O czym jest ten blog?

Notatki z życia codziennego żony i matki prowadzącej dom w wersji możliwie eko-naturalnie roślinnie. Nie stroniącej od trudnych pytań, ale szukającej sensu i piękna.

wtorek, 28 lutego 2017

Egzotyczne lody na chłodne niepogody

Lody w porze wysokich temperatur często oznaczają bolące gardło, co wygląda strasznie głupio... Człowiek szwęda się po czterech kątach okutany szalikiem a na zewnątrz żar się z nieba leje jak w apokaliptycznej wizji... Siódme, jedenaste, trzynaste (i tu pojawić się mogą inne pierwsze liczebniki porządkowe) poty człeka zlewają a on i tak chrypi, warczy, rzęzi... Cóż, różnice temperatur swoje robią... Gdy jednak zima powoli odpuszcza, słońce intensywniej zaświeci, jednak czas nadal chłodny, wtedy w ciepełku mieszkanka czasem ów człek zatęskni za latem i lodowym deserkiem... Wtedy też i sezon na egzotyczne owoce w pełni, więc i nie są one tak nieprzyzwoicie drogie, jak latem. A i gardło bardziej bezpieczne... Zatem zapraszam na egzotyczne lody :-)


LODY ANANASOWE Z MANGO

½ mango
tyle samo ananasa
¾ szklanki mleka kokosowego 60%
3 łyżki soku z cytryny

Wszystkie składniki zblendować.
Zamrozić w zamrażalniku mieszając co godzinę widelcem (u mnie zajęło to 8 godzin) bądź przy użyciu maszynki do lodów (ciśnieniowej lub popularnej z baaaardzo mocno schłodzoną misą.
Lody przypominają sorbet, gdyż mieszczą w sobie bardzo soczyste owoce...




Oczywiście, można posypać suszonymi owocami, siekanymi orzechami lub polać sosem owocowym... ale mi szkoda było intensywnego smaku egzotyki i nie chciałam go niczym przyćmić.
Porcje zachowałam mimo wszystko... zimowe... Tak na wszelki wypadek...
;-D 

niedziela, 26 lutego 2017

Zupa ogórkowa na surowo

Kiszone ogórki. Kto ich nie lubi? Ja nie lubiłam. Nie lubiłam w czasach, gdy były dostępne tylko te z warzywniaka przy bloku. Potwornie słone. Gdy trzymałam dłonią z jednej strony, druga smętnie zwisała naśladując misia pandę. I ogórek jakoś nie wyglądał tak roztkliwiająco, jak milusi biało czarny misiu... Uznanie znajdował JEDYNIE jako baza zupy ogórkowej. Tą zupę kocham od dzieciństwa. Zawsze z ryżem. Gdy pierwszy raz usłyszałam o wersji z ziemniakami, myślałam, że to żart. Przecież nikt, NIKT nie robi zupy ogórkowej z ziemniakami!!! A jednak... Nie tylko robią, ale jeszcze im smakuje... Jeszcze polubiła tą wersję moja córcia... Oj, trzeba było zrewidować poglądy, żeby rodzina była kontenta i dopuścić ziemniaczki do udziału z zupie ogórkowej... ;-)
Sympatia do ryżu jednak pozostała, choć teraz tylko naturalnego brązowego a zupa jest na wskroś wegańska. Teraz również sama kiszę ogórki w ilościach przekraczających nawet moje własne pojęcie, więc trzeba je jeść częściej niż tylko w zupie. Te są bardzo dobre. Jędrne i smaczne. Słone tylko tak akurat. Na szczęście jakoś mam rękę do przetworów i rzadko się zdarzają wpadki. A jeśli już w przygotowanie ogórków wkładam tyle trudu i czasu, to najfajniej byłoby je wykorzystać maksymalnie. Jak? Na surowo. Czyli? Surowa zupa :-D Jako dodatek "dosalający" zamiast soli świetnie funkcjonuje seler naciowy, same kiszone ogórki a także... glony namoczone w wodzie przez kilka minut. Dodatkowo są źródłem jodu unikalnego w naszej szerokości geograficznej a jednak potrzebnego...


SUROWA ZUPA OGÓRKOWA

1 pietruszka
1 średnia gałązka selera naciowego
10 cm kawałek pora (25 g)
½ średniego selera
1 mała marchewka
5 średnich kiszonych ogórków
kawałek dojrzałego awokado
300 ml wody z kiszonych ogórków
¼ łyżeczki pieprzu ziołowego
¼ łyżeczki oregano
2 świeże listki szałwii
⅛ łyżeczki mielonej kozieradki
1 łyżka chia
½ dojrzałego awokado (opcjonalnie ale daje aksamitną konsystencję)
odrobina sosu sojowego Tamari
3 łyżki siekanego koperku
1 łyżka suchych glonów wakame
(bez obaw, że mało - glony powiększają objętość 10 krotnie, więc nie przesadźcie ;-))

Glony zalać przegotowana wodą, odstawić.
Warzywa umyć, obrać i grubo pokroić i zmiksować je z wodą z ogórków na dość gładko (z wyjątkiem jednego ogórka).
Dodać przyprawy i raz jeszcze pulsacyjnie wymieszać.
Dodać ostatni pokrojony ogórek i koperek.
Wymieszać łyżką.


Podawać z namoczonymi glonami wakame, kawałkami nóżki brokuła albo kalafiorem czy papryką.
Jeśli lubicie zupy na ciepło, można ją podgrzać na bardzo małym ogniu często mieszając do przyjemnej temperatury :-D

piątek, 24 lutego 2017

Kruche ciasteczka z kiełków gryki - SUROWE :-)

Obiecałam więcej wpisów kuchni raw czyli surowej... Obietnic należy dotrzymywać. Niewiele jest rzeczy skuteczniej zrywających więzi między ludźmi niż niedotrzymywanie słowa. Właśnie dzisiaj przeczytałam *, że nasze Tak ma oznaczać po prostu: tak. Nasze Nie zaś ma oznaczać... nie. Koniec. Kropka. Wszelkie zaklinania się, przysięgania, że jak babcię kocham, na swoją głowę (głowę daję!), albo bardziej twórcze: jak pragnę zakwitnąć... nie są żadnym zabezpieczeniem wykonania danego słowa. Bo miłość do babci bywa... hm... ulotna... swoją głowę nie wszyscy (zauważyliście, prawda?) cenią a, no właśnie, widział ktoś kiedyś kwitnącego osobnika homo sapiens??? Przekwitającego - tak - codziennie, choć wypisane na czole nie ma, ale nasza umiejętność rozpoznawania rzeczywistości, tej rzeczywistości nie tworzy. Kanta teorię już dawno włożono między abstrakcyjne dyskursy filozofów... ;-) Wszyscy zmieniamy się codziennie. Jedne aspekty dojrzewają i zaczynają niszczeć, ale inne nigdy się nie zestarzeją. Jeśli nawet my przeminiemy, pozostaną wspomnienia, zdjęcia (przepisy??? ;)) i wpływ, jaki codziennie również wywieramy. Tego nie da się zatrzymać, jak i zebrać rozlanego mleka :-) 
Idąc więc tropem odmiennego (odmiennego na wielu bardzo różnorodnych poziomach, nie tylko filozofii, ale i życia) lidera duchowego czyli Jezusa z Nazaretu, pragnę podzielić się moim pysznym ciasteczkiem. Jeśli już nieco oswoiliście się ze smakiem zbożowych kiełków i nie odstrasza Was ich nietypowy posmak, a chcecie odetchnąć po tłustym (jakże dosłownie!!!) czwartku, poczuć się lżej nie tracąc jednocześnie deserów przez najbliższy tydzień, to jest propozycja dla Was. 


KARDAMONOWE RAW-CIASTECZKA  Z KIEŁKÓW GRYKI I JABŁKA

½ szklanki białek kaszy gryczanej (najlepiej eko)
1 większe jabłko najlepiej ekologiczne, bo mają smak, aromat i nie psują się w oczach...
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki suszonych owoców goji
½ łyżki masła z nerkowców nieprażonych
1 strączek kardamonu
szczypta soli morskiej

Grykę opłukać, zalać przegotowaną wodą, by ziarenka mogły swobodnie napęcznieć.
Przykryć i odstawić na 24 godziny.
Ponownie przepłukać i odstawić do wykiełkowania w ulubiony sposób
(mój to słoik przykryty gazą umocowaną za pomocą gumki-recepturki i miseczka pokazany na zdjęciu przy tym wpisie)
Mając już gotowe kiełki, strączek kardamonu rozłupać a nasionka roztłuc w moździerzu.
Z jabłka usunąć gniazdo nasienne.. i ogonek, pokroić na ósemki.
Zmiksować jabłko z sokiem cytrynowym, solą i kardamonem.
Dodać kiełki i masło orzechowe, zmiksować na drobnoziarnistą konsystencję.
Dodać goji, wymieszać już ręcznie.
Rozsmarować ciasto na papierze do pieczenia do rozmiarów 16 x 13 cm i w miarę jednakową grubość.
Suszyć w temperaturze 60⁰C przez 2 godziny i dosuszyć już w 42⁰C do uzyskania efektu kruchych ciastek (u mnie zajęło to całą noc).
Kroić ostrym nożem na pojedyncze ciasteczka i zjeść (zjadłabym wszystkie, ale się powstrzymałam... brawo ja!)


albo przechowywać w lodówce, w szczelnie zamkniętym pojemniku do tygodnia.
Zacząć dzień od owocowej herbatki z takich ciasteczkiem to miodzio wegański ;-)


* Cytowane słowa pochodzą z 5 rozdziału ewangelii Mateusza. Cała przemowa Jezusa tam zapisana jest jedną z najbardziej znanych i... najmniej stosowanych... ?
Najbardziej fascynują mnie wypełnienia obietnic wielkich ludzi i... Boga. Spełnione gwarancje. Dotrzymane słowa. I największe: spełnione proroctwa... Jezusa - wszystkie :-) 

czwartek, 16 lutego 2017

"Tacosy" lniane surowe

Dla czytelników bloga nie jest tajemnicą moje upodobanie do używania siemienia lnianego w różny sposób. To ziarenko doskonałe. Zawiera imponującą ilość kwasów tłuszczowych omega 3, ale i sporo błonnika, lignany i jest po prostu smaczne! Jak więc nie korzystać z tego dobrodziejstwa natury? A można je zajadać na surowo, pieczone i gotowane. Najwięcej wartości posiada najpierw namoczone a później przerobione bez użycia wysokiej temperatury. Czyli na przykład w formie surowych tacosów, gdyż te tradycyjne są potwornie tłuste a czasem ma się ochotę coś chrupnąć z dobrym dipem albo serkiem albo powidłem albo... nie, mydłem jednak nie... ;-) Choć te zdrowe wegańskie nie szkodzą nawet przy użyciu wewnętrznym :-D 



SUROWE TACOSY LNIANE  Z SZAŁWIĄ I CZOSNKIEM NIEDŹWIEDZIM
2 blaszki

1 szklanka siemienia lnianego brązowego (może być i złote)
7 całych suszonych pomidorów (bez oleju)
¾ szklanki wody przegotowanej do namoczenia + dwie szklanki do płukania pomidorów
1 torebka herbatki z szałwii
¼ łyżeczki mielonej kozieradki
⅛ łyżeczki wędzonej papryki
1 łyżeczka suszonego czosnku niedźwiedziego

Pomidory przemyć z soli w przegotowanej wodzie i pokroić w paseczki.
Siemię z pomidorami wymieszać, zalać wodą i odstawić na kilka godzin do namoczenia (u mnie stały... 24 godziny... tak wyszło... było o.k.)
Zblendować z resztą składników tak, by ⅓ siemienia została cała.
Masę rozsmarować na papierze do pieczenia na grubość 2 - 3 mm.
Delikatnie "naciąć" tępą stroną noża kształty, które chcemy, by nasze tacosy miały.
 Wstawić do piekarnika i suszyć w temperaturze do 50⁰C przez 3 godziny z uchylonymi drzwiczkami. Potem dosuszyć w temperaturze około 40⁰C dalsze 3 - 7 godzin.
Podzielić na sztuki i przechowywać w zakręconym słoiku nawet do 2 tygodni (dłużej nie wytrzymałam i zjadłam te eksperymentalne... ;-))


Można również użyć suszarki do owoców. Wtedy suszyć 8 - 12 godzin obserwując stopień wysuszenia, bo te urządzenia uzyskują bardzo różne temperatury i możemy dostać po 12 godzinach tacosy wilgotne w środku lub rozsypujący się w dłoniach wiórek...

Podawać z delikatnymi pastami (np. fasolowa) lub roślinnymi serkami (np. fermentowany z nerkowców stąd - pycha!).


Nie jadam ich jako przekąski, bo staram się jednak jadać tylko główne posiłki, ale zamiast pieczywa na śniadanie lub kolację. Czasem po obiedzie ... jako raw wersja francuskiej deski serów :-D
Smakuje równie wyśmienicie, ale pachnie... o niebo lepiej! ;-)

środa, 15 lutego 2017

Szybki drożdżowy chleb gryczano-lniano-teffowy

Najzdrowszy jest chleb na zakwasie. To już żadna tajemnica. Coraz więcej osób hoduje swój własny, dokarmia, dopieszcza... dba, jak o rzecz nadzwyczaj cenną. Bo taką też jest. Zakwas pozwala namnażać się naturalnym szczepom drożdży (dzikim) w sposób umożliwiający powstawanie witamin i enzymów w ilościach zadowalających najbardziej wybrednych żywieniowców. Bywa jednak, że czasu brak na czekanie aż natura swoje zrobi w swoim tempie (czy to my tak przyspieszyliśmy czy natura zwolniła...???) albo zakwas (pomimo starań albo z ich braku, w końcu tylko ludźmi jesteśmy ;-)) padnie albo zapomnimy odłożyć nieco zakwasu na raz następny... Wtedy pozostają drożdże. Nie jest to wyjście idealne. Witamin mniej, enzymy okrojone, nieco trudniej strawny, bo szybki proces rośnięcia uniemożliwia rozkład fitynianów. W teff jest ich jednak nie tak dużo a wartości odżywcze ta trawa ma nadal imponujące, więc bez specjalnych wyrzutów sumienia przygotowuję z tej mąki drożdżowy chlebek jako urozmaicenie w tzw. niedoczasie :-)
Jest elastyczny wewnątrz, mięciutki i czuć len, co dla mnie jest wielkim plusem. Ponadto ma piękny głęboki, ciemny kolor, który kojarzy mi się ze Skandynawskimi chlebami żytnimi a jest bezglutenowy :-D


CHLEB GRYCZANY Z MĄKĄ TEFF
keksówka 23 x 10 cm

200 g mąki gryczanej
100 g mąki teff
300 ml lekko ciepłej wody
1 łyżeczka soli
10 g drożdży świeżych
25 g mielonego siemienia lnianego (może być odtłuszczony)

Drożdże w misce mieszać z solą, aż się rozpuszczą.
 Dodać kilka łyżek  wody, wsypać 4 łyżki mąki gryczanej, wymieszać i odstawić do spienienia.
Do miski wsypać resztę składników, wlać spieniony zaczyn i resztę wody. Całość mieszać łyżką lub silikonową szpatułą kilka minut czyli aż zgęstnieje.
Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować odrobiną oleju kokosowego.
Ciasto przełożyć do foremki, przykryć czystą ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę.
Piekarnik rozgrzać do 180⁰C, wnętrze spryskać kilkakrotnie wodą, wstawić foremkę z chlebem i piec 50 minut.
Kwadrans przed końcem pieczenia wnętrze piekarnika ponownie spryskać wodą.
Upieczony chleb wyjąć do wystudzenia na kratkę.
Smacznego!


Jeśli macie zakwas, ale uśpiony w lodówce, można dodać 2 - 3 łyżki razem z 4 łyżkami mąki na samym początku. Drożdże spowodują szybkie uruchomienie zakwasu i chleb będzie bardziej wilgotny i elastyczny.
Robię tak, gdy potrzebuję chleba "na już" a zapomniałam dzień wcześniej dokarmić zakwas z lodówki... Czasem przypominam sobie o nim dopiero leżąc w ciepłym łóżeczku późnym wieczorem i nie mam najmniejszej ochoty wygrzebywać się spod już rozgrzanej kołdry. Ponadto ryzyko, że zbliżający się pierwszy sen pierzchnie wystraszonymi moimi gołymi łydkami jest wtedy zbyt duże ;-) 

piątek, 10 lutego 2017

Placki pieczone z tęsknoty i awarii

Wypadek przy pracy. Zdarza się. Nawet najlepsze sprzęty potrafią sprawić przykrą niespodziankę. I tak przygotowując gofry dla rodzinki, zachciało się (jak zwykle ;-)) urozmaicić je różnymi mąkami i dodatkami. Poszły gryczano-cieciorkowe saute, bo były zamówione pod dżem. Jako druga partia poszły gryczano-cieciorkowo-teffowe z dodatkiem warzyw i tofu... i wtedy w szufladzie lodówki (a duuuuża ta szuflada, bo na wędliny i mięcho zrobiona, chyba dla mieszkańców Alp... ;-D) ukazała się mym oczom ... resztka tofu z bazylią... Jakim cudem, biorąc pod uwagę dziki apetyt na ten akurat smak CAŁEJ rodzinki??? ... Ślinka pociekła na myśl o gofrach z tym tofu i sorgo... Podłożyłam kuchenny ręczniczek pod bródkę, rzuciłam się do szafki ze słojami pełnymi ziaren, wygrzebałam kubek sorgo, włączyłam młynek do zboża, wsypałam nasiona i... zaburczał (młynek, nie pusty z tęsknoty brzuszek...) i ... stanął... STANĄŁ!!!!! Druga próba... to samo... trzecia... dał radę zmielić, ale na... kaszę... buuuuuuu... Do gofrów się nie nadaje. No przecież nie zmarnuję... Nie pozostało nic innego, jak gofry odpuścić a....


PLACKI Z SORGO
przepis "na oko" bo takie najlepiej funkcjonują, gdy nie funkcjonują inne sprzęty ;-)
około 20 sztuk

... kaszę z sorgo (ok. 1 szklanka) zalać wodą (ok. 2 szklanki), by napęczniała i następnego dnia....
...ugotowałam dolewając wodę (ok. ½ szklanki) w miarę, jak ta znikała wewnątrz (wydawało się, że już full napęczniałej) kaszki...
...dołożyłam pokrojone suszone pomidory (dużo - 10 całych czyli 20 połówek), mnóóóóóóstwoooo siekanego czosnku (1 duża główka), 2 łyżki suszonego rozmarynu (nigdy dość ;-)), dwie pełne garści pestek słonecznika i...
... upiekłam jako placki w 200 ⁰C przez 20 minut....
Aaaa NIE soliłam, bo suszone pomidory mam solone, więc jedynie ulubionego pieprzu ziołowego sypnęłam.


Placki wyszły apetyczne z awokado, bazyliowym tofu (zdążyłam dokupić następne, więc mogłam szaleć :-)), domowym ajwarem, pastą z fasoli,... wszystkim, co do głowy wpadło a w lodówce akurat było.
To się nazywa wynalazek! :-D
Zepsute sprzęty nam nie straszne!

środa, 8 lutego 2017

Pulpety nie-rybne

Zdarza się mieć mało czasu na kulinarne eksperymenty. Innych zajęć lubi się czasem trochę nałożyć czasowo i wtedy klops. A właściwie pulpet jest najlepszym (i najszybszym) wyjściem. Już dawno doceniłam wagę maszynki do mielenia... ciecierzycy na falafele ;-) jako urządzenia do mielenia kasz i warzyw na kotlety i pasztety. Tej samej używam do robienia trufli (tu), masła z orzechów a nawet kokosa (tu) i... chałwy (tu)... Mogę wszystko szybko zmielić na jeden raz, uformować zgrabne pulpeciki (jak przydaje się wprawa po przygotowywaniu setek na degustacje!!!) a umyje się kiedyś tam ;-) W końcu to jadem kiełbasianym nie grozi :-)
Poszperałam po lodówce (3 sekundy), zalałam glony wodą (2 sekundy), obrałam marchew i cebulę (10 sekund), zmieliłam wszystko razem i dosmaczyłam (30 sekund), włączyłam piekarnik (2 sekundy), uformowałam pulpety i spryskałam olejem (1 minuta) i gdy się piekły przygotowałam sałatkę i umyłam gary (25 minut). Hurra! Obiad w 30 minut wraz z podaniem do stołu! Zdrowy, piękny, ciepły, kolorowy i... jeszcze tylko szybka fotka. Wreszcie mogłam ruszyć do edukacyjnej pracy :-D


PULPETY NIE - RYBNE
20 sztuk

2 czubate łyżki suszonych glonów wakame
70 ml wody przegotowanej
1 szklanka ugotowanej kaszy gryczanej palonej
½ szklanki ugotowanego brązowego ryżu
1 cebula
¼ szklanki brązowego (zwykłego) siemienia lnianego
1 mała marchewka (ok. 30 g)
1 łyżeczka sosu Tamari (sojowy bezglutenowy)
¼ łyżeczki mielonej kozieradki
1 czubata łyżka siekanego zielonego koperku
¼ łyżeczki chili

Wakame zalać wodą, odstawić.
Marchewkę zetrzeć na drobnych oczkach.
Siemię lniane zmielić na mąkę.
Przemielić cebulę, kaszę gryczaną, namoczone wakame wraz z resztką wody, w której się moczyły, ryż. Można wszystko razem zmiksować w malakserze na dość gładką masę.*
Wszystkie składniki wymieszać dokładnie rękami aż do uzyskania zwartej jednolitej konsystencji.
Formować małe pulpeciki (średnica ok. 3 cm), układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, spryskać bardzo delikatnie oliwą/olejem i piec w temperaturze 200⁰C przez 20 - 25 minut.

Z kolorową sałatką w stylu śródziemnomorskim smakują wyśmienicie.


* Jeśli używacie maszynki do mielenia ważna jest kolejność, żeby wewnątrz nie zostały kawałki niezmielonych wodorostów albo cebuli. Ryż na koniec wszystko ze sobą zabierze a i mycie sitka nie będzie bardzo kłopotliwe, bo łatwo pod strumieniem wody pęcznieje i odpływa w otchłań... 

A deser na zakończenie jasnej części dnia w romantycznym nastroju nadchodzącego zmierzchu jogurcik sojowy z surową granolą (przepis tu) i mrożonymi borówkami. Siedząc w cieplutkim, przytulnym domku, opatulona grubym ukochanym swetrem kończę przygotowywanie materiałów na spotkanie o smakowych (i nie tylko) gustach neuronów czyli jak skutecznie odżywić mózg, by się móc cieszyć chwilami jak ta, jak najdłużej... Wszak borówki znane są z dobroczynnego wpływu na pracę i kondycję mózgu jako organu nie tylko decyzyjnego i zawiadującego resztą naszego jestestwa, ale i... produkującego hormony szczęścia... I tak właśnie dopamina szaleje po całym mózgowiu :-)


niedziela, 5 lutego 2017

Chleb gryczany na zakwasie z kiełkującą kaszą

Chleby bezglutenowe są zupełnie inne w smaku niż pszenne lub żytnie. Dlaczego??? Bo nie są pieczone ani z pszenicy, ani z żyta... ;-) Proste, prawda? Początkowo smak przyzwyczajony do słodyczy pszennej mąki i kwaskowatości mąki żytniej buntuje się przeciwko uznaniu chlebów gryczanych, jaglanych, owsianych ,... za chleb... Ot, przyzwyczajenie zaciska usta na nowości i nie wepchniesz ani kęsa dopóki (tak, to może być tylko czasowa przerwa w komunikacji mózg-musculus orbicularis oris czyli w panowaniu nad zwieraczem ust ;-) ) nie przyjęłam do wiadomości, że nietypowy smak kaszy jest absolutnie typowy dla... kaszy... Gryczana zawiera sporo krzemu (doskonale wpływa na kondycję paznokci i włosów), rutyny (stan ścianek naczyń krwionośnych się poprawia), magnezu (spokój, pokój, dobry humor i... regularna praca serca), cynku (odporność i mocne, błyszczące włosy) i cały arsenał witamin z grupy B (... wszystko...). Biodostępność złożonych węglowodanów i białek wzrasta, gdy pieczemy z gryki chleb na zakwasie (jak zrobić w prosty sposób w domu opisałam dokładnie tutaj). Jeśli natomiast skiełkujemy nasiona nieprażonej gryki czyli białą kaszę gryczaną zawartość tych cennych składników rośnie! Najlepiej kiełkować grykę ekologiczną. Mamy wówczas pewność, że dostajemy potężny ładunek wartości z najwyższej półki biologicznej. Przy kiełkowaniu zwróćcie uwagę, by ziarna były raczej całe.


Widać w górnym pojemniczku trochę połamanych ziaren, natomiast w dolnym prawie wszystkie są całe. Rzadkość w asortymencie sprzedawców...
Kasza często jest połamana, co generalnie jej nie szkodzi, natomiast w czasie kiełkowania połamane kawałki mogą się psuć. Z tego powodu, gdy uda mi się znaleźć kaszę całą, kupuję nieco więcej i trzymam w lodówce dla późniejszego użytku tylko do kiełkowania. Taką grykę użyłam jako główny składnik chleba. Pełne ziarno wzbogaca konsystencję kanapek o chrupkość, którą (jeśli bywacie w moim blogowym kąciku, to wiecie o tym doskonale) uwielbiam!


CHLEB GRYCZANY NA ZAKWASIE Z KIEŁKUJĄCĄ GRYKĄ
keksówka 13 x 23 cm

1 szklanka kaszy gryczanej niepalonej
500 g aktywnego/uruchomionego zakwasu gryczanego*
⅔ szklanki mąki gryczanej
½ szklanki wody
1 łyżeczka soli
olej kokosowy do wysmarowania foremki
ulubione ziarenka (u mnie sezam) do wysypania foremki

Dwa dni wcześniej:
Kaszę przepłukać, zalać przegotowaną wodą i odstawić pod przykryciem na 12 - 24 godzin.
Dokładnie odsączyć, przepłukać i odstawić do skiełkowania na 24 godziny. Po tym czasie powinny być widoczne malutkie kiełki.

W przeddzień pieczenia wieczorem:
Kaszę dokładnie przepłukać, przesypać na sito, przykryć czystą ściereczką i odstawić na miskę, by nadmiar wody miał, gdzie ściekać.
Z lodówki wyjąć zakwas, dokarmić i odłożyć do miski 600 g do chleba.
Pozostawić obydwa pod wilgotnymi ściereczkami do uruchomienia.

Dzień pieczenia:
Rano zakwas do przechowania odłożyć do lodówki a w ten misce zostawić, by dojrzał.
Kiełkującą kaszę na sicie przepłukać i ponownie przykryć na misce.

Po kilku godzinach (np. po południu):
Uruchomiony zakwas (600 g) zalać wodą, dodać sól i wymieszać.
Dodać mąkę i skiełkowaną, przepłukaną kaszę, dokładnie wymieszać.
Foremkę wysmarować olejem kokosowym, wysypać ulubionymi ziarenkami i przełożyć do niej ciasto chlebowe.
Przykryć wilgotną ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 2 - 4 godzin.

Wieczorem:
Piec 60 minut w temperaturze 180⁰C.



Kromki napakowane gryką :-D
Chrupiący, aromatyczny chleb doskonale smakujący ze wszystkimi pastami. Zarówno na słodko jak i na słono.


Bardzo go lubię po prostu z domowym masłem orzechowym wzbogaconym przyprawą piernikową, odrobiną melasy karobowej i karobu.


* Aby otrzymać 500 g zakwasu aktywnego do miski wlewam 200 g (180 ml) zakwasu przechowywanego w lodówce, dodaję 160 ml (ok.½ kubka) wody, mieszam i dosypuję 130 g mąki gryczanej (1 szklanka) i dokładnie mieszam. Przykrywam wilgotną ściereczką i zostawiam na kilka godzin, by pojawiło sie mnóstwo malutkich pęcherzyków powietrza a poziom ciasta się podniósł i wybrzuszył i popękał. To jest aktywny/uruchomiony zakwas!