Sezon śliwkowy w pełni. Można je przerabiać na dżemy, powidła, suszyć, jeść zwyczajnie same lub miksować na musy, koktajle i inne cudeńka. Mnie zostały dwie kilkudniowe bułeczki jaglane a w lodówce znalazłam zagubione kromki chleba gryczanego (pewnie zostały po jakiejś wycieczce, ale nie pamiętam...). Uwielbiam te lodówkowe odkrycia! Zawsze coś pysznego z nich się wyłania :-) Tym razem pieczywowe resztki przywołały z pamięci pusząc się fioletem śliwki leżące w kącie, bo okazały się zbyt kwaśne na intensywną konsumpcję... Do deserku były akuratne. Dodałam odrobinę cukru, by podrasować smak do kategorii standardu społecznego mojej dalszej rodziny, którą miałam gościć i wyszła rewelacja... Mój tato, który li i jedynie sobie pooglądał swój ciasteczkowy prezent (hmmm... również śliwkowy...zła passa? teraz odwrócona!), tym razem poprosił o dokładkę i polecił przepis przekazać mamie, żeby go czasem takim deserem uraczyłą! Niby nic, ale on NIE TOLERUJE twardszych kawałków! Odkrawa skórki ch...
... o życiu i jedzeniu chrześcijańskim ... bo wszystko jest dla ludzi, ale nie wszystko służy człowiekowi do jedzenia ... bezglutenowe, niskoprzetworzone potrawy roślinne o niskim i średnim indeksie glikemicznym, naturalna słodycz i smakowitość to coś, co lubię.