Przejdź do głównej zawartości

Posty

Surówka z kiszonym koprem włoskim

Przechodząc spacerkiem przez pola dochodzi mnie czasem przenikliwy zapach. Wtedy uświadamiam sobie, że istnieje coś takiego, jak hodowla zwierząt i związane z nią przetwórstwo roślin na pasze. No tak, kiszonki... Wielkie zbiorniki wydzielające ostry zapach kiszonego siana, ziarna i innych różności w zasadzie powinny mnie cieszyć, bo oznaczają one, że hodowane zwierzaki dostaną przynajmniej trochę zdrowej dla nich karmy. W czasie kiszenia bowiem namnażają się prozdrowotne szczepy bakterii ratując hodowlane zwierzaki przed epidemiami chorób bakteryjnych i wirusowych. Każdy hodowca o tym wie. Powoli dociera ta podstawowa prawda również do świadomości tych, którzy zajmują się karmieniem ludzi. W dobie ogólnie kiepskiej odporności kiszone roślinki okazują się świetną szczepionką. a bez efektów ubocznych. No, może poprawa wygląda cery ;-). Niegdyś jadałam tylko kiszoną białą kapustę i (z rzadka, wolałam konserwowe) ogórki. Dzisiaj kiszę już sporo różnych roślin a niektóre z nich są naprawd…
Najnowsze posty

Brzoskwiniowy placek z rabarbarem

Sezon na rabarbar jeszcze trwa Zaczynają się pokazywać również inne sezonowe atrakcje. Na razie nieśmiało, powoli. Spora część jeszcze przyjeżdża do nas z cieplejszych stron, więc smak mają nieco uboższy niż nasze lokalne. Zrywane w stanie niedojrzałym, żeby przetrwały trudy podróży, nie mogą wykorzystać pełni swojego naturalnego potencjału. Wykorzystuję je więc jako tło, uzupełnienie, dla rodzimych soczystych, aromatycznych cudowności. Dopóki nie weszłam w bliższe relacje z jadalnymi roślinami, skupiałam się na ich wyglądzie, kolorze (musiały być idealnie wybarwione, mieć doskonały kształt i żadnych skaz... żadnych...). Moja córcia jako mały berbeć nie chciała zjeść jabłka, na którym była jakakolwiek plamka (ba! punkcik!), jakakolwiek niedoskonałość. A że wzrok miała doskonały, przede mną było zadanie wyszukania owoców, warzyw idealnych. Pomagały przepisy regulujące rozmiary produktów naturalnych sprowadzanych z zagranicy. Śmiałam się z nich, ale i korzystałam obficie dla własnej wy…

Lniane chipsy paprykowe

Chipsy to zmora dietetyków i jednocześnie miłość... zwykłych ludzi... Chrupie się je cudownie, smak mają intensywny, cenę przystępną, no i... te reklamy... Czy jest ktoś nie znający hasła: Są chipsy, jest zabawa!? Nawet, jeśli oglądamy klipy z przymrużeniem oka, w głowie pozostaje skojarzenie, które powoduje, że widząc znajome opakowanie chipsów na półce sklepowej, pojawia się myśl: O! A może zafundować sobie chwilę fajnej zabawy...? To nic, że nie planowaliśmy żadnej imprezki, przecież z chipsami jest super nawet bez imprezki. Przynajmniej ja miałam dokładnie takie odczucia. Chrupanie chipsów stawało się impulsem do przywoływania wspomnień z przyjemnych spotkań z przyjaciółmi i od razu było mi raźniej, cieplej na serduchu. Po krótkim czasie moje rozanielenie przybierało rozmiary i postać totalnego rozleniwienia i jedyne, co mogło mnie podnieść z fotela, to myśl o kolejnej paczce chipsów. Co ciekawe, po chipsach zazwyczaj znajdowałam sama siebie w fotelu choć na wspominanej reklamie …

Smoothie zielony z rabarbarem i miętą

W mojej codzienności coraz częściej pojawiają się okazje dzielenia się przygotowywanymi daniami. Czasem jest z gronem kilku osób, czasem kilkuset. Uwielbiam słuchać wtedy ich doświadczeń w poszukiwaniach zdrowego jedzenia. Zazwyczaj mamy je bardzo podobne i możemy uczyć się od siebie nawzajem. Czasem pojawiają się zapytania o wiedzę bardziej zaawansowaną niż posiadam. Wtedy wracając do domu skrupulatnie grzebię w uczonych annałach (hmmm... plikach raczej już teraz, choć mam kilka żelaznych pozycji w archaicznej postaci drukowanej książki... nie ma to jak kartka pod palcami... 😁), sprawdzam w źródłach dopóki nie wyłoni się jakiś klarowny obraz. Ukojona wtedy mogę wrócić do mojej kulinarnego świata i wykorzystywać nowo nabytą wiedzę w większej pełni lub tylko bardziej świadomie niż dotychczas. Tak miała się sprawa z zielonymi koktajlami w wersji smoothie. Czyli gęste, odżywcze, przy których ma rację bytu rurka grubości XXXL. Pojawiła się wątpliwość czy łączenie w jednym daniu/koktajlu…

Chleb fitness

Dieta bezglutenowa kojarzyła mi się z zafoliowanym pieczywem i chrupkami kukurydzianymi tak długo, jak długo nie musiałam się nią zainteresować osobiście. Wtedy otworzyła się przede mną ogromna przestrzeń nowych smaków, aromatów i... nowych spojrzeń kulinarnych. Nie przypuszczałam wówczas, że pieczywo bezglutenowe nie musi pochodzić z plastikowych torebek, może mieć chrupiąca skórkę i ciekawy smak. Wyhodowanie bezglutenowego zakwasu (np. gryczanego klik) okazało się równie proste i szybkie jak żytniego a samo ciasto na chleb nie wymagające wcale wyrabiania (czyli szybciej niż żytni...). Najbardziej podoba mi się jednak mycie naczyń... Żadnych ciągnących się w miskach glutów, wszystko myje się szybko, łatwo i przyjemnie... Nic tylko piec i gotować! Oczywiście, pojawiła się i trudność. Okazała się nią zmiana sposobu postrzegania metod kulinarnych. Musiałam "wyskoczyć" z kolein głęboko wyżłobionych przez tradycję pszenno-żytnią ku ścieżkom wśród traw i pseudozbóż, w których an…

Dip z grochu 1. z imbirem; 2. ze świeżymi ziołami

Jak nie kochać strączków??? Wszystko można z nich zrobić. Desery, pasztety, burgery, zupy (to akurat oczywiste jest dla wszystkich, nie tylko mundurowych... 😉), pasty. Sosy zwane kosmopolitycznie dipami również. Sprawdzają się szczególnie dobrze, gdy nie chcemy używać dodatkowego tłuszczu. Jeśli będziemy bez olejow przygotowywać ze strączków pasty, prawdopodobnie będzie nas razić nieco suchość wyrobu, pewna chropowatość smaku... Jednak jako dip czyli gęstszy sos świetnie się sprawdzają. Jeśli dodatkowo podamy doń świeże warzywa... hmmm... A powoli pokazują się cudownie soczyste młode korzonki i zielenina. Marchewki, co prawda, jeszcze zza mórz, ale już seler naciowy bywa rodem z Polski. Lada chwila pojawią się pierwsze kalarepki, młode selery z ogromną burzą zielonego listowia i delikatnym, wręcz słodkim korzeniem... Wczesne lato to najbardziej wyczekiwana kulinarnie pora roku. Zmęczeni po szarugach, wyposzczeni brakiem świeżości, wyglądamy tęsknie na stragany z niecierpliwością pró…

Naturalny chleb z samej komosy ryżowej

Ponad dwa lata temu  w blogosferze dostrzegłam interesujący pomysł przygotowania chleba z samej kaszy gryczanej. Brzmiało absurdalnie, ale opis + zdjęcia wyglądały przekonująco. Jednak brak wyraźnej potrzeby pieczywa bezglutenowego i umiłowanie żytniego na zakwasie spowodował spostponowanie zainteresowania. Przyznam też, że biała kasza gryczana (niepalona) nie należała do moich ulubionych... Paloną z przyrumienioną cebulką i kubkiem naturalnego jogurtu roślinnego do dziś jadam z sentymentem wspominając stare dobre czasy. Nadszedł jednak czas rozstania się z glutenem i zaczęły się eksperymenty z pieczywem bezglutenowym. Poszedł w ruch zakwas gryczany na wodzie z kiszonek (zrobiony najpierw na potrzeby działu zdrowia KADS klik, dokładnie opisany później tutaj klik), zaplątał się też chlebuś na drożdżach (klik) aż doszedł i wspomniany z samej kaszy niepalonej (klik). Chyba najprzyjemniejszy w przygotowaniu i jeden ze smaczniejszych, jakie jadam. Ale jakoś nie potrafię pozostać przy star…