Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2019

Seler pieczony w soli

"Warzywo" Dominiki Wójciak podbiło moje serce ewidentnie. Cała książka poświęcona potrawom, w których główną rolę, pierwsze skrzypce, liderem, gwiazdą, no... tym najważniejszym jest warzywo! Jak nie pokochać takiej książki? Jest wiele pozycji z działau kulinaria, w których warzywa się pojawiają. Ba! nie ma takiej, w której by warzyw brakowało. Jednak zrobić z warzyw gwiadę? Trzeba niesamowitego szacunku do tych lekceważonych przez kulinaria cudów natury, by dostrzec ich potężną wartość. O ich zaletach zdrowotnych wspominam od lat na spotkaniach o zdrowym odżywianiu. Zazwyczaj pytana jestem o problemy z nimi związane. Otóż, moim zdaniem podstawowym problemem jest, że ich... za mało jemy. Za mało i za rzadko. I tu nagle pojawiło się "Warzywo"! Hurra! Mogę nim machać, wertować na każdym spotkaniu, pokazując, że nie jestem frikiem warzywnym. Co za ulga mieć takie wsparcie. Nawet dubeltowe, bo na rynku sięgarskim jest również "Sezonowe warzywo" sprawiając mi …

Batoniki mrożone omega 3

Ostatnimi laty w czerwcu czuję ssie niewojo. Przecież wiele ostatnich miesięcy marzyłam o ciepełku, słoneczku, lecie. Gdy przyszło ciepełko, i słoneczko, i lato, czekam na deszczyk i chłodniejszy wiaterek. Jakby mi wyparowała tolerancja na zmiany pogodowe. Czyżbym upodobała sobie jedynie świeżą wiosnę? Której, nota bene, od lat już nie ma...? Hmmm...?  Jednak gdy upał omotuje człowieka jak gęsta mgła i znikąd ochłody (w bagażniku nawet wnętrze termicznej torby rozgrzało się do ponad 40 stopni leżąc w bagażniku auta zaoakowanego pod dachem; jak tu zakupy zrobić???), lody stają się wybawieniem, ulgą i rozkoszą. Do czasu, aż gardło zacznie upominać się o szacunek dotkliwym bólem. Ja wtedy żałuję, że znów przesadziłam z chłodzeniem... Znalazłam więc alternatywę, która nie jest tak bardzo zmrożona, ale nadal przyjemnie zimna. Nie uszkadza wydelikaconego upałem gardziołka, a raczej osłania przed inwazją obcych dzięki siemieniu lnianemu. I siemię, i chia działają przeciwzapalnie a kardamon …

Borówkowe lody z fasolką

Upał upałem, ale lody latem zjeść trzeba. Zjeść i nie przytyć. Zjeść i nie mieć wyrzutów dietetycznego sumienia, ani ciężkości w brzuszku. Wystarczy, że ochłodzą. Pomyślałam więc, czy by nie poczynić lodów z... fasolką? Oczywiście, że nie o mnie chodzi. Choć chętnie potowarzyszę przy konsumpcji. Borówki działaja przeciwzapalnie (M. Greger zebrał kilka dowodów naukowych na te właściwości tutaj, na ochronę mózgu konsumentów tutaj, a na ochronę naczyń krwionośnych tutaj), fasolka wspomaga walkę z nowotworami, choć wziąż trwa dyskusja czy chodzi bardziej o błonnik czy o inne składniki (klik). Bez wątpienia natomiast przyczynia się intensywnie do tzw. efektu drugiego posiłku. Co to znaczy? Ot, jadam sobie śniadanko, a po godzince poziom glukozy we krwi robi zgrabne hop, a potem znów bęc na nos lub fruwa sobie i fruwa spogladając na normy glikemii z wysoka. Jednak! Jednak, jeśli na posiłek poprzedni zjem porcję fasoli, soczewicy, ciecierzycaycy czy innych strączków, to po śniadanku hopa ni…

Serek fermentowany z nerkowców na wodzie z kiszonej czerwonej kapusty

Nie-nabiał z orzechów nerkowca to klasyk roślinnej kuchni. Najciekawsze smaki i najwyższe wartości odżywcze pojawiają się wraz z wprowadzeniem na kulinarny warsztat fermentacji tychże.  Zaczęłam od wykorzystania tradycyjnego żytniego rejuvelaca, potem był gryczany, i z komosy, a najsmaczniejszy serek na nim jest tutaj. Później poszły w ruch prostsze i szybsze sposoby. Najprościej, najtaniej i najszybciej idzie z wodą z domowych niepasteryzowanych kiszonek. Działa woda z kiszonych ogórków, kapusty, dyni, selera a nawet marchewki (sprawdzałam wszystkie). Jednak kolorem powala nie-ser na wodzie z kiszonej czerwonej kapusty. Cudo...

FERMENTOWANY SEREK Z NERKOWCÓW na wodzie z kiszonej czerwonej kapusty
1 szklanka orzechów nerkowca woda woda z kiszonej czerwonej kapusty sól (opcjonalnie)
Nerkowce kilkakrotnie opłukać w ciepłej wodzie, zalać przegotowaną wodą, odstawić na namoczenia na minimum 4 godziny a najlepiej na 6 - 8 godz. Orzechy dokładnie odączyć, zalać wodą z kapusty dopełniając l…

Potrawka z dzikich ziół i skiełkowanej soczewicy

Jeśli jesteście ze mną nieco dłużej, na pewno pamiętacie moje dzikie skłonności. Skłonności ku dzikiemu, naturalnemu, nieskażonemu,... prostemu jedzeniu. A że przy okazji darmowemu, to jeszcze dorzucę określenie ekonomicznemu. Gdy życie mnie stłamsi trochę, wyczerpie siły i zdrenuje optymizm, idę w zielone. Tam, gdzie spotykam kwintesencję życzliwości, dobroci, piękna. Spotkania tego typu prostują mój zgarbiony grzbiet, podnoszą ramiona i pozwalają napełnić płuca odświeżającym chłodem, który uspokaja rozgorączkowane i spięte moje ja. Wtedy właśnie mogę swobodnie odwrócić wzrok od własnych wnętrzności i rozejrzeć się baczniej wokół. Niby widzę za każdym razem to samo, a jednak inaczej postrzegam. Trochę jak wtedy, gdy zbieram grzyby. Wychodzę, patrzę i żadnego nie widzę. Idę dalej, przyglądam się baczniej i zaczynam dostrzegać miejsca wyglądające na grzybodajne. Pochylam się, oglądam, podglądam i zauważam pierwszy uroczy kapelusz. Wtedy raz jeszcze rozglądam się wokół i ze zdumieniem …

Ciasteczka z ciecierzycą w dwóch odsłonach

Trufle są pyszne i uniwersalne. Można podać jako przekąskę, deser, część uroszystej kolacji czy obiadu a nawet jako część wartościowego śniadania. Mają jednak wadę. Gdy jest ciepło, lubią sobie popłynąć. Jeśli nie mam w planach rejsu, przerabiam trufelki na ciasteczka. Czasem nawet nie trzeba dodawać mąki... nic nie trzeba dodawać... Tym razem jednak część masy truflowej zakrzyknęła: Karobu dość! Ileż można go jeść!? Przerwa! Posłuchałam wezwania do przerwania, zapytałam, z czym jej po drodze jest, żeby nie płynąć a pomaszerować w stanie zwartym. A ona maślanymi oczkami łypnęła w stronę goździków. Goździków??? Oszalałaś??? Raz na sto lat z kaszą gryczaną i morelą mogę zaszaleć, ale tak smaczną masę faszerować goździkiem...? Masa nie odpuszczała, wzrok maślany już wbity na mur w słoik z goździkami (szczelnie zakręcony, nie ma to tamto), więc uległam. Jak tu walczyć z tak silnym uczuciem? Dodałam kardamon, bo on miał szansę goździki w ryzach utrzymać, i upiekłam. I się zdziwiłam. Bardz…

Chleb bezglutenowy na bogato

Marzył mi się chleb na zakwasie, bezglutenowy, ale w kształcie tradycyjnego bochenka. Okrągły, wyrastany w koszu, pieczony na kamieniu albo rozgrzanej blasze. Jak za starych, dobrych czasów. Najbardziej zblizony do tego ideału był chleb pieczony w żeliwnym garze, jednak marzył mi się chleb z prążkami po garowaniu w rattanowym koszu. Marzył się, i marzył, aż się wymarzył, i jest.
Bezglutenowy, bo wszystkie składniki są bezglutenowe (płatki trzeba uważać, by znany znaczek bg posiadały!). Chrupiący, bo bez foremki, na kamieniu pieczony. Miękki, co daje udziała lnu. Bardzo sycący, o co dbaja dodane strączki i dużo błonnika. Ów błonnik wraz z białkiem ze strączków gwarantuje niewysoki indeks glikemiczny chleba. Brak zakwasu? W tym chlebie użyłam ciekawej techniki udawanego zakwasu (nazwa mojego autorstwa - taka słabość słowotwórcza w bardzo wczesnej młodości mnie ogarnęła i nic a nic nie słabnie ku rozpaczy dalszych znajonych polonistów, bo blizsi już się z nią pogodzili). Używa się bowiem…

Pasztet z podagrycznikiem

Podagrycznik to roślina bardzo ekspansywna. Nawet bardzo, bardzo ekspansywna. Jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami lekkiej ziemi na podłożu wapniowym (jak ja), to nawet bardzo, bardzo, bardzo ekspansywna. Koszenie nieco osłabia jej zapał i entuzjazm wzrostowy, jednak usunięcie do cna wymagałoby zupełnego zrycia gleby i katorżniczej harówki przez kilka sezonów z zerowym użytkowaniem ogrodu. Ja się na to nie piszę, więc wykorzystuję dar natury, jeśli już jest bujny i radosny. Lepiej współpracować niż walczyć. Do takich rewelacji filozoficznych doszłam ostatnimi czasy. Wiem, że dla wielu osób taka postawa jest zupełnie oczywista, ale będąc wychowankiem ludzi walecznych i energicznych, odkryłam tą mądrość dopiero niedawno. O dziwo, nic na tym nie tracę a zyskuję. I to naprawdę sporo. Zaskakująco sporo nawet. Bo taki na przykład podagrycznik bywa znienawidzony przez tłumy ogrodników i działkowiczów. Walczy się z nim bronią białą (desperaci niedoświadczeni ścinają zwyczajnie...), ludow…

Resztex czyli zapiekanka z resztek

Wpadłam do domu zbyt późno, za pół godziny rodzina miała zjechać głodna, a ja w lesie... właściwie to w kuchni, chociaż wśród rzuconych na podłogę zakupów wyglądałam jakbym wśród runa leśnego brodziła... Rankiem miałam dobry plan: od wczoraj został ugotowany makaron, w piwnicy zapasy sosu pomidorowego z warzywami wciąż się piętrzyły (i piętrzą nadal), w lodówce upieczony bakłażan... Obiad - gotowiec. Sięgam więc po makaron. Jest. Super. Ale, ale coś lekka ta miseczka... Zerkam uważniej... a tu reeszteeeczkiiiiiiii... łaaaa... uuuuu... Bakłażan? Uuuuuuuu.... ostatnie pół... z wrażenia zapomniałam nawet o słoikach w piwnicy... Siadłam nieco stropiona, ale po chwili zwoje mózgowe znów zaczęły pracować, zerknęłam więc do lodówki raz jeszcze, znaczniej uważniej. Krótki przegląd warzywnej szuflady i na blacie wylądowały wszystkie resztki. Tak oto powstała zupełnie przyzwoita zapiekanka, którą nazwałam adekwatnie do jej genezy - Resztex.

RESZTEX czyli zapiekanka z absolutnych resztek
2 garś…

Babki na parze i okład z węgla na stłuczenia, skręcenia

Kluski na parze, parowane buły, buchty na parze, parowańce,... Polacy, kochamy kluchy, prawda? Naleśniki, placki, pierogi i kluski. Mączne, pyszne dania od zawsze były moimi faworytami. W dzieciństwie, kiedy jadałam baaaardzo wybiórczo, naleśnikom dałam się kusić do wypęku. Już ich nadzienie było przedmiotem wielce dyskusyjnym, ale sam naleśnik, bardzo chętnie. Gdy już menu rozszerzyło mi się na obszar większy niż talerzy dwa, naleśniki mogły być nawet w dwóch różnych wersjach! Och, co z radość dla mej Rodzicielki była. I jaka ulga! Córeńka jednak nie umrze z niejedzenia... Gdy niedawno zrezygnowałam z glutenu, myślałam, że kluchy na parze pozostały jedynie mglistym wspomnieniem. Aż do czasu, gdy wpadła mi w ręce książka Szaciłłów "Para w kuchni" (chwała Biedronce, że wyprzedaże książek wprowadziła!). Wertując przepisy z zaskoczeniem skonstatowałam, że tytułowa para to nie małżenstwo autorów, ale para wodna. Taka, na której gotuje się dietetyczne wersje warzyw. Ot, ziemniak…

Domowy sposób na jogurt sojowy z dzikimi bakteriami

Zastanawiałam się, skąd producenci jogurtów sojowych biorą szczepy odpowiednich bakterii. Przyzwyczajona, że inne szczepy są dla kefirów a inne dla jogurtów, uznawałam, że ktoś gdzieś się na tym zna i daje to, co potrzebne w odpowiednim procesie technologicznym dbając o jakość i odżywczość sprzedawanego produktu. Choć poznając kulisy niektórych spożywczych produkcji moja wiara w profesjonalizm producentów została mocno nadszarpnięta, nadal zaufanie do roślinnych napojów było stabilne i niezruszone. Ciekawość jednak wzięła górę i postanowiłam poszukać domowych sposobów ich wytwarzania. Ogólnie założyłam, że procesy fermentacji naturalnie występujące w przyrodzie dały początek konsumpcji kwaśnych produktów roślinnych. Prawa przyrody nie zmieniły się, więc jeśli mieszkaniec Mongolii mógł w swoim gustownym namiocie wyprodukować sojowy jogurt, to mogę ja w mojej gustownej kuchni. O.k. gustowność nie musi być uniwersalna, ale chyba nie od koloru zasłonek zależy kwaśnienie sojowego napoju???

Placki 2 x b czyli bananowo - batatowe

Ostatnimi czasy odkryłam na nowo możliwości gotowania na parze. Paruję więc wszystko, co się da. Przy okazji, gdy w garnku trochę miejsca zostaje, dorzucam pokrojonego batata. Ostudzony chowam do lodówki i używam jako np. element wiążący ciasto. Jest lekko słodki, więc z bananem bardzo przyjemnie się połączył w placki. Placki piekę na suchej patelni albo na urządzeniu do pieczenia naleśników. Bez oleju. Są niesamowicie przyjemne. Można pominąć banan, wtedy tak dostosować ilość mąki, by osiągnąć miękkie ciasto. Placki będą mniej słodkie, doskonale pasujące do wytrawnych dodatków.

PLACKI 2 X B bananowo - batatowe ok. 7 sztuk
1 mały batat ugotowany na parze (150 g) 1 mały banan (80 g) 8 - 10 łyżek mąki owsianej (80 - 100 g) szczypta soli
Batat z bananem zgnieść widelcem na jednolitą masę. Mąkę dodawać po trochu stale mieszając aż do uzyskania zwartej konsystencji. Odstawić. Patelnię nieprzywieralną o grubym dnie rozgrzać na średnim ogniu. Z ciasta odrywać po kawałku ciasta, uformować szy…

Amarelki

Warsztaty z dziećmi są wyjątkowo wymagąjące. Przepisy muszą być proste, ze znanych i dostępnych składników (dzieci nie lubią nowości), różnorodne (chcą móc wybrać), kolorowe (bure źle się kojarzą), szybkie (warsztaty są zazwyczaj krótkie) i łatwe do zrobienia dla małych łapek. Jednym z odpowiednich przepisów są amarelki. Może nie są szczytem osiągnięć dietetycznej profilaktyki, ale dla dzieci istotna jest jakość produktów (zawsze namawiam, żeby próbowały smaiskładników, wąchały, zgniatały...) i brak rafinowanych dodatków, od których tzw. kids food aż kipi. Jeśli uda się przemycić więcej warzyw i kasz to jest prawdziwy sukces! Amarelki smakują zarówno małym, jak i dużym. Jedynie trzy składniki a ze sprzętów potrzebny jest tylko talerz i widelec. Dobrze brzmi? Do tego mają konsystencję ciągnącej się krówki (albo miękkiego toffi ;-)) a smak sezamkowo - chałwowy. Tylko ilość tłuszczu niższa i syropów brak. Dodatkowo posiada w składzie amarantus lub komosę. Zadziała też jagła. Gotowi? To …

Salsa klasyczna czyli pomidorowo - bazyliowa do kanapek, makaronu, świeżych warzyw...

Salsa czyli sos. Po prostu. Wykonanie również proste. Można siekać nożem... długo... bardzo długo... jeszcze trochę... no, dacie radę... hi, hi, hi... może i nie dacie... Ja poszłam na łatwiznę. Użyłam mojego ulubionego sprzętu do siekania czyli ręcznego malakserka. Jest poręczny, nie potrzeba prądu. Żadne kable mi się nie nurzają w sosie ani plączą ciągnąc za sobą cały sprzęt prosto na podłogę. Czy też tak macie, że kabel Wam służy zdecydowanie zbyt często do ściągania pojemników na poziom podłogi dekorując przy okazji swoją zawartością jej fragment...? Ręczne cudo takich aktywności nie uskutecznia, z co jestem mu ogromnie wdzięczna. A że koleżanka ostatnio poprosiła, żebym też i o sprzętach czasem coś skrobnęła, to skrobię delikatnie. Może komuś się przyda, kto wie? 
Malakserek jest w obsłudze wyjątkowo prosty. Składa się z pojemnika, wkładanych doń ostrzy i pokrywki z zawiniętym w jej wnętrzu sznurkiem. Za ten sznurek (dla wygody przywiązany jest doń wygodny uchwyt) należy energic…

Jingalov bg czyli armeński chlebek z ziołami po mojemu

Zbóż glutenowych nie jem od dłuższego już czasu. I bardzo mi takie jedzonko odpowiada. Co tam jedzonko, przygotowanko jedzonka! Jakaż ulga po sklejonych glutenem deskach, gąbkach z glutami nie do rozpuszczenia, kłaczkami wciśniętymi w oczka cedzaka jak pies w kąt pełen marchewek... (jeśli jest amatorem tychże oczywiście... nasz Ernest jest, oj, jest...). Bezglutenowo - bezproblemowo. Tak jelitowo jak i kuchennie. Gdy wpadł mi filmik bardzo uporządkowanej Haghineh klik o pysznym chlebku rodem z kuchni armeńskiej, pomyślałam, że mariaż placka z ogromną ilością ziół to coś absolutnie dla mnie. Rzecz jasna, nie chciałam używać mąki pszennej ani orkiszowej. Padło na gryczaną, jako najlepiej klejącą się. Aby mieć pewność, że będzie się dobrze sklejał, dodałam trochę mąki z brązowego ryżu. Zadziałało. Placek upiekł się szybko, smakowicie wilgotny wewnątrz, przypieczony na zewnątrz, aromatyczny, sycący. Jingalov z ogrodowymi ziołami wczesnej wiosny z pewnością będzie nam towarzyszył przez ca…