Sok z czarnego bzu zrobiony, ale żal było wyrzucić resztki owoców... Ja przetarłam je przez gęste sito i użyłam jako mus do ciasta. Miałam do niego trzy podejścia. Raz wystartowałam z masła słonecznikowego z prażonych pestek. Początkowo miało być jako smarowidło na chleb, ale chyba wymaga dłuższego okresu przygotowywania moich kubków smakowych... Na razie nijak mi nie podchodziło... Ale w cieście okazało się niezłe! Minimum składników i taki przyjemny efekt. Ciasto było delikatne w formie kruszonki z gęstym musem. Dla mnie rewelacja, choć bez eksplozji słodyczy! To nie ten rodzaj smaku. Słodycz jest delikatna, aromat przypieczonego owocu i ciasteczek (ach, ten prażony słonecznik!), konsystencja rozpływająca się w ustach... I zero (0) uczucia ciężkości czy rozleniwienia po jego zjedzeniu! Wręcz przeciwnie, chce się myśleć, tworzyć, tęskni się za przyrodą, spacerem... Słońce zaczyna dookoła świecić radosnym blaskiem... Nie, to nie narkotyk! To odżywiony mózg :-D Mój mózg, bo ...
... o życiu i jedzeniu chrześcijańskim ... bo wszystko jest dla ludzi, ale nie wszystko służy człowiekowi do jedzenia ... bezglutenowe, niskoprzetworzone potrawy roślinne o niskim i średnim indeksie glikemicznym, naturalna słodycz i smakowitość to coś, co lubię.