O czym jest ten blog?

Notatki z życia codziennego żony i matki prowadzącej dom w wersji możliwie eko-naturalnie roślinnie. Nie stroniącej od trudnych pytań, ale szukającej sensu i piękna.

środa, 29 marca 2017

Figa z makiem, pasternakiem na trzy sposoby

Figa z makiem - pochodzi od gestu, w którym nadawca umieszcza kciuk między palcem wskazującym i środkowym tej samej dłoni i z ręką ugiętą w łokciu demonstruje go słuchaczowi na znak, że odmawia mu czegoś lub ocenia jego szanse na osiągniecie czegoś jako znikome. Gest ten ma wydźwięk szyderczy, a czasem tylko żartobliwy. Znany był już starożytnym Rzymianom. Tyle słownik. W potocznym języku pojawił się do kompletu pasternak w formie rymowanki (prawdopodobnie...) a w moim umyśle zakodował się jako związek nierozerwalny. Symbol. Obraz. Sygnał zbliżającego się żartu :-D Aż do ujrzenia w sklepie pasternaku jako warzywa pięknie zapakowanego w osobną "rynienkę". Tak wyszczególniony wśród warzywnych towarzyszy zagrał na moich kulinarnych fantazjach melodię tyleż piękną, co niepokojąco intensywną. I już nie miałam innego wyjścia, jak znaleźć do kompletu figi i mak. A co może najlepiej pasował do tego trio? Okazało się, że... pomarańcze... Pasternak ugotowany na parze smakował nieco piernikowo a w moich piernikach często goszczą pomarańcze właśnie :-) I tak powstało 1. ciasto lekkie, cytrusowe pozostawiające cudowny kwaskowato-słodki posmak figi; 2.figa świeża (akurat cena się zbiesiła, poleciała w górę, więc kupiłam jedynie 2 sztuki...) zapiekana z masą makową plus mus pasternakowo - pomarańczowy; 3. suszona figa nadziewana masą makową z tymże musem. W sam raz na zbliżający się okres rodzinnych spotkań i wiosennych ucztowań :-)


FIGI Z MAKIEM Z PASTERNAKIEM - CIASTO
10 porcji

karmel figowy
5 suszonych fig
1 mniejsza pomarańcza

ciasto i mus
400 g pasternaku po obraniu (podaję wagę, bo jeden miewa od 60 g do... 600 g...)
1 pomarańcza

1 jabłko
1 czubata łyżka mąki owsianej
1 czubata łyżka mąki gryczanej
2 czubate łyżki mąki kokosowej
1 ½ łyżki inuliny
½ łyżki mąki z ciecierzycy
1 łyżeczka octu ryżowego
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżka siemienia lnianego mielonego
masa makowa
¾ szklanki mielonego maku
3 daktyle Medjool
2 łyżki neutralnego masła orzechowego (nerkowce, migdały)
1 łyżka siemienia lnianego mielonego
5 orzechów włoskich

Figi umyć, pokroić w paseczki, wymieszać ze skórką otartą z jednej pomarańczy i zalać sokiem z niej wyciśniętym. Odstawić do namoczenia (najlepiej zrobić to dzień wcześniej).

Mak zalać ¾ szklanki gorącej wody i gotować 4 minuty.
Daktyle pokroić w kosteczkę, dodać do maku i gotować dalsze 2 minuty.
Dodać masło orzechowe, siemię lniane i gotować mieszając następne 2 minuty.
Orzechy grubo pokroić i dodać do masy makowej, wymieszać i odstawić do ostygnięcia.
Sprawdzić słodkość i ewentualnie dosłodzić pamiętając, że masa figowa będzie bardzo słodka...

Pasternak pokroić w grubą kostkę i ugotować na parze (ok. 30 minut).
Połowę zmiksować na krem z sokiem z jednej pomarańczy i schłodzić w lodówce.

Drugą połowę pasternaku zmiksować ze startym na grubych oczkach jabłkiem (jeśli jest mało słodkie, można teraz dosłodzić, choć my stawiamy tu na figi i pomarańcze ;-)).
Jedną łyżkę siemienia zalać 3 łyżkami gorącej wody, wymieszać i zmiksować.
Dodać resztę składników masy i dokładnie wymieszać.
Foremkę o średnicy 18 cm posmarować delikatnie olejem kokosowym, wyłożyć ciasto i wyrównać powierzchnię.
Piec 40 minut w temperaturze 150⁰C z termoobiegiem.

Na schłodzone ciasto wyłożyć masę makową, wyrównać.
Namoczone figi trochę pognieść łyżką, żeby się nieco rozpadły i wyłożyć na mak.


Całość ozdobić pomarańczowym musem z pasternaku za pomocą np. rękawa cukierniczego.


Nie pozwolić domownikom wyjeść całego musu przed ozdobieniem ciasta!


Mogą natomiast śmiało wylizywać resztki karmelu figowego...


1 porcja: 1.7 ww / 1 wbt

Odłożyłam trochę masy makowej do faszerowania świeżych fig (całych dwóch - zaszalałam...) i zapiekłam je 20 minut pod przykryciem i dodatkowo 10 bez przykrycia. Ostudzone ozdobiłam musem z pasternaku. Wyszły soczyste i słodkie :-)


Za drugim razem kupiłam suszone figi... miękkie. Przygotowałam więc jedynie masę makową i mus z 200 g pasternaku, którymi to smakołykami nafaszerowałam suszone nadkrojone na krzyż figi i już bez dodatkowych zabiegów podałam. Szybko i smacznie... jeśli się ma miękkie figi... kilkanaście fig...


czwartek, 23 marca 2017

Selerowy pudding z ciecierzycy i słonecznika

Seler, warzywo o... trzech twarzach ;-) Korzeniowy znam od dzieciństwa. W czasie mojej młodości mama wpadła na pomysł wykorzystywania jego liści na równi z liśćmi pietruszki a w niedawnej przeszłości sama sięgnęłam po seler naciowy. Jego kolor i chrupkość kusiły niemiłosiernie, więc bliższa przyjaźń była tylko kwestią czasu. Dzisiaj jesteśmy zaprzyjaźnieni już w trójkę, a włączając w krąg zaufania rodzinkę, nawet w piątkę :-) Przyjaźń się jeszcze zacieśniła, gdy selery przedstawiły swoje bogactwo odżywcze. Jak nie złączyć swego menu z honorowym dawcą cynku i większości witamin z grupy B? Do tego seler korzeniowy jest warzywem niskokalorycznym i ułatwia trawienie, surowy ma niski IG (ugotowany już niekoniecznie...) a naciowy ma niski IG w wersji zarówno surowej jak i gotowanej. Starożytni uważali go za afrodyzjak, ale jeśli ktoś korzysta z nisko tłuszczowej roślinnej diety na co dzień, to akurat ta cecha selera nie jest dla niego istotna, gdyż krążenie ma doskonałe nawet w najbardziej istotnych obszarach... Myślę tu o... mózgu, rzecz jasna! ;-) Seler naciowy dodatkowo ma silne przeciwzapalne działanie i mnóstwo witaminy C.

Kulinarnie bardzo lubię selery za ich unikalny aromat, delikatny smak i soczystość. Dla mnie to warzywo doskonałe. Dlatego korzystam z selera prawie każdego dnia. Bardzo często jadam sałatkę z kaszą jaglaną i mrożoną cytryną (klik) a jako przystawkę pudding z selerami dwoma.


SELEROWY PUDDING Z CIECIERZYCY I SŁONECZNIKA
2 - 3 porcje

30 g selera korzeniowego (kawałek wielkości średniego ziemniaka)
30 g selera naciowego (pół solidnej gałązki)
½ szklanki słonecznika
¼ szklanki mąki z ciecierzycy
½ łyżeczki soli
½ szklanki mleka sojowego niesłodzonego
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka płatków drożdżowych (niekonieczne, ale dodają serowego posmaku)
1 łyżeczka majeranku
1 spory ząbek czosnku

Słonecznik zalać przegotowaną wodą i odstawić na kilka godzin (6 - 8) do namoczenia.
Zmiksować odcedzony słonecznik, mleko, sól, płatki drożdżowe i sok z cytryny na gładko.
Seler korzeniowy zetrzeć na tarce o grubych oczkach a naciowy obrać z grubych włókien i drobno pokroić.
Czosnek pokroić w cieniutkie plasterki.
Wszystkie składniki dokładnie wymieszać.
Foremki na paszteciki wysmarować olejem kokosowym i wlewać porcje ciasta.

Piec w temperaturze 180⁰C 50 minut.


Pięknie wyrasta, potem opada... ale nie całkiem, więc zostaje jednak puchata konsystencja :-) Ze względu na zawartość mąki z ciecierzycy pudding może wydawać się suchszy niż tradycyjne tego typu wypieki, więc doskonale smakuje z wilgotnymi dodatkami typu sosy lub surówki. Ja uwielbiam ze świeżą białą kapustą, szalotką i sosem vinaigrette albo serkiem roślinnym (klik) najlepiej fermentowanym ze względu na kwaskowy posmak. Robię go głównie na bazie rejuvelaca z gryki (klik), komosy (klik) - wcześniej z żyta. Z żytniego się powoli wycofuję, bo z komosy jednak najbardziej nam smakuje :-)



Można zapiec w kokilkach albo silikonowych foremkach, z których można pudding wyciągnąć na talerzyk i zajadać bardziej wytwornie nożem i widelcem...


Jak widać, przyjemnie jest wtedy nasmarowaną foremkę wysypać ziarenkami kminku, czarnuszki lub drobno posiekanymi orzechami laskowymi... wedle gustu i uznania... Ładnie wygląda i smakuje interesująco na tyle, że obchodzi się nawet bez surówki ;-)

poniedziałek, 20 marca 2017

Spagetti buraczane z pietruszkowym pesto

Dzień bez mięsa... Nie miałam pojęcia, że taki istnieje... w Polsce. Jem bezmięsnie od ponad ćwierć wieku, mieszkam w Polsce od urodzenia i nie słyszałam o takim dniu. O piątkowym poście - tak. Wiele razy. O ogólnokrajowej inicjatywie, by na jeden dzień świadomie zrezygnować z mięsa dla własnego zdrowia, dobra zwierząt i czystszej planety - dzisiaj usłyszałam po raz pierwszy. A jest sugerowany od lat dziewięćdziesiątych! Niesamowite! Gdy wprowadza się nowy super - jogurt na rynek, info o tym przełomowym wydarzeniu wyprzedza sam produkt co najmniej o kilka dni. Dzień bez mięsa, który mógłby być rzeczywiście przełomowym wydarzeniem dla wielu osób (wszak to z świadomości wypływają decyzje...) leży zakurzony pod stertą reklam marketingowych... a przecież każdy kawałek mięsa w układzie pokarmowym człowieka wyzwala kaskadę przemian biochemicznym w systemie obronnym. Bywa przyczynkiem do rozwoju chorób o charakterze autoimmunologicznych, nasila objawy alergii, zaburza przepływ krwi w naczyniach krwionośnych. To ostatnie z powodu nasyconego tłuszczu, który skutecznie "zlepia" krew utrudniając jej dopływ do newralgicznych organów: mózgu, nerek, kończyn a w końcu i serca. Zaburzenia zaś odpornościowe wynikają ze schemizowanego i niehumanitarnego (zwierzęta przezywają traumy.. serio...też mają układ nerwowy, czują ból, strach, rozpacz...) chowu. W końcu najsilniejsza trucizna wszechczasów otrzymywana była jako wyciąg z krwi zwierzęcia zaszczutego na śmierć (śmierć ze stresu). Jaki skład biochemiczny ma krew paskudnie traktowanych zwierząt? Tego nikt nie bada :-( A krew przecież jest w każdej praktycznie jadanej tkance...
No tak, dzień bez mięsa się kończy a ja sobie filozofuję zamiast jakąś smaczną aktualną alternatywę podać... z wrodzonej sobie zarozumiałości wyznam, nie zaprzeczę, że nam smakują wszystkie potrawy z tego bloga i wszystkie są bezmięsne. Jednak pojadę dziś po bandzie i zaserwuję moje ulubione warzywne spagetti czyli spiralizer (tarka spiralna albo do julienek albo bardzo ostry nóż i trochę samozaparcia) w dłoń!


SPAGETTI BURACZANE
1 porcja

1 średni jędrny burak
2 łyżki pesto z pietruszki (stąd)
1 łyżka ugotowanej kaszy jaglanej lub skiełkowanej i podsuszonej gryki do posypania
opcjonalnie szczypta ostrej papryki

Burak dokładnie umyć, obrać i zestrzeć w dłuuugie wióry/spagetti.
Wymieszać z pesto, posypać kaszą i ostrą papryczką (jeśli ktoś lubi mega ostre jazdy kulinarne).
Koniec.

Tzn. nie całkiem: zjeść i koniec :-D


Jak widać, ja wolę bez ostrej papryczki. Pesto samo w sobie jest niesamowicie intensywne i całkiem pikantne za sprawą czosnku. Lubię też nitki spagetti zrobić bardzo cienkie...

czwartek, 16 marca 2017

Raw pierniczki buraczane / surowy ciemny biszkopt

Surowe pierniczki spotykałam w propozycjach witariańskich. Jakoś nigdy mi serce do nich mocno nie zabiło, bo zawierały spore ilości oleju kokosowego, który jest bardzo smaczny, ale kiepsko mi służy zdrowotnie. Jednak będąc w posiadaniu pysznych suszonych buraków z ekologicznej uprawy (bywają nawet w formie sproszkowanej), zapragnęłam oszczędzić wszystkie ich walory i użyć do surowego deseru. Świeże eko-buraki jadam jako spagetti, w surowych pulpetach w stylu cevapcici, kiszonkach, pastach, ale w deserach...? Moja miłość do buraka jednak podsunęła mi pomysł na ciasteczka suszone w piekarniku. Miłość ma zawsze najlepsze pomysły :-D Zdrowa miłość - żebyśmy dobrze się zrozumieli... ;-)
Namoczyłam więc, zmiksowałam, wysuszyłam i rano zajadałam się pysznymi pierniczkami :-D Z czasem one wilgotnieją i pojawia się aromat surowych buraków, więc najsmaczniejsze są pierwszego dnia po suszeniu. Wtedy mają lekko chrupką skórkę, są puszyste i lekko wilgotne wewnątrz z aromatem przypraw i suszonych owoców. Pokochałam...


PIERNICZKI BURACZANE RAW

1 szklanka siemienia lnianego brązowego
2 szklanki przegotowanej wody
¼ szklanki suszonych buraków w wiórkach *
3 niesiarkowane morele
15 suszonych śliwek
4 czubate łyżki karobu
1 duża laska wanilii
2 łyżki mąki kokosowej
2 łyżeczki melasy karobowej lub innego słodzidła **
szczypta soli

Siemię przepłukać.
Morele i śliwki posiekać.
Wymieszać siemię, owoce, buraki, sól i zalać wodą.
Odstawić na kilka godzin (optymalnie całą noc).
Wanilię drobniutko posiekać.
Zmiksować wszystkie składniki na dość gładką masę.
Wyłożyć na papier do pieczenia, rozsmarować na oczekiwaną grubość + 2 mm (kurczy się w czasie suszenia... ;-)).
Suszyć w temperaturze 45⁰C do oczekiwanej konsystencji.
Po 8 godzinach jest w stylu brownie. Po dosuszeniu następne 2 - 4 godziny skórka jest bardzo zwarta a wnętrze mięciutkie i smakuje jak wilgotny, puszysty biszkopt.
Kroić ostrym nożem.
Przechowywałam w szczelnym pojemniku, na którego dnie wysypałam sól i przykryłam ją podwójną warstwą gazy. Z czasem jednak nieco zawilgotniały...

* Jeśli użyjecie sproszkowanych, dajcie połowę tej objętości i dołóżcie razem z wanilią, karobem i mąką kokosową.
** Melasę karobową można zastąpić syropem z agawy bądź klonowym, ale będzie brakować charakterystycznego smakowego "punchu" ;-) więc dołóżcie super mocnej kawy zbożowej lub instant. Dosłownie pół łyżeczki...




wtorek, 14 marca 2017

Pasta z pestek dyni najłatwiejsza, bo surowa

Poszukując pomysłu na coś na sen, spotkałam się z informacją, że melatonina (hormon odpowiedzialny za rytm dobowy, sen, czuwanie) wytwarza się z aminokwasu zwanego tryptofan. Nic niezwykłego więc, wystarczy jeść produkty bogate w ten aminokwas i będziemy spali jak noworodki... Otóż, nic z tego. Wystarczająca ilość tryptofanu w diecie wcale nie gwarantuje wystarczającej ilości tryptofanu do produkcji melatoniny. Dlaczego? Cóż, to najbardziej chrześcijański ze wszystkich białkowych aminokwasów. Uprzejmy, nie pcha się, by być pierwszy i dotrzeć tam, gdzie chce. Gentleman w starym stylu. Piękna cnota, ale w świecie pełnym przemocy mało praktyczna... I tak w naszym organizmie tryptofan ustępuje miejsca innym aminokwasom. Jeśli jest ich stosunkowo dużo, tryptofan przegrywa na starcie a my tracimy okazje na dobry nocny wypoczynek. Jaka jest rada? Wybierać pokarmy bogate w tryptofan i posiadające w swym składzie relatywnie mniej innych aminokwasów. Ogólnie dieta nie obfitująca w białka sprzyja dobrym snom, przyjemnym pobudkom i lekkiemu startowi w nowy dzień z energią i pogodą ducha. I teraz info najważniejsze: tymi wspaniałymi produktami są: sezam, soja, spirulina, słonecznik, mleko i... pestki dyni, które królują nad resztą :-) Z tych właśnie pestek można zrobić najłatwiejszą i przepyszną pastę na chleb. W ciągu ostatnich trzech dni zrobiłam ją... trzy razy ;-)


PASTA Z PESTEK DYNI najłatwiejsza

½ szklanki pestek dyni
½ szklanki przegotowanej wody
¼ łyżeczki bulionu lubczykowego lub przyprawy warzywnej
⅛ łyżeczki soli

Pestki zalać wodą i odstawić do namoczenia na 8 lub więcej godzin.
Pestki zmiksować z przyprawami i kilkoma łyżkami wody na pastę o ulubionej ziarnistości.
Przechowywać w lodówce do trzech dni (tak myślę... ;-))


Jedna z bardziej kontrowersyjnych przypowieści Jezusa zapisana jest w ewangelii Mateusza od początku 20 rozdziału. Pewien pracodawca w niezwykły sposób przydziela wynagrodzenia a Jezus w wyjaśnieniu tej przypowieści używa sławnych już słów: "Tak będą ostatni pierwszymi, a pierwsi ostatnimi." (werset 16).Wydaje mi się bardzo ciekawe, że dzisiaj świat powoli się budzi z nieświadomości i ostatni aminokwas w sensie fizjologicznej siły przebicia znajduje uznanie jako pierwszy w ważności... A mówią, że trza się na podest pchać i na szkło przeć ;-)


wtorek, 7 marca 2017

Dzień Kobiet i refleksje bloggerki wraz z szarlotką full raw dla łasuchów :-D

Posta napisałam jakiś czas temu (choć rocznica wrzucenia pierwszego posta była minęła 5 stycznia), zdjęcia zrobiłam tydzień temu, na wrzucenie czekał zaś spokojnie i milczał... Dzień Kobiet jest chyba dobrą okazją, by go wreszcie wrzucić, bo ciacho warte tego jest z pewnością ;-)

Czas płynie... szybko...? ;-) Nawet nie zauważyłam, kiedy mija rok blogowania i nic na rocznicę nie przygotowałam. Wstydzę się, przepraszam i postaram się poprawić... za rok ;-) Tak więc z dwumiesięcznym (ojojoj) poślizgiem nadrabiam rocznicowy wpis wraz ze stosownym rocznicowym ciastem. Gdy spróbujecie, wybaczycie opóźnienie :-D 
Z racji mijającego roku przejrzałam pierwsze posty i zdziwiłam się... W mojej pamięci zapisały się inaczej niż w bloggerze ;-) Pamiętam robienie pierwszych zdjęć. Pamiętam liczbę ujęć jednej potrawy (oscylowała wokół połowy setki), baaaardzo dłuuuuugi czas wybierania tego jedynego, dwóch,...? Najlepsze jednak okazało się po kilku miesiącach. Minęło pierwsze oszołomienie ogromem pracy nad blogiem (myślałam, że to luzik i chwilka...), pojawił się nawyk notowania każdej aktywności kuchennej (nie wiedzieć czemu, najsmaczniejsze rzeczy wychodzą przypadkiem, w pośpiechu, z pilnej potrzeby...), na kuchennej szafce pląta się więc stale ołówek, stary długopis i sterta ścinków pozostałych po drukowanych na degustacje przepisach (ku rozpaczy rodziny upierałam się, że mają być wszystkie równe...). Zaczęłam rozumieć pojęcie "praca nad nowym przepisem"... Subtelne różnice w proporcjach, kolejności działań, użytych akcesoriów potrafią zmienić nie tylko smak, ale i charakter potrawy. I ta potężna satysfakcja, gdy próbuję nowości i czuję "kompletność". Taki grecki telos stanowiący zakończenie i spełnienie, wypełnienie i całość. Nic dodać, nic ująć. Wypieszczone "dziecko" zaczyna żyć swoim życiem.


Mam świadomość, że moja "fasolka" jest blogiem niszowym. Cóż, wegański, bezglutenowy, nisko glikemiczny, nisko tłuszczowy, z naturalnych produktów,...  Takie przepisy są tym, czego sama potrzebuję. Tak mi się w życiu porobiło, że muszę z żywności wyciskać wszystko, co dobre i unikać niepotrzebnego balastu. Moje przepisy są właśnie takie...
Patrzyłam też (może zdarza się jednostka blogerska niepatrząca, ale ja patrzyłam) na ilość odwiedzin bloga. O pierwszych z nich rodzina doskonale była informowana gromkim okrzykiem: "Jest jedna osoba!!!!!". I tak mi zostało, choć już nie wrzeszczę stawiając na równe nogi każdego w najbliższym otoczeniu, komu choć resztka słuchu pozostała, ale bardzo mnie cieszy każdy, kto zawita u swojskiej fasolki. Bardzo jestem Wam wszystkim wdzięczna za miłe słowa, uśmiechy, żarciki. I specjalnie dla Was urodzinowe ciacho (wiem, że lubicie słodkości... każdy...prawie każdy... je lubi).


SZARLOTKA SUROWA

na spód:
2 szklanki słonecznika
1 szklanka rodzynek niesiarkowanych

masa jabłkowa:
600 g jabłek ekologicznych *
6 gruszek słodkich * (można dać dodatkowe jabłka, aby tylko słodkie)
6 łyżek soku z cytryny
2 łyżki łuski babki płesznik
szczypta soli

na polewę:
2 łyżki karobu
1 łyżkę cykoriady **

(Jeśli nie zależy mi, by całe ciasto było surowe, podprażam połowę słonecznika na suchej patelni tylko do muśnięcia złotym kolorem.)
Słonecznik miksuję w malakserze na drobną kaszkę, dodaję rodzynki i miksuję do uzyskania lepkiej kruszonki.
Jeśli malakser ma problem z dobrym zmiksowaniem, dodaję 1 łyżkę masła orzechowego lub powideł z suszonych owoców (zblendowane namoczone suszone owoce wg upodobania; moje ulubione to te).
Dno foremki wykleić masą i odstawić.

Z owoców usunąć gniazda nasienne (nie obierać!).
300 g (połowę) jabłek zmiksować z sokiem cytrynowym i szczyptą soli na mus.
Drugą połowę wraz gruszkami (lub dodatkowymi jabłkami) pokroić w drobną kostkę i wymieszać z musem oraz łuską babki.
Odstawić na kwadrans.

Wymieszać karob z cykoriadą/kawą zbożową i ewentualnie dosłodzić, ale ja wolę polewę z charakterystyczną goryczką mocnej kawy.

Na spód wyłożyć masę owocową i polać polewą.
Posypać cynamonem lub cynamonem zmieszanym z dodatkowym karobem (ja polałam karobem z cykoriadą i ciemnym syropem z agawy a posypałam cynamonem).


* W przypadku surowych potraw koniecznie używajcie produktów ekologicznych. Raz, że unikniecie skażenia chemicznymi substancjami używanymi w produkcji przemysłowej; dwa, że mają one smak zdecydowanie wyrazistszy, przyjemniejszy i bardziej pełny.

** Używam wciąż cykoriady tj skondensowanej kawy z cykorii w postaci gęstej cieczy (kupiłam zapas na najbliższe dwa lata - tyle, ile jest ważna ;-)), ale można zamiast niej stosować (też mi się zdarza) bardzo mocną kawę zbożową lub instant, ale wtedy polewa nie będzie surowa.

piątek, 3 marca 2017

Pieczarki faszerowane komosą i selerem

Jędrne kapelusze pieczarek białych czy brązowych zawsze przywodzą mi na pamięć spacery po lesie w poszukiwaniu grzybów. Moje łowy w zasadzie można nazwać spacerem, bo wracałam z gołymi rękami. Czasem udało się znaleźć kilka mało atrakcyjnych okazów. Najczęściej okazywały się robaczywe, więc zachęty raczej nie stanowiły. Czasem jednakże stawał się cud i znajdowałam (raczej właziła mi pod nogi, wdrapywała się na kolana i wskakiwała przed rozmarzone oczy...) cała gromada kurek... Kurki, jedyne ukochane dziko rosnące grzyby. Uwielbiałam je jeść delikatnie podsmażone ze świeżym chlebem. Do tego kubek gorącej herbaty i niezależnie od pogody i zmęczenia, świat stawała się miejscem spełnionych marzeń. Dobre jedzenie w dobrym towarzystwie i w ciepłym domu bywa niewiarygodnie więc satysfakcjonujące. Kurek w lesie nie widziałam już bardzo dawno. Może przestały mi włazić pod nos? Może wyskakują ze swoich kryjówek jedynie na widok rozmarzonych oczu? Zbyt pragmatyczna się zrobiłam? Rodzina pewnie zaprzeczy, ale może kurki wyczuwają coś więcej? Antycypują? Może czas odkurzyć piękne marzenia? Wrócić do rozmarzonych wędrówek po lasach, gdy liczył się jedynie zapach mchu i tańczące błyski promieni słonecznych pomiędzy gęstą zielenią?
Póki co jednak korzystam z uroków i smaków grzybów mniej dzikich ale za to przewidywalnych. Pieczarki wcale nie są takie złe, jak czasem słyszałam. Owszem, bombą kaloryczną nie są, ale w kaloriach siła! Grzyby mają specyficzne fitozwiązki nie spotykane wśród innych roślin. Wielu lekarzy widzi w nich potencjał antynowotworowy, choć wielu również oskarża je o sprzyjanie drożdżycy, grzybicy i wszystkim klęskom zdrowotnym świata. Moje wewnętrzne przekonanie (nieco wzmocnione przepisami z programu kickstart PCMR Neala Barnarda :-)) pcha mnie jednak z paczką pieczarek w ręce do kasy a później do domu, ilekroć udaje mi się spotkać (wlazły mi w oczy ;-)) jędrne i niedrogie. Czasem spotykam całkiem duże okazy, czasem promocyjną cena na portobello. Wtedy oczyszczam i faszerują różnościami. Nie zawsze mając czas na przygotowanie farszu, łączę surowe soczyste warzywa z ... surową kaszą i zapiekam licząc, że kasza wchłonie soki warzywno-grzybowe nabierając ciekawego aromatu i smaku. Niezawodna okazuje się komosa. Pęcznieje szybko, ale pozostaje jędrna z wierchu przypieczona i chrupiąca. Dla mnie ideał :-D


PIECZARKI FASZEROWANE KOMOSĄ RYŻOWĄ I SELEREM

5 bardzo dużych pieczarek lub małych portobello (ok. 500 g)
230 g selera korzeniowego
3 gałązki selera naciowego
6 ząbków czosnku
½ szklanki komosy ryżowej surowej
½ kostki tofu bazyliowego
¼ łyżeczki soli

Seler zetrzeć na grubych oczkach tarki, seler naciowy obrać z grubych włókien i poskroić w drobną kostkę, czosnek przecisnąć przez praskę.
Wszystkie składniki farszu dokładnie wymieszać dłońmi rozcierając tofu równomiernie w całej masie.
Faszerować pieczarki uzyskaną zwartą masą.
Ułożyć na wysmarowanej olejem formie, przykryć ( wystarczy folią lub rękawem do pieczenia) i zapiekać 45 minut w 200⁰C.
Odkryć i dopiec jeszcze 15 minut.


Uzyskamy delikatne warzywa o subtelnym ziołowym aromacie. Jeśli mam ochotę na ostrzejsze smaki, dosypuję do farszu kozieradki, imbiru i kuminu, choć wolę tą delikatniejszą wersję...
Zazwyczaj wystarcza mi też soczystość pieczarek, choć niektórzy wolą je skonsumować z dodatkiem ziołowego sosu ;-)