figami i rozmarynem

Praca z blogiem i warsztatami obdarowała mnie niezwykle praktycznym "skrzywieniem". Otóż, rozglądam się po sklepach za produktami świeżymi i w związku z tym - najtańszymi. A teraz bywają tanie świeżutkie figi :-D
Rozmaryn przypłynął z natchnieniem (nie miał daleko, rośnie w doniczce na tarasie ;-)) i sumarycznie patrząc wyszła pizza z figami i rozmarynem. Posypana grubo mieloną solą i spryskana oliwą wpisuje się w pakiet ulubionych wypieków :-D


BEZGLUTENOWA PIZZA Z FIGAMI I ROZMARYNEM
średnica 26 cm

1 szklanka mąki gryczanej
6 g świeżych drożdży
1 łyżeczka zakwasu bezglutenowego (niekoniecznie, ale daje nieco ciekawszy smak)
150 ml ciepłej wody

½ szklanki mąki ryżowej
¼ szklanki mąki z ciecierzycy
½ szklanki mąki gryczanej
1 łyżeczka soli + grubo mielona do podania
3 łyżki oliwy z oliwek + dodatkowa do podania
100 ml ciepłej wody
2 figi
4 gałązki świeżego rozmarynu

W przeddzień pieczenia wymieszać mąkę gryczaną z rozkruszonymi drożdżami (i ewentualnym zakwasem), dodać wodę i wymieszać dokładnie.
Przykryć szczelnie folią i odstawić na 10 - 16 godzin.
Do powstałego zaczynu dodać mąkę ryżową, ciecierzycową, resztę gryczanej, sól i oliwę, wlać resztę wody, dokładnie wymieszać.
W tym momencie powinno powstać ciasto (uwaga, niespodzianka!) o konsystencji budyniu... :-)
Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia, przełożyć ciasto, wyrównać i wcisnąć delikatnie grube plastry fig. Równomiernie rozłożyć łodyżki rozmarynu.
Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (wstawiłam do piekarnika z włączoną lampką - tak ładnie wyglądało, że gapiłam się w nie zamiast tv ;-)).
Włączyć piekarnik na 200⁰C i piec 20 minut.
Upieczoną pizzę wyłożyć na kratkę, ale najlepsza jest jeszcze ciepła, posypana grubą solą, lekko polana oliwą z oliwek ... 


...hmmm... no tak, blog niskotłuszczowy...WRÓĆ!

Upieczoną pizzę wyłożyć na kratkę, ale najlepsza jest jeszcze ciepła, posypana grubą solą z gęstym jogurtem sojowym :-D 



Ciasto jest dość grube i na bazie mąki gryczanej, więc suche i wymaga jakiegoś zmiękczacza ;-)
Tak więc sosy, jogurty, (oliwy, ciiii... ;-)) świetnie się wpisują w potrzeby :-D


Bez ściemy! ;-) 

Chleb w diecie zalecanej przy boreliozie



Wpis ten dedykuję wszystkim, których borelioza zmusiła do radykalnej zmiany diety. Wiem, jak trudno żyć w poczuciu braku wolności wyboru. Nie traćcie nadziei, ta zmiana jest czasowa! Minie i będziecie mieli wolność znów. Najfajniejszym jest, że ta dieta spodoba Wam się i pewnie pozostaniecie przy wielu pysznych nowoodkrytych potrawach, ale już z własnego nieprzymuszonego wyboru! :-)

Miałam wyjątkowe szczęście do kleszczy. Gdzie nie poszłam, przywlokłam na sobie jakiegoś koleżkę (ominęły mnie jedynie, gdy zbliżałam się do zieleni w doniczce... dobre i to... ;-)).


Kilkoro z nich polubiło mnie tak bardzo, że postanowiło wejść ze mną w braterstwo krwi... a że ja niekoniecznie miałam na takie braterstwo ochotę, zrobili to cichutko, niepostrzeżenie, chyłkiem, w ukryciu, ... zauważyłam, gdy trzeba było już brutalnie tą zażyłość przerwać. Za pierwszym razem igiełką wygrzebywałam pozostawione w łydce odnóża pajęczaka, za drugim i kilkunastoma następnymi szło już lepiej ale i tak etapami... Plotka chyba się wśród pajęczaków rozeszła o moim okrucieństwie, bo od trzech lat mam absolutny spokój. Bojkot kleszczowy trwa i ...chwała im za to!
Udało mi się nie zarazić boreliozą (opieka Najwyższego, nic innego być nie mogło...), ale nie wszyscy mieli takie szczęście... Niektórzy z moich bliskich bujają się z boreliozą od kilku lat, więc i dietę byłam zmuszona poznać od podszewki. Mam świadomość, jak bardzo brakuje zwykłego jedzenia, do którego byli przyzwyczajeni, z którym się dobrze czuli, bezpiecznie... Zmian mnóstwo, samopoczucie ...różne... W ramach wsparcia szukałam alternatywnych chlebów (przecież chleb jest skomasowanym i najdoskonalszym symbolem bezpieczeństwa, dobrobytu i opieki Bożej!).
Wiadomo, nie na drożdżach, nie z pszenicy, bez cukru, niski indeks glikemiczny. Są takie chleby? Są. Dla przykładu gryczany na zakwasie żytnim, ryżowy na zakwasie żytnimgryczany na zakwasie gryczanym, owsiany na zakwasie gryczanym, hit kuchni bezglutenowej czyli chleb z kiełkującej gryki nie wymagający prowadzenia zakwasu, ale i chrupki domowy chleb w stylu sławnego skandynawskiego Knackebrod. Piekę jeszcze jeden rodzaj chleba o niskim IG, który jest wyjątkowo pyszny. Nie przypomina konsystencją napuszonego chleba z polskich piekarń. Jest chrupiący, ma mnóstwo nasion i robi się go bez użycia jakiejkolwiek mąki (w sensie zmielonych ziaren zbóż czy traw), ale stosuje jako lepiszcze płatki owsiane. Aby był na pewno bezglutenowy wystarczy użyć płatków owsianych z przekreślonym kłosem, co oznacza pewną bezglutenowość. Znany jest pod hasłem "chleb zmieniający życie", bo też i po pierwszym pieczeniu (i zjedzeniu!) człowiek inaczej patrzy na pieczywo codzienne i dziwi się, jak mógł całe życie jeść te napuszone, bezsmakowe produkty... ;-) Niektórzy przechodzą już w 100% na wypiek samodzielny a niektórzy przygotowują ten chleb regularnie w ramach pysznych, zdrowych deserów...


Ten chleb piekę w foremce silikonowej, bo zdecydowanie łatwiej mi z niej chleb wyjąć w czasie pieczenia. Można stalową foremkę wyłożyć papierem, wtedy lepiej pozostawić jeden wystający bok dłuższy, by nim przykryć chleb i odwracając, zostawić do dopieczenia na tym właśnie wystającym kawałku papieru. Bardzo WAŻNE jest, by kroić dopiero po kilku godzinach bardzo ostrym NIEząbkowanym nożem, gdyż jest to chleb dość kruchy. Jednak wszystkie te drobne komplikacje przestają mieć jakiekolwiek znaczenie po pierwszym kęsie upieczonego chleba... Jego wykonanie i tak jest dziecinnie proste a grubsze kromki nie są żadnym minusem :-)



CHLEB Z ZIAREN
keksówka 9 x 24 cm

1 szklanka słonecznika
½ szklanki złotego siemienia lnianego
½ szklanki migdałów lub orzechów laskowych lub mieszanki ich obu
1½ szklanki płatków owsianych
2 łyżki nasion babki płesznik
2 łyżki łuski babki jajowatej
2 łyżki chia
1 łyżeczka soli
1 łyżka ulubionego słodzika (u mnie syrop klonowy)
3 łyżki oleju kokosowego
350 ml ciepłej wody

W dużej misce wymieszać suche składniki.
Do słoika wlać wodę, dodać słodzik, olej kokosowy, zakręcić i wstrząsając wymieszać dokładnie.
Uzyskaną emulsję wlać do miski z suchymi składnikami i dokładnie wymieszać.
Masę przełożyć do silikonowej foremki, wyrównać.
Odstawić na kilka godzin (2 - 10) dla związania masy.
Piec w 170⁰C 15 minut, chleb delikatnie wyjąć z foremki i dopiec "luzem" kolejne 45 minut.
Odstawić do ostygnięcia.
Kroić ostrym nożem dopiero po kilku (idealnie byłoby następnego dnia) godzinach!




niedziela, 25 września 2016

Zielone masełko ... Shreka ;-)

Z czym kojarzy się zielony kolor? Ogrodnikom z wiosenną świeżą trawą...którą trzeba wypielić ;-) Miejskim mieszkańcom z kawałkiem ciszy (ciekawy jest mechanizm ustalania poziomu hałasu dla ciszy ;-)) w środku zgiełku miasta. Znanym mi wielbicielom komedii najprzystojniejszym zielonym amantem czyli Shrekiem. Mnie natomiast zdecydowanie z najlepszymi koktajlami świata - zielonymi smoothie... Cudo, słodko - wytrawne, nieco trawiaste w smaku o czupurnym aromacie dzikości... posypane pestkami słonecznika, dyni czy sezamu... czasem jakiś prażony orzeszek... tak chrupnąć sobie w tej zieloności... Na fali tychże skojarzeń wyciągnęłam z woreczka resztki umytego szpinaku - mało tego było na smoothie... co można więc na zielono zrobić? Z czosnkiem mu po drodze, szczególnie podsmażonym. A że podduszona na oleju szałwia jest doskonała, to pogalopowałam wprost na zielone nieopielone zagony (ekologiczna się zrobiłam do bólu - jak ta ekologia czas oszczędza!) po wspaniałe aromatyczne przeciwzapalne ziółko i ogarnęło mnie zielone uniesienie. Efektem jest ciekawe potężnie zielone masełko Shreka (jeśli dzięki tej nazwie mąż nie spróbuje, to już nie ma mocnych , bo sami swoi nic nie wskórają ;-))


ZIELONE MASEŁKO

4 ogromne ząbki czosnku
2 solidne garście świeżego szpinaku
8 większych listków świeżej bazylii
4 duże listki szałwii
4 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
4 łyżki płatków jaglanych lub 2 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej
½ szklanki wody
½ łyżeczki soli
¼ łyżeczki świeżo zmielonej gałki muszkatołowej
1 mały lub ½ dużego pęczka koperku
2 łyżki masełka z nerkowców lub innego orzechowego o delikatnym smaku

Na patelnię wlać olej i wrzucić posiekany i zgnieciony czosnek. Podgrzewać.
Gdy się zeszkli dodać pokrojony szpinak i sól.
Dusić 1 minutę.
Dodać posiekaną szałwię, dusić 1 minutę.
Dolać wodę i wsypać płatki, gałkę i bazylię, dusić 3 minuty mieszając.
Dodać masło orzechowe i zmiksować na gładko.
Do masełka dodać posiekany drobno koperek.


Rankiem przyjemnie smakują z posiekanymi suszonymi pomidorami...



Zauważyłam zadziwiające zjawisko: zioła rosnące w "zadbaniu ekstremalnym" (opielenie, podlanie full wypas) mają mniej aromatu niż te pozostawione trochę samym sobie. Z grubsza coś pieliłam, ale grządki nie wyglądają schludnie i czysto, choć szałwia nadal jest widoczna wśród dzikich lokatorów ogródkowych. Buraki zarośnięte gwiazdnicą osiągnęły rozmiary dotąd niespotykane (w moim ogródku, żeby nie było niedomówień - zazwyczaj szukałam jakichkolwiek czerwonych zgrubień i nie obierałam ze skórki, żeby coś w ogóle zostało do zjedzenia!).


Pomidory wyległy na trawę i owocują uparcie chyba po to, by czerwonym kolorem sygnalizować swoje istnienie...ale są!


Nawet dynie osiągnęły rozmiary "sklepowe"!



Jak ja lubię współpracować z naturalnymi prawami... :-)))))

piątek, 23 września 2016

Polowa pasta z soczewicy

Wakacje były dla mnie czasem odkryć kulinarnych. Nie mogąc stołować się razem z mieszkańcami (zdecydowanie za drogo...) odkrywałam proste smaki dań złożonych z kilku podstawowych składników, które akurat znalazły się w obszarze przystępnych cen ;-) I tak padło na soczewicę w puszce... Wiem, puszka nie ideał zdrowego odżywiania, ale mając czasu ani możliwości (przecież nie kupię kilograma suchej soczewicy!) ugotowania świeżej poszukałam takiej zapuszkowanej, żeby byłą jak najmniej niebezpieczna. Jeśli znajdę kiedyś w słoiku, na pewno wybiorę zasłoikowaną! Jak znajdę...kiedyś... Zawsze wożę ze sobą mieloną kozieradkę, która ratuje każde danie, gdy brak jakichkolwiek przypraw. Miałam i teraz ją ze sobą. Miałam również mój ulubiony bulion lubczykowy, o którym pisałam tutaj. Wystarczyło, dało radę a nawet zapach i smak okazał się uzależniający. Zjadłam zdecydowanie za dużo, ale dzięki temu nic się nie zmarnowało (każdy pretekst dobry...) ;-)
Jeśli i wy będziecie w potrzebie, głodni, z pustymi szafkami... Chwyćcie puszkę soczewicy w zalewie, na którą składa się jedynie woda i sól, i zróbcie widelcem aromatyczną, ciepłą pastę, która równie dobrze smakuje jako farsz do naleśników czy też razem z kaszą bądź ryżem stworzy duet dania smakowitego...


POLOWA PASTA Z SOCZEWICY

1 puszka soczewicy (robiłam z zielonej drobnej, później z brązowej)
2 cebule
6 ząbków czosnku
1 łyżeczka kminku
3 łyżki oliwy z oliwek dobrej jakości (chodzi również o smak nie o sam tłuszcz)
1 łyżeczka mielonej kozieradki
1 łyżeczka bulionu lubczykowego (info tutaj) lub przyprawy warzywnej
 ½ łyżeczki soli (jeśli przyprawa warzywna jest dość słona, może nie trzeba wcale)

Na patelni rozgrzać oliwę z posiekanym czosnkiem, kminkiem i kozieradką.
Gdy zacznie się szklic, dodać drobno pokrojoną cebulkę i podsmażać, aż się delikatnie podsmaży.
Puszkę dokładnie umyjcie przed otwarciem!!! Czasem biegają po magazynach sklepowych malutkie stworzonka... eh...życie...
Puszkę otworzyć PRAWIE do końca, by dzięki pozostawionemu wieczku odcedzić z grubsza soczewicę.
Wrzucić ją wraz z pozostałościami zalewy na patelnię, dodać bulion/przyprawę warzywną i intensywnie mieszając i rozgniatając ziarenka widelcem odparować płyn.


środa, 21 września 2016

Pesto z brokuła

O właściwościach zdrowotnych brokuła można by pisać całe tomy. Zawarte w nim związki czynne biologicznie są przedmiotem badań wielu instytutów, gdyż wciąż wszyscy mają nadzieję, że będzie można zamknąć te cuda w małej kapsułce... Brokuł jednak wymyka się zachłannym rękom potężnych korporacji i skromnie na półce straganu zachęcająco uśmiecha się do tych, którzy doceniają siły ukryte w naturze, w jej najbardziej surowym stanie... I tak sięgnęłam po to zielone cudo, by dowitaminizować i wzmocnić rodzinkę. Może i wam spodoba się pomysł brokułowego pesto ze słonecznikiem?


PESTO Z BROKUŁA

1½ brokuła czyli 75 dkg
½ szklanki pestek słonecznika
1 łyżeczka suszonych płatków czosnku
kilka kulek pieprzu czarnego
1 czubata łyżka płatków drożdżowych
1 czubata łyżeczka pieprzu ziołowego
2 łyżeczka soli kamiennej
3 - 4 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
sok z jednej cytryny
1 pęczek koperku

Z brokuła odciąć różyczki, włożyć do garnka razem z czosnkiem i pieprzem, zalać wrzątkiem i odstawić na ½ godziny (do 2 godzin).
Słonecznik zezłocić na suchej patelni, wystudzić.
W malakserku zmiksować na drobną kaszkę słonecznik z płatkami drożdżowymi, solą i pieprzem.
Dodać odsączony brokuł razem z czosnkiem (pieprz wyciągam, ale jeśli ktoś lubi ostrzejsze dania, nie musi;-))
Dolać sok z cytryny i olej, zmiksować do ulubionej granulacji. Można wręcz na gładką pastę (można też dodać więcej oleju, żeby mieć kremową konsystencję), ale my wolimy widoczne kawałki warzyw w daniach :-D
Koperek posiekać i dodać do pesto. Wymieszać.
Najlepsze po kilku godzinach, gdy się smaki "przegryzą".
Podawać jako pastę na chleb, dodatek do makarony lub kaszy czy brązowego ryżu.


Aby nasz organizm mógł wykorzystać w pełni niezwykłe działanie sulforafanu zawartego w brokule w dużych ilościach, warzywo musi być bardzo mocno rozdrobione, gdyż sulforafan ukryty jest pod postacią mirozynazy i staje się dla nas dostępny dopiero, gdy zetknie się ona z odpowiednim enzymem glukorafaniną znajdującą się w innym przedziale komórki. Dlatego zmiażdżenie brokułu jest konieczne, by można z niego czerpać maksymalne korzyści. Najlepiej, gdy jest przygotowywany na surowo. Dlatego sparzenie go wrzątkiem nieco zmiękcza jego twardy smak i ułatwia zmiksowanie nie niszcząc jednocześnie wartości. Jak tu nie lubić pesto :-) 

 Smakuje orzeźwiająco z kaszą jaglaną z pomidorkami koktajlowymi lub suszonymi pomidorami w oleju pokrojonymi w cienkie paseczki...


... a także na świeżych, chrupiących jaglanych bułeczkach...


... albo po prostu samo jako dodatek do lekkiego obiadu np. na świeżym powietrzu :-)



niedziela, 18 września 2016

Powidła śliwkowe o smaku kawowym

Śliwki kocham miłością wierną od wielu lat. Tak naprawdę, to odkąd pamiętam. Gdy przychodzi na nie sezon chciałabym żywić się tylko nimi, ale chciałabym też zostawić sobie coś nie coś na później. Najlepszy sposób, w jaki to robię to przygotowanie powideł prawie tradycyjnych. Różnica polega na czasie smażenia/gotowania. Dla jego skrócenia gniotę owoce przed podgrzaniem, podgrzewam ze szczyptą soli janginizacja niedawno odkryta :-)) i dodaję daktyle z karobem, które zagęszczają masę :-D


POWIDŁA WĘGIERKOWE O SMAKU KAWOWYM
21 słoiczków 235 ml

5 kg dojrzałych węgierek
30 dkg świeżych daktyli z pestką (30 sztuk)
2 łyżki cynamonu
8 łyżek cykoriady granulowanej z jagodami (może być bardzo mocny ekstrakt kawy zbożowej)
4 łyżki karobu
2 porządne szczypty soli himalajskiej

Śliwki umyć, przebrać, usunąć pestkę.
Do garnka o grubym dnie wrzucić śliwki, sól i dość porządnie pognieść dłońmi, by puściły sok.
Podgrzewać na małym ogniu mieszając - na początku co pół godziny, potem do kwadrans i cały czas pod koniec ;-)
Daktyle zalać wrzątkiem, opłukać i odcedzić.
Usunąć pestki, pokroić na paski i dorzucić do gotujących się śliwek.
Wymieszać.
Gdy masa zaczyna gęstnieć (po około 2 godzinach) dodać cynamon, kawę i wymieszać do rozpuszczenia cykoriady lub wymieszania ekstraktu.
Dodać karob i mieszając bardzo często gotować 10 minut.
Masę przekładać do wyparzonych słoiczków uważając, by nie zabrudzić brzegów (ja używam lejka z szerokim wylotem). Zakręcać, odwracać do góry dnem, odstawić do wystudzenia przykryte kilkoma złożonymi ściereczkami lub małym kocykiem.
Przechowywać w chłodnej piwnicy/lodówce (kto zmieści w lodówce cały taki słodki nabój???) 

Konsystencja wychodzi taka, jak tradycyjnych powideł smażonych trzy dni...


W lodówce trzymam tylko pojemniczek z powidłami na bieżące potrzeby:


W piwnicy całą resztę, bo w zimie przychodzą dni rozmarzonego rozleniwienia, wtedy powidła wyjadane łyżeczką wprost ze słoika sprawiają, że marzenia wyglądają bardziej realnie. Dlatego mam je głównie w małych słoiczkach... ;-)


Miłej zimy życzę ze smakami późnego lata w tle!

sobota, 17 września 2016

Tarta gruszkowa

Dostałam pierwsze "zamówienie" na imprezę! Jestem tak podekscytowana... Nie planuję działać w branży cateringowej, ale raz spróbować jest naprawdę fajnie :-) Bardzo chciałabym, żeby gościom posmakowało. Wśród zaproszonych jest osoba odżywiająca się tak zdrowo, że "normalnymi" drogami zdobyć ciasta dla niej się nie udało ;-) Wysiliłam mózgownicę starając się przygotować coś słodkiego a bez cukru, ciasto a bez mąki, z kremem a ze znikomą (żadne szklanki czy nawet połówki szklanek; chyba, że zrezygnujecie z babki na rzecz oleju ;-)) oleju i do tego kokosowy nierafinowany, i ekstra, i virgin. Na ślub pasuje, prawda? ;-)
Wyszła tarta gruszkowa z figami i borówkami (owoce podpatrzone u weganona, Paweł, nie obraź się ;-)). Smakowita, kremowa, lekko kwaskowa, ale słodziutka (dla mnie nawet trochę zbyt, ale innym powinno pasować...)



TARTA GRUSZKOWA Z FIGAMI I BORÓWKAMI
foremka o średnicy 25 cm

2 szklanki domowego mleka owsianego (robiony z proporcji płatki : woda = 1 : 4)
4 słodkie gruszki (najlepsze klapsy)
szczypta soli
1 laska wanilii
1 łyżka stewi
4 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej
4 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego
1 czubata łyżka łuski babki jajowatej (lub dodatkowe 2 łyżki oleju kokosowego, będzie krem bielszy)
2 szklanki pestek słonecznika
1 szklanka daktyli
2 łyżki karobu
1 łyżeczka cykoriady w płynie lub 4 łyżki ekstraktu z kawy zbożowej*
figi do ozdoby a borówki i do ozdoby i dla smaku (cudnie się komponują z kremem)

Z gruszek usunąć gniazda nasienne i ewentualne obicia itp.
Pokroić w średnią kostkę.
W garnku o grubym dnie podgrzewać na minimalnym ogniu mleko, drobno posiekaną laską wanilii, szczyptę soli i gruszki do zagotowania.
Pogotować 10 minut i odstawić do ostudzenia.
Słonecznik podprażyć na suchej patelni tylko do delikatnego zezłocenia, nie może zbrązowieć, bo stanie się gorzkawy.
Daktyle zalać wrzątkiem (dla usunięcia zanieczyszczeń), opłukać, odcedzić i drobno pokroić.
W malakserku zmielić słonecznik na drobną kaszkę, dodać daktyle i zmiksować do uzyskania kruszonki.
Dodać karob, cykoriadę/kawę i zmiksować do wymieszania.
Dno foremki wykleić masą słonecznikowo-daktylową i odstawić do lodówki.
W blenderze zmiksować ostudzone mleko z gruszkami i wanilią wraz z kaszą na gładki krem.
Dodać olej, wymieszać.
Dodać babkę i wymieszać bardzo dokładnie.
Krem wylać na schłodzony spód, wyrównać stukając foremką o blat.
Ozdobić krojonymi w plasterki figami i borówkami.
Przechowywać w lodówce.
Przed podaniem wstawić na pół do jednej godziny do zamrażalnika.

* Gotować 6 łyżek kawy zbożowej w 200 ml wody przez 8 minut, odstawić do naciągnięcia i dokładnie odsączyć przez gęste sitko lub woreczek do mleka roślinnego.
Ja kupiłam gęsty malutki woreczek zawieszony na obręczy z uchwytem do zaparzania herbaty firmy Fakelmann. Świetnie sprawdza się także do mleka roślinnego przygotowywanego w niewielkich ilościach, oczywiście ;-)
Esencję przygotowywałam, gdy nie było na rynku cykoriady np. do ciasteczek fasolowych i będę przygotowywać już niedługo znów, bo cykoriada zniknęła z półek :-(


Na zdjęciach foremki są malutkie, bo te minitarty zrobiłam z resztek - do testowania - to jest najfajniejsze!


Takiego cudnego pieska dostałam jako podstawkę pod sztućce...próbowałam użyć, ale cały czas miałam wrażenie, że pieskowi niewygodnie, więc został luzak ze zdrowym (jak na srebrnego jamnika ;-)) grzbietem ;-)))


piątek, 16 września 2016

Ciasteczka z gruszki i pietruszki

Na ostatniej degustacji ku wielkiemu zaskoczeniu i radości obecnych serwowałam budyń z korzenia pietruszki z tej strony (bo i pieczona pietruszka jest niezwykle smaczna) podany z surową gruszką. Nie było siły. Pomysły zaczęły lęgnąć się w głowie w tempie szaleńczym. Pomysły też szaleńcze ;-) Jako najbardziej rozsądny uznałam pomysł na ciasteczka z pietruszką i gruszką właśnie. Gra w zupie, zagra i w ciasteczkach (tak kombinowałam). Właśnie miałam wytłoki po mleku owsianym, więc sprawa była oczywista. Ciasteczka owsiano-pietruszkowe tak pachniały, że jeszcze gorące podjadłam ze zżerającej mnie ciekawości, czy bez cukru się da na samej pietruszce i gruszce wyciągnąć słodycz... Jak myślicie, dało się? 
:-D  


Zmysłowy taniec tych dwojga owocuje ciekawymi smakami ;-) 


Upiekłam trzy wersje subtelnie się różniące. Jedna saute, druga z inuliną a trzecia (musiałam porównać!) ze stewią. Na pierwszy ogień poszła inulina: chrupiące, delikatnie słodkie o korzennej nucie zostającej po jedzeniu... Jest głębia... :-) Najciekawsza okazała się wersja z inuliną, nawet według mojej cudownej sąsiadki, na której wypróbowywuję jadalność wynalazków, gdy rodziny wokół brak. Dziękuję Justynko!



CIASTECZKA Z GRUSZKI I PIETRUSZKI
19 małych sztuk

1 szklanka resztek po zrobieniu mleka owsianego (płatki owsiane bezglutenowe : woda = 1 ; 4)
100 g pietruszki
2 gruszki twarde konferencje
2 łyżki masła orzechowego o delikatnym smaku (u mnie z orzechów brazylijskich)
skórka z połowy cytryny
kilka kropel aromatu cytrynowego naturalnego najlepiej eko
2 łyżki inuliny
szczypta soli

Pietruszkę obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
Z gruszki usunąć gniazdo nasienne...i ogonek ;-), pokroić w drobną kostkę.
Wszystkie składniki wymieszać. Najlepiej ręką.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, formować małe ciasteczka, układać na blasze i piec 30 minut w temperaturze 180⁰C.
Zaraz po upieczeniu suszyć na kratce najlepiej w stygnącym piekarniku i przechowywać szczelnie zamknięte z kilkoma suchymi owocami, żeby nie zachowały kruchość.
Zaraz po upieczeniu są pysznie chrupiące i przesmaczne!



czwartek, 15 września 2016

Kiszona kapusta włoska w kawałkach


Kapusta warzywna włoska zwana też w skrócie kapustą włoską (Brassica oleracea L. var. sabauda L. – odmiana kapusty warzywnej). Jest to roślina dwuletnia należąca do rodziny kapustowatych. Nie występuje w stanie dzikim, jedynie w uprawie. Wytwarza duże, pojedyncze głowy, podobne do głów kapusty głowiastej, lecz o pomarszczonych liściach. Liście pomarszczone, pokryte drobnymi pęcherzykowatymi wzdęciami, ciemnozielone. Pierwsze uprawy pojawiły się w XVII wieku w północnych Włoszech. Jest niezwykle odporna na mróz i ma ostrzejszy smak, niż kapusta warzywna głowiasta... Tyle Wikipedia... TYLKO TYLE??? Najsmaczniejsza z kapust! Ostrzejszy smak niż biała??? Przecież ona ma tylko inny smak. Jest delikatniejsza, bardziej wdzięczna w obróbce i...ładniejsza :-D
A ukiszona wyprzedza białą o milę (anglicyzując nieco, wzorem Wikipedii ;-)) Dla mnie ma miejsce na warzywnym podium...


:-)

Jej wartości odżywcze nie są może większe niż białej, również szczególnie silne glukozynolany i izocjocjany o działaniu przeciwnowotworowym są w mniejszej ilości (stąd i mniej ostry smak, sic!), ale w związku z tym łatwiej nam "wchodzi", bo przyjaźniej traktuje warzywne towarzystwo. Łatwiej z niej skomponować sałatki (nie dominuje tak bardzo), przyrządzić gołąbki (szybciej mięknie, więc i krócej się je piecze/dusi) czy też ...ukisić (jest mięciutka). Kiedyś kiszono całe główki, podobnie jak białej, ale nie mamy dziś piwnic zimnych jak kiedyś, ani beczek do kiszenia, ani miejsca w kuchni na te beczki. Nie mówiąc już o tolerancji na zapach kiszącej się w beczce kapuchy...
Mamy natomiast słoiki. Czasem można kupić spore słoiki z zakrętkami. Nawet 3 litrowe. Są doskonałe do kiszenia dużych cząstek kapusty.

Kiszę zazwyczaj w wielkim słoju, który potem trzymam w lodówce i mam zawsze pod ręką, gdy chcę zrobić łazanki, krokiety, pierogi, pasztety, surówki, ...faszerowane warzywa... cokolwiek. Chłodna, świeżutka z oszronionego słoja...cudo... :-)


KAPUSTA WŁOSKA KISZONA
słój 2 l

jedna duża lub dwie średnie główki jędrnej, świeżej włoskiej kapusty
1 gałązka kopru z dojrzałymi nasionami
4 ząbki czosnku
spory kawałek chrzanu
½ łyżeczki nasion gorczycy białej
5 ziarenek czarnego pieprzu
1 listek laurowy (zdrowy!)
3 kulki ziela angielskiego
sól w ilości 1 łyżka na 1 litr wody

Do wyparzonego słoja włożyć zioła i przyprawy.
W garnku zagotować 2 litry wody z 2 łyżkami soli (na zapas - reszta zostanie na zupę lub sos na jutrzejszy obiad ;-))
Kapustę umyć, oczyścić z wierzchnich i uszkodzonych liści.
Jeden liść odłamać, odłożyć.
Kapustę przekroić na pół i na ćwierć.
Odciąć wystający na krawędzi głąb pozostawiając kawałek tak, by liście nadal miały się na czym trzymać.


Ćwiartki kapusty pokroić dalej na cieńsze części, by liście nadal trzymały się razem.


Teraz już pakować do słoja ściśle kawałki kapusty uważając, by ich nie rozerwać.
Zostawić kilka centymetrów wolnych od krawędzi słoja.
Jeśli nie mamy praktyki w upychaniu na ścisk bez miażdżenia i rozrywania, można przykryć kapustę pozostawionym liściem i obciążyć od góry wygotowanym kamieniem (rzeczny okrąglak, byle nie wapienny, na wszelki wypadek wybrać krzemień ;-)).
Zalać gorącą słoną wodą (szczególnie, jeśli nie mamy zaufania co do jakości wyparzenia słoików) lub przestudzoną, zakręcić słoik i odstawić w ciemne miejsce na kilka dni.
Codziennie sprawdzać, czy woda nie "uciekła" i ewentualnie dolać świeżej.
Na wszelki wypadek stawiam słoje w miseczkach, żeby podłogi nie trzeba było szorować z soku o niezwykłym aromacie... ;-)
Gdy burzliwa fermentacja ustanie a płyn opadnie, słój zakręcić mocniej i odstawić w miejsce o temperaturze do 10⁰C (u mnie lodówka).


Czasem zastanawiałam się, jak dostarczali sobie probiotyków nasi praprapraprzodkowie nie znający metody kiszenia...aż przyszło mi na myśl, że jednak zjadali w żywności ich dużo więcej...zgadnijcie dlaczego ;-)))

środa, 14 września 2016

Pasta z papryki i grillowanej cukinii

Po sałatce prowansalskiej zostały skórki papryki a w nich tyle aromatu, smaku, koloru, że nie było opcji wyrzucenia. Co to, to nie! Nie znoszę marnowania żywności... Może dlatego nieco bardziej tolerancyjna smakowo się zrobiłam, bo jednak eksperymenty czasem nieco wyprzedzają rozwój moich kubków smakowych i trzeba się oswajać z nowościami (często zupełnie niechcący...). Jednak papryka, to papryka. Do tego szczyt sezonu a papryka polska, więc dodatkowo cała masa fitosubstancji. Gotować jej nie chciałam, bo lubię surową. Poszło więc w stronę pasty. A co dodać? Cukinię, którą piekłam razem z bakłażanem i pieczony czosnek, który dorzuciłam kiedyś obok piekących się chlebków (a nuż się przyda a piekarnika dla główki czosnku przecież włączać nie będę...). Przydał się :-D 
Słowem: pasta z tego, co zostało po sałatce. Musi postać trochę, żeby zgęstniała (nerkowce wchłoną płyn) i się przegryzła. Następnego dnia z odgrzanymi goframi owsianymi była doskonałym kopem na cały następny poranek i dodatkowych kilka godzin do obiadku. Nie przypuszczałam, że tak nasyci!



PASTA Z PAPRYKI I GRILLOWANEJ CUKINII

papryka czerwona (½ sztuki i skórki pozostałe po obraniu innej w innym celu np. do sałatki prowansalskiej)
4 duuuże ząbki pieczonego czosnku
75 ml nerkowców
5 dużych plastrów pieczonej/grillowanej cukinii (jak człowiek się już najadł a tu cukinie znów są większe niż się spodziewał ;-))
1 gałązka świeżego rozmarynu ok. 10 cm
½ łyżeczki soli
½ łyżeczki pieprzu ziołowego

Wszystkie składniki zmiksować na rzadki krem (choć nie upierałam się, żeby rozmaryn rozpadł się na atomy - widać zielone i czerwone kawałeczki - jest ładnie).
Odstawić do lodówki, aby się przegryzł i zgęstniał.