O czym jest ten blog?

Notatki z życia codziennego żony i matki prowadzącej dom w wersji możliwie eko-naturalnie roślinnie. Nie stroniącej od trudnych pytań, ale szukającej sensu i piękna.

wtorek, 31 stycznia 2017

Paluszki bezglutenowe z mąką z topinambura

Topinambur pojawił się w polskiej kuchni z pewną dozą nieśmiałości. Raz, że spod ziemi słoneczne dni mogą nieco prze-razić. Dwa, że niby to bulwa, a smakuje przecież słonecznikiem (dobrze, nazywa się słonecznik bulwiasty, ale kto pamięta te wszystkie nazwy???). Trzy, że wygląda jak mini ziemniak a je się go na surowo i chrupie wtedy pod ząbkami jak gorzka czekolada. Z takim mariażem atrybutów każdy czułby się nieswojo... I ten rozmiar... nawet duże w swoim rodzaju wyglądają mizernie na straganie... Do tego traci uroczą jędrność z każdą godziną spędzoną poza bezpiecznym ziemnym schronieniem. A jest ona wszak jego wielkim atutem!... Jednak zawarta w miąższu inulina (doskonały prebiotyk) i przyjazny indeks glikemiczny kusi, żeby rozglądać się w jego poszukiwaniu mimo wszystko. Rynek ma swoje prawa. Jako, że jędrność topinambura ulotna, już pokazała się w sklepach ze zdrową żywnością... mąka z topinambura! Jak to jeść? Otóż, smak ma niezwykły, nieco korzenno piernikowy. Tylko dodać kolendrę, kumin, kminek, trochę zabawy jak w czasach przedszkolnych i... na przykład piękne bezglutenowe paluszki gotowe :-D


PALUSZKI Z TOPINAMBUREM
2 blaszki

½ szklanki mąki kukurydzianej
½ szklanki mąki z topinambura
½ łyżeczki mielonego kminku
½ łyżeczki mielonej kozieradki
½ łyżeczki kuminu (mielony lub w ziarnach, wtedy uprażyć na suchej patelni i ubić w moździerzu)
½ łyżeczki soli
¼ szklanki złotego siemienia lnianego
dodatkowo: mąka do podsypywania (u mnie gryczana)

Siemię zmielić na mąkę i zalać ¼ szklanki wody. Wymieszać, dodać następne ¼ szklanki wody i zmiksować żyrafą na puszystą masę.
W misce wymieszać suche składniki, dodać masę z siemienia i szybko wymieszać ręką.

Ciasto przełożyć na silikonową matę i wyrobić na elastyczne ciasto bardzo oszczędnie podsypując dodatkową mąką.
Dzielić na kawałki i każdy rozwałkowywać dłońmi na długie cienkie wałeczki na muśniętej (dosłownie!) mąką macie.
Kroić na paluszki o długości ulubionej. Zrobiłam i długie, i króciutkie, a także kilka precelków na życzenie córci. Te cienkie jadam umorusane w kremie kawowym - pychota! Można oczywiście dokładnie formować idealne wałeczki, ja jednak wolę rustykalnie nieregularne...


... byle dość cienkie i podobnej grubości, żeby się dopiekły wewnątrz i pozostały chrupiące zamiast ... kamiennych i wszystkie upiekły się w tym samym czasie ;-)
Jeśli ciasto się w czasie wałeczkowania klei do rąk, musnąć je (znaczy ręce...) delikatnie mąką
Piec w rozgrzanym piekarniku do 150⁰C do uzyskania pięknego przyrumienienia czyli 15 - 20 minut.


Przed pieczeniem można dodatkowo posypać kminkiem, solą, makiem lub czymkolwiek lubicie...




sobota, 28 stycznia 2017

Sałatka z kaszy jaglanej z selerem i mrożoną cytryną

Kasza jaglana jako jedyna działająca zasadotwórczo w naszym organizmie, bywa bardzo użyteczna w sezonie zimowo- wiosennym, gdy brak świeżych warzyw i owoców. Te dostępne pochodzą z chłodni, są przechowywane od kilku miesięcy i trudno nazwać je świeżymi w czasie rzeczywistym. Są tworem ery komputerowo sterowanych urządzeń chłodniczych. Nie do końca dzisiaj wiadomo, jak opisać stan świeżości, gdy jabłko wygląda na soczyste, nieomal zerwane z drzewa przed dwoma dniami... tylko dlaczego psuje się jak na przyspieszonym filmie...?
Nie więdnie, nie marszczy się, tylko począwszy od maleńkich plamek zaczyna gnić...?
Podobny los spotyka marchewki, selery, pietruszki. Czy świeże w ten sposób działają zasadotwórczo jak świeże czy też kwasotwórczo jak konserwowe? Czy są tylko schłodzone czy też opryskane dodatkowymi preparatami mającymi je chronić przed inwazją mikro - szkodników? Czy były napromieniowane dla "bezpieczeństwa" konsumentów? Na większość z tych pytań nie znam odpowiedzi (jeśli moglibyście się podzielić swoją wiedzą, proszę, dorzućcie coś w komentarzach - będę, wraz z resztą czytelników, wdzięczna!)
Tak czy owak, kasza jaglana uratowała już niejedno głodne szukające zdrowia istnienie. Związałam się z nią już na zawsze. Odkrycie zjawiska retrogradacji skrobi w czasie przechowywania w temperaturze kilku stopni uspokoiło moje wrażliwe na indeks glikemiczny serce. Ig kaszy spada na tyle, że dodatek świeżych warzyw i tłuszczu z pestek dyni czyni zeń sałatkę przyjazną diabetykom :-D
Nie rezygnujcie ze świeżego oregano - bardzo dopełnia aromatu i smaku a mrożona cytryna zawsze dobra na wszystko ;-)


SAŁATKA Z KASZY JAGLANEJ Z SELEREM I MROŻONĄ CYTRYNĄ
2 słuszne porcje

½ średniego selera (150 g)
1 szklanka ugotowanej kasy jaglanej (250 g)
60 g wędzonego tofu (⅓ kostki)
szczypior z jednej dorodnej dymki
1 gałązka selera naciowego
2 łyżki pestek dyni
2 łyżki soku z cytryny
3 łyżki oleju z pestek dyni
½ łyżeczki soli
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
1 łyżeczka tartej mrożonej cytryny
kilka listków świeżego oregano

Seler pokroić w drobne julienki.
Seler naciowy oskubać z włókien, które uwielbiają włazić pomiędzy z zęby a już wyleźć nie chcą, pokroić w kosteczkę.
Szczypior grubo pokroić.
Tofu pokroić w kosteczkę.
Pestki dyni uprażyć na suchej patelni i po ostudzeniu rozkruszyć w moździerzu.

Z oleju, soku z cytryny, soli i pieprzu ukręcić sos.

W misce widelcem rozluźnić kaszę, dodać warzywa i tofu, polać sosem, posypać cytryną i wymieszać.
Posypać pestkami i porwanymi listkami oregano.




wtorek, 24 stycznia 2017

Zielone wrapy

Wrapy wszelkiego rodzaju wyglądają zawsze baaaardzo apetycznie. Ślinka cieknie tworząc w bluzek i swetrów (zależnie od pogody, czasem z obu naraz...) wilgotne śliniaczki a w domu tortilli brak. Ba, brak nawet małego naleśnika! A wcale nie taki mały głód człowieka dociska do ściany aż tchu brak... Jeśli mam akurat w lodówce humus albo inne smarowidło strączkowe i trochę sałaty - jestem uratowana. Marchewkę mam zawsze, więc chwytam tarkę, robię marchewkowe spagetti i zawijam je w liście sałaty razem z innymi dodatkami, jakie w rzeczonej lodówce znajdę. Najulubieńszą wersją są wrapy z rzymskiej sałaty z humusem pietruszkowym...



ZIELONE WRAPY

1 średnia sałata rzymska
2 średnie marchewki najlepiej ekologiczne
kilka łyżek humusu pietruszkowego przepis jest tu
1 pieczarka portobello lub duża brązowa
kiełki brokuła

Sałatę dokładnie umyć i podzielić na listki.
Marchewkę obrać i zetrzeć na spiralnej tarce lub na cieniutkie julienki.
Pieczarkę podpiec posypaną solą, pieprzem i spryskaną sosem sojowym Tamari
(zazwyczaj kupuję je okazyjnie i marynuję w sosie sojowym, oliwie i przyprawach lub opiekam i trzymam w lodówce do 4 dni używając w miarę potrzeby).
Każdy listek sałaty posmarować grubo humusem, rozłożyć trochę marchewki, kilka plasterków pieczarki i posypać kiełkami. Najlepiej smakują tutaj kiełki z brokuła.
Jeść łapkami lub kulturalnie widelczykiem, ile wlezie, bo pyszne, orzeźwiające i napakowane witaminami!




niedziela, 22 stycznia 2017

Humus pietruszkowy

Są pasty, do których wracam ilekroć mam kiepski humor. Wtedy wiem, że razem z nimi wrócą miłe wspomnienia, ciepełko i uśmiech. Do tych cudów należy bez wątpienia humus. Niezależnie od dodatków humus jest dobry na wszystko ;-)
Dlatego zapas ciecierzycy w wielkim słoju uzupełniam na bieżąco. Jej akurat zabraknąć w moim domu nie może. Nie tylko ze względu na humus ;-) A że zima trzyma i humorek od dostawy witaminek zależy potężnie, a i kwas foliowy wraz z magnezem mile widziany w każdej formie (byle naturalnej) to zielona pietruszka znika z lodówki szybciej niż ulubione jogurty sojowe! Znikła właśnie dzisiaj w humusie...


HUMUS PIETRUSZKOWY

3 szklanki ugotowanej ciecierzycy
1 szklanka posiekanej zielonej pietruszki (jeden duuuży pęczek)
3 ząbki czosnku
½ łyżeczki mielonego kminku
1½ łyżeczki soli (ciecierzyca była gotowana bez soli)
6 łyżek soku z cytryny
4 solidne łyżki tahini
⅓ - ½ szklanki wody

Wszystkie składniki (poza pietruszką) zblendować na gładki krem.
Dodać pietruszkę i zblendować pulsacyjnie, jednak nie na gładko, ale by zostały kawałeczki listków.
Doskonale smakuje z razowym chlebem na zakwasie.
Czasem posypuję jeszcze czarnuszką... ;-)


czwartek, 19 stycznia 2017

Prosta musztarda z namoczonej gorczycy

Musztarda jest produktem, który znajdziemy w każdym sklepie. Taka nasza kuchnia. Jednak dobra musztarda bez octu spirytusowego, cukru, barwników i innych cudów, jest towarem deficytowym. Luksusowym wręcz. Nawet tzw. tradycyjne musztardy mają receptury "wzbogacane" w polepszacze i wzmacniacze choć naturalnego pochodzenia (w końcu człowiek jeszcze nie stworzył nic a jedynie przekształca, przerabia, oczyszcza produkty natury... nawet farmakologia tworzy na bazie naturalnych składników robiąc z nich hybrydy, które już niewiele mają wspólnego z pierwotnymi...). Podobno nam dzisiaj już nie wystarczy naturalny smak przypraw... Pozwolę sobie mieć odmienne zdanie. Osobiście uważam, że smak naturalny w zupełności by nam wystarczał, gdybyśmy tylko go... znali... i nie zagłuszali. Jeśli robiliście sami kiedykolwiek musztardę z ziaren gorczycy, poznaliście moc maleńkich, niepozornych ziarenek i dziwią Was podobne supozycje producentów artykułów spożywczych... Mnie bardzo dziwią... Bo zakosztowawszy prawdziwego ich smaku, każda inna musztarda już pachnie... przenikliwie... zbyt przenikliwie.... Uwaga, będzie eufemizm: czuć mocno rękę przemysłu ;-) 
Na blogu jest już jeden przepis na domową musztardę tutaj z mielonej gorczycy. Kilka dni temu jednak napotkałam na blogu natura na talerzu przepis wykorzystujący namoczone ziarna. Spodobał mi się, bo łatwo się je w tej postaci miksuje a całość znacznie szybciej jest gotowa i ma kawałki nasionek, które uwielbiam w musztardzie. Ostrością nie ustępuje poprzedniej. Zmieniłam nieco przepis według własnych upodobań i preferencji, więc podaję moją wersję ku pamięci własnej i innych prozdrowotnych amatorów ostrości :-D


MUSZTARDA

½ szklanki nasion gorczycy (czarna : żółtej = 1 : 1)
½ szklanki ciepłej wody
4 łyżki soku z cytryny
¾ łyżeczki soli
1 świeży (miękki) daktyl
(jeśli wolicie bardziej żółtą musztardę, dodajcie trochę kurkumy, to barwnik nie tylko bezpieczny, ale i zdrowy)

Gorczycę zalać wodą i odstawić na kilka godzin (zostawiłam na 14... )
Wszystkie składniki zmiksować do preferowanej ziarnistości. W razie potrzeby dodać nieco wody.
Przechowywać w lodówce do 2 miesięcy.



środa, 18 stycznia 2017

Sałatka z dyni i soczewicy beluga

Soczewica... Za miskę gotowanej jeden narwany człowiek sprzedał bardziej przebiegłemu swoja pozycję. Nie byle jaką. Pierworodztwo. Dzisiaj mało znaczy, bo liczy się testament. Jednak trzy i pół tysiąca lat temu pierworodztwo oznaczało dziedzictwo CAŁEGO majątku! Całość poszła w inne ręce za miskę soczewicy... bo soczewica potrafi roztaczać swój urok daleko... Tym bardziej, że każdy, kto zna ją nieco, wie, że daje sytość, satysfakcję z jedzenia i przyjemność... estetyczną. Bez wątpienia jest piękna...


...i różnorodna...
To odmiany dostępne w moim rejonie:


Zielona najtańsza i najłatwiej dostępna, użyteczna do zup, gulaszów, pasztetów... czerwona do past i zagęszczania zup i sosów, brązowa to... nieoskubana czerwona ;-) Beluga genialna do sałatek i zup. Jej maleńkie ziarenka są prawie okrągłe, lśniące, po ugotowaniu nadal jędrne i aromatyczne. Konsumenci o mniej sokolim wzroku mylą ją z ziarenkami... pieprzu ;-) Żółta rzadko spotykana i cenowo nieco wyższa półka. Zachowuje się podobnie do czerwonej. Popularna i ceniona we Francji de Puy bardzo smaczna i wszechstronna. Używałam jej do selerowej lazanii. Trudniej jest ją spotkać w polskich sklepach. Póki co... I soczewica bardzo podobna do belugi, choć o mniejszych i bardziej płaskich ziarenkach: soczewica kawiorowa Don Kichote. Jest nie tylko podobna wyglądem, ale i przeznaczeniem kulinarnym. Dostępna w świetnie zaopatrzonych delikatesach. Tym razem sięgnęłam po belugę. Jej czarny kolor nieco brązowieje w czasie gotowania, ale z dynią pięknie wygląda!


Soczewica ma świetnie przyswajalne białko niewiele ustępujące białku z mięsa. Przyswajalnością. Bo aspektami zdrowotnymi bije białko mięsna na głowę. Zawiera ponadto kwas foliowy wraz z żelazem a także spore ilości witaminy grupy B i (uwaga!) sporo potasu. Aby uniknąć, bądź zminimalizować jej wzdymające właściwości dobrze jest namoczyć przed gotowaniem podobnie, jak fasolę. Soczewica tego zabiegu nie wymaga, ale staje się wtedy bardziej przyjazna ;-)


SAŁATKA Z DYNI PIŻMOWEJ I SOCZEWICY BELUGA

200 g upieczonej w plastrach dyni piżmowej
2 łodygi selera naciowego
1 fioletowa cebula
1 szklanka ugotowanej soczewicy beluga (około 100 g surowej)
musztardowy vinaigrette *

Dynię pokroić w średnią kostkę.
Seler naciowy obrać z włókien i pokroić w drobna kosteczkę.
Cebulę pokroić w piórka.
Wszystkie składniki umieścić w miseczce, polać sosem i delikatnie wymieszać, by nie rozgnieść kawałków dyni.
Odstawić 30 minut.
Podawać z razowym pieczywem.


Dynia piżmowa urodą soczewicy nie ustępuje nic a nic... Stanowią duet doskonały.
Nasionka skrzętnie wygrzebałam, umyłam, będą się suszyć a za 4 miesiące zostaną wysiane w ogródku.
Już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć malutkie mięsiste kiełki, później listki, drobne żółte kwiatki... może nawet pokażą się na ich miejscu (kwiatków, nie całych roślinek mama nadzieję... ) zielone kuleczki, które zmienią kształt i rozmiar w małą gruszkę rosnącą, i rosnącą, i rosnącą, aż urośnie do rozmiarów... ekologicznej dyni, co w moich warunkach oznacza wielką gruchę po prostu ;-)




* MUSZTARDOWY VINAIGRETTE

3 łyżki soku z cytryny
3 łyżki oliwy z oliwek
½ łyżeczki soli (soczewicę gotowałam bez soli)
½ łyżeczki pieprzu ziołowego
1 łyżeczka domowej musztardy lub Dijon

Wszystkie składniki włożyć do małego słoiczka, zakręcić i energicznie potrząsać do uzyskania emulsji.

czwartek, 12 stycznia 2017

Szarlotka z porzeczkami

Z domu rodzinnego najbliższe kulinarnemu sercu są wspomnienia o... szarlotce. Zwyczajnej, ale niezwyczajnej, bo maminej, z jabłek, jakie były akurat dostępne (człek się cieszył, że w ogóle jakieś były a smaczne były ... wszystkie :-)), na kruchym cieście, lekko słodkawa (tata odmawiał jadania słodkich) z delikatnie cytrynowym posmakiem. Czasem mama przemyciła rodzynki, ale było to bardzo ryzykowne i groziło nietknięciem ciasta przez tatę. Jeśli te rodzynki zawczasu wypatrzył. Jeśli nie, zjadał wychwalając talenty kulinarne małżonki... Kaznodzieja Salomon napisał: "(...) gdzie jest wiele mądrości, tam jest wiele zmartwienia; a kto pomnaża poznanie, ten pomnaża cierpienie." (1:18) i faktycznie... tata wyglądał na strapionego, gdy w poczuciu odpowiedzialności za własne zdrowie rezygnował z szarlotki, w której niebacznie wypatrzył niedozwolone bakalie... :-) Wychodząc na przeciw własnym tęsknotom za czasami beztroski, zdrowotnym potrzebom i tradycji naszego domu wymyśliłam szarlotkę z... czerwonymi porzeczkami. Ze względu na porę roku użyłam mrożonych a ciasto kruche zamieniłam na coś w rodzaju kruszonki z masłem z nerkowców. Dodatek tartej cytryny podkreśla kwaskowatość wytrawnych jabłek. Tak, tarta cytryna... Wynalazek nie mój, ale doskonały. U nas zima jest sezonem na ekologiczne cytryny, które można kupić w dobrych cenach. Zawsze było mi szkoda wyrzucać z nich jakiekolwiek resztki, więc używałam całego miąższu, ścierałam skórkę, ale włókna pozostały niewykorzystane. Zamrożenie całych dokładnie umytych owoców umożliwia wykorzystanie całości!!! Po co? Witamina C, flawonoidy, limonoidy są w sporej ilości w skórce i pestkach, co ściera się razem z miąższem. Po prostu świeżą ekologiczną cytrynę dokładnie szoruję, suszę i wkładam do zamrażarki aż do całkowitego zamrożenia. Taki zmrożony na kamień owoc ścieram na wiórki i dodaję do sałatek, napojów, zapiekanek i ciast. Genialne w prostocie i oczywistości... jak się już zna zamrażarkowy myk :-)


SZARLOTKA Z PORZECZKAMI
tortownica o średnicy 20 cm

¼ szklanki mąki owsianej
¼ szklanki mąki kokosowej
szczypta soli
1 czubata łyżka masła z nerkowców lub migdałów ewentualnie oleju kokosowego
3 łyżki soku z cytryny
3 duże jabłka odmiany szara reneta lub boskop
1 szklanka mrożonych czerwonych porzeczek
1 łyżka mąki migdałowej
1 łyżka startej mrożonej cytryny
 ½ - 1 łyżki cukru kokosowego
olej kokosowy do wysmarowania foremki

Mąkę owsiana i kokosową wymieszać z solą w miseczce, dodać masło i rozetrzeć palcami.
Dno i boki tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia i nasmarować olejem kokosowym.
Wyłożyć ciasto/kruszonkę na dnie tortownicy, ugnieść.
Jabłka umyć, usunąć gniazda nasienne (nie obierać) i zetrzeć na grubych oczkach tarki systematycznie mieszając je z sokiem cytrynowym, żeby nie ciemniały.
Posypać szczyptą soli i wymieszać.
Na ciasto wysypać równą warstwę porzeczek (nie rozmrażać), na nie wyłożyć starte jabłka.
Posypać tartą cytryną, mąką migdałową i cukrem.
Piec 1 godzinę 20 minut w temperaturze 150⁰C.


Mrożona cytryna starta w całości jest niesamowicie aromatyczna, oddaje całą masę fitozwiązków, który w naturalny sposób jest najwięcej w skórce, nasionach i włóknach.
Następnego dnia smaki się przenikną i smakuje jeszcze lepiej niż na świeżo. Doskonale sprawdza się więc jako zdrowy lunch :-)
Sycąca, smaczna, orzeźwiająca...


poniedziałek, 9 stycznia 2017

Pasztet dyniowy

Jak mus to mus... A konkretnie mus dyniowy czeka na swoją kolej grzecznie w szufladzie zamrażarki. Zużywam go systematycznie, więc już niewiele zostało, ale pasztet z dyni zazwyczaj jest dla mnie za słodki a ten wyszedł... jak pasztet powinien w moim mniemaniu smakować. Słodycz zrównoważona ostrością pora i goryczką zieleniny z orzeźwiającą nutką selera. Konsystencja przyjemnie wilgotna umożliwia zarówno rozsmarowanie, jak i konsumpcję widelcem i nożem. 



PASZTET DYNIOWY W KASZY JAGLANEJ
keksówka 30 x 11 cm

30 dag ugotowanej kaszy jaglanej
50 dag wypestkowanej dyni Nelson (lub innej)
½ niewielkiego pora
1 spory pęczek zielonej pietruszki
1 duża gałązka selera naciowego
½ szklanki orzechów włoskich
2 czubate łyżki mąki z ciecierzycy
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
1 łyżeczka bulionu lubczykowego lub przyprawy warzywnej
spora szczypta mielonej gałki muszkatołowej

Dynię upiec w temperaturze 180⁰C (ok. 45 minut).
Orzechy rozgnieść wałkiem, w moździerzu lub pulsacyjnie w blenderze.
Pietruszkę i seler posiekać.
Pora pokroić w średnią kostkę.
Upieczoną dynię zblendować na mus.
Wymieszać dokładnie wszystkie składniki.
Pasztet piec w keksówce wysmarowanej olejem kokosowym i wysypanej suchą kaszą jaglaną w temperaturze 180⁰C przez 1 godzinę.
Odstawić do wystygnięcia na kilka godzin.
Gęstnieje w lodówce.


Można dla urozmaicenia wyłożyć nasmarowaną keksówkę świeżymi liśćmi kapusty włoskiej. Pojawia się wtedy mocny aromat pieczonej kapusty, który warto wzmocnić dodając do masy pasztety jeszcze 1 łyżeczkę mielonej kozieradki, tymianku i kilka orzechów włoskich.
Liście kapusty smakują wtedy jak z... pieczonek :-)

sobota, 7 stycznia 2017

Koktajl kokosowy z mango

Pierwszy raz spotkałam mango lassi... w książce "Podróże kulinarne z Jarkiem Kretem". Wyglądało tak zachęcająco, że pojechałam 20 km specjalnie po jogurt sojowy (nie, żeby przepis o soję wołał... zwyczajnie nie jem nabiału...). Niezła siła motywacji, prawda?
Zrobiłam według przepisu, z kardamonem. Wpadłam po uszy. Nie robiło na mnie wrażenia, że mango nasila objawy alergii; że trzeba w rękawiczkach obierać (nawet tak robię!); że uzależnia... no... chyba uzależnia ;-) Nie przeraża nawet wysoki indeks glikemiczny, jak na owoc... Od czasu do czasu, gdy widzę miękkie, pachnące mango muszę kupić i coś z nim wykombinować (ten indeks jednak wprowadza trochę realizmu w moje impulsy kulinarne, więc pojawia się tylko od czasu do czasu...). Czasem zapalnikiem jest jednak inny produkt. Tym razem chciałam na spotkaniu klubu zdrowia pokazać przygotowanie mleka roślinnego w ramach tematu "Deser". Miało być słodko, ale i ciekawie, więc mleko kokosowe wpisywało się świetnie. Tym bardziej, że sklepowe wersje aż huczą od "cudownych dodatków" vel są upiornie drogie. Trzeba było tylko dosłodzić bez cukru. Daktyle odpadały, bo już były w innym daniu i kolor nieco modyfikują z białego na ...bury...?
Padło na mango. Przecież słodkie niemożebnie, egzotyczne tak jak i kokos. Razem świetnie smakują. Kardamon aż piszczał z tęsknoty za miksem z mango!
To nie dokładnie znane z książki Jarosława Kreta mango lassi, ale... orzeźwiający, słodki, aromatyczny, kremowy:


KOKTAJL KOKOSOWY Z MANGO
1 litr

½ sporego mango koniecznie dojrzałego, słodkiego
2 strączki kardamonu
sok z połowy cytryny
szczypta soli
½ szklanki ekologicznych wiórków kokosowych
2 szklanki wody

Z wiórek i wody zrobić mleko kokosowe (przepis tutaj) lub użyć pół litra kupnego.

Ze strączków kardamonu wyjąć nasionka i zmiażdżyć w moździerzu (można zmielić w młynku).
Uzyskane/kupione mleko kokosowe zmiksować z mango, sokiem z cytryny i kardamonem.
Smacznego!



Jak wybrać dojrzałe mango? To pytanie kiedyś nurtowało moich bliskich, którzy walory tego owocu docenili znacznie wcześniej niż ja. Powinno pachnieć... jak mango. Pod naciskiem palca delikatnie się uginać. Osobiście raczej delikatnie sprawdzam, czy w ogóle poddaje się naciskowi, żeby nie robić niepotrzebnych wgnieceń, jeśli mango okaże się mięciutkie i baaaardzo dojrzałe. Najbardziej lubię mocno wybarwione na czerwono-pomarańczowo. Czasem trafia się De Lux, co znaczy, że przyjechało do nas już dojrzałe i wtedy trzeba bardzo uważać, bo bywa nadgniwające... Ciemne plamy wokół pestki sygnalizują rozpoczęte przykre procesy rozkładu. Taki owoc, niestety, nie nadaje się do jedzenia. Według fachowców, jeśli w owocu/warzywie rozpoczęły się procesy gnilne, nie nadaje się do jedzenia. Z tego powodu również zaleca się NIE ZOSTAWIAĆ ugotowanych potraw w temperaturze pokojowej a jedynie w lodówce. Już po kilku godzinach ulubiona zupa zaczyna stanowić wygodne mieszkanko dla grzybów i pleśni (mokro, ciepło, przyjemnie) i zjedzenie jej może oznaczać przesiedlenia tych panoszących się stworków do naszego przewodu pokarmowego. Przygotowujmy więc tyle jedzenia, ile mamy zamiar zjeść. Zapasy ewentualne od razu do lodówki a zimą można na balkon... To moja ulubiona cecha zimy - baaaardzo duża lodówka zewnętrzna ;-)

piątek, 6 stycznia 2017

Mleko kokosowe i domowa mąka kokosowa

Czy jedzenie z puszek jest zdrowe?
Chyba tylko "tak sobie". Puszki, a konkretnie zawarte w nich aluminium, są oskarżane o przyczynianie się do rozwoju choroby Alzheimera, procesów nowotworowych, chorób kości a bisfenol A o choroby serca i cukrzycę, nie wspominając o naruszaniu równowagi hormonalnej...
Jednak są produkty, których w innej formie nie dostaniemy, jak tylko zapuszkowane (bywają jeszcze zapudłowane, ale wewnątrz kartonów również i aluminium i bisfenol A). Zrezygnować z wszystkich puszek i kartoników??? Ciecierzycę, soczewicę dostaniemy w słoiku albo sami ugotujemy, ale takie mleko kokosowe? Żyć dzisiaj się już bez niego nie da... Raz, że moda na wschodnią kuchnię; dwa, że weganie już bez roślinnych serników i lodów na jego bazie żyć już nie umieją... Osobiście nie korzystam z mleka kokosowego zbyt często, bo tłuszczem mógłby obdzielić batalię wojska a u nas w domu tylko 4 sztuki niezołnierzy plus pies... prawie żołnierz, ale on akurat ani tofurnika, ani lodów nie chce jeść. O.K. nikt mu nie proponuje...
Tak czy siak, gdy mleko potrzebne robię je sama. Chyba, że faktycznie potrzebuję na jakąś imprezę kilka puszek, to... w kartonie litrowym kupuję... Wybaczcie, drodzy goście...
Dla potrzeb małego kalibru jednak robię go z wiórków kokosowych. Lubię robić, bo przy okazji dostaję porcję mąki kokosowej.
A jak?
Popatrzcie:



Zaczynamy od zrobienia mleka kokosowego:
½ szklanki wiórek zalać ½ szklanki wrzącej wody i odstawić na kilka godzin, (niekoniecznie, jeśli mamy super mocny blender).
W blenderze zmiksować dokładnie wiórki z następną 1 szklanką wody i szczyptą soli.
Jeśli chcemy mieć do picia w wersji słodkiej, posłódźmy daktylem albo innych słodziwem.
Odsączyć przez gęstą ściereczkę lub woreczek do mleka
(używam woreczków do gotowania przypraw albo zaparzania herbaty, ale może być zwykła ściereczka, byle czysta ;-))


Pozostałe resztki zmiksować z ½ szklanki wody i ponownie odcisnąć bardzo dokładnie.
Otrzymamy mleko małotłuste. Jeśli chcemy użyć śmietanki kokosowej po jego schłodzeniu w lodówce lepiej zwiększyć ilość wiórek dwukrotnie. Wtedy zalewamy 1 szklanką wody a przy miksowaniu dodajemy jej połowę.
Można również użyć świeżego kokosa. Wtedy możemy do miksowania dodać zamiast części wody wodę kokosową :-)

Mały gratis: MĄKA KOKOSOWA



Otrzymane resztki po wyciśnięciu mleka rozłożyć na papierze do pieczenia i suszyć w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami w temperaturze 60⁰C 2 - 3 godziny.

W ten sposób otrzymamy mąkę kokosową bardzo przydatną do wegańskich wypieków.
Nadaje im lekkość, puszystość, ale i delikatną chrupkość.


Będzie nieco zbrylona, więc można ją dodatkowo impulsowo zmielić w młynku do kawy, jeśli chcemy mieć ją absolutnie sypką.
Ja zostawiam bez mielenia i dodając do ciast otrzymuję wewnątrz śnieżno-białe grudki, które bardzo lubię.
Uwaga! Mąka jest bardzo lekka!

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Świeżo kiszona kapusta przez całą zimę i wiosnę

Zima jest czasem, kiedy spada odporność. Krótkie dni, w które i tak zazwyczaj brak słońca, kapryśna aura i nieodmiennie zaskoczona komunikacja publiczna wymagająca od pasażerów wytrwałego udeptywania resztek w śniegu na przystankach znacznie dłużej niż planowaliśmy... Nie sprzyja to dobrym humorom i relaksowi tak potrzebnym naszemu zdrowiu. Do tego dochodzi nieco mniej urozmaicona dieta, bo ze świeżych lokalnych owoców zostają jabłka i gruszki (o ile lokalne, bo ich świeżość bardziej rodem z chłodni) a z warzyw korzenie i kapusty różnej maści. Cytrusy ilością stosowanej przy transporcie chemii potrafią zadziwić najodporniejszych... Piękna zielenina utrzymuje swą zieleń również dzięki chemicznym wspomagaczom... Łatwo nie jest. Warto się wspomóc wewnętrznie. Nie, nie myślę o suplementach (choć codzienny bolus witaminy D zalecany jest każdemu), ale o wszechobecnych probiotykach. Możemy popijać rejuvelac (żytni, gryczany, z komosy ryżowej), używać go do domowych serków (np. z nerkowców opisany tutaj) bądź przygotowywać domowe jogurty, kefiry. Chciałam jednakże przypomnieć sposób rzadko używany na co dzień a doskonały do produkcji probiotyków, spożywania prebiotyków, dodatkowo wspomagający... pielęgnację wymęczonych rękawiczkami i zimnem... dłonie!
Myślę o kiszeniu. Najłatwiej i najczęściej kisimy zwykłą białą kapustę.


KISZONA BIAŁA KAPUSTA
słoik 1 l

1 główka kapusty (1½ kg)
½ łyżeczki ziaren czarnego pieprzu
5 ziaren ziela angielskiego
3 liście laurowe
½ łyżeczki suchych nasion koperku
¼ łyżeczki nasion kminku
1½ łyżeczki soli himalajskiej
można dodać kilka płatków chili dla amatorów ostrości ;-)

Kapustę oczyścić z wierzchnich, uszkodzonych liści. Umyć. Dwa liście odłożyć.
Resztę poszatkować na cienkie paseczki (używam ceramicznej tarki).
Przełożyć do dużej miski, posypać solą i wymieszać. Odstawić na kilka minut.
Do kapusty wsypać przyprawy, wymieszać.
Do wyparzonego litrowego słoja wkładać kapustę porcjami ubijając każdą z nich tak, by sok przykrył warstwę kapusty a spomiędzy jej paseczków uciekły pęcherzyki powietrza.
Starać się nie miażdżyć liści a jedynie je ścieśniać.
Na wierzchu powinno zostać ok. 3 cm soku ponad ubitą kapustę.
Docisnąć dwoma pozostawionymi na początku liśćmi i przycisnąć wygotowanym kamieniem.
Słój zakręcić i odstawić w ciemne miejsce na trzy dni.


Gdy sok zacznie się burzyć, słój otworzyć, przebić kapustę aż do dna zaostrzonym, wygotowanym patyczkiem (u mnie pałeczki do chińszczyzny poświęciły swój pierwotny cel, bo są mocne i łatwo je naostrzyć nożem), zakręcić i odstawić jeszcze na jeden - dwa dni.
Gdy sok opadnie, kapusta jest gotowa do spożycia.
UWAGA! Warto słoik wstawić od razu do większej miski, żeby uniknąć rozpłynięcia się aromatycznego płynu po kuchni... ten aromat akurat nie każdy lubi ;-)



Niewiele jest tak orzeźwiających surówek zimą!
Dla wszystkich zainteresowanych kiszeniem na poziomie mistrzowskim polecam blog kiszonki Tofalarii. Nie miałam przyjemności poznać autorki, ale wpisy są niezwykle ciekawe i inspirujące.

niedziela, 1 stycznia 2017

Szybki krupnik jaglany z liśćmi kaffiru

Krupnik jest zupą najbardziej charakterystyczną dla mojego dzieciństwa. Raz go uwielbiałam, żeby zaraz po tym nienawidzić. Zajadałam się i z niechęcią przełykałam łyżkę po łyżce mając nadzieję, że rodzice zostawią mnie wreszcie samą przy stole, bym mogła niepostrzeżenie wylać resztę z talerza do garnka... Wiem, naganne, ale bywało tak. Skąd ta ambiwalentność uczuć? Nie mam pojęcia... Czy to kwestia humorów mamy gotującej czy córki grymaszącej? Każda z nas ma swoją teorię i (o dziwo!) pokrywają się one w jednym szczególe: któraś z nas była nie do końca konsekwentna... ;-)
Tym niemniej w moje dorosłe życie krupnik wmaszerował z twardym postanowieniem, że teraz będzie zawsze smaczny! I jest! Stopniowo wprowadzam do niego tyle zmian, że nie jestem pewna adekwatności nazwy... Ewoluowała kasza (z mazurskiej przez w pęczak do jaglanej), skład warzyw (od jedynie symbolicznego kawałka marchewki, selera - bardzo małego kawałka, pietruszki startych na tak drobnej tarce, że stawały się bardziej przyprawą warzywną... do solidnej porcji warzyw w grubych wiórach), ziemniaków (od pozycji głównego składnika do max trzech na spory garnek) i oczywiście dodawane przyprawy... Powstające w sposób naturalny są chętne do współpracy tak w małych, jak i większych ilościach. To prawo natury. Prawo przyrody. Prawo współpracy i dzielenia się. Prawo dawania z siebie tego, co najlepsze. To prawo działa nawet wśród... drzew... One również troszczą się o siebie nawzajem. Stanowią dla siebie ochronę, współpracują (sąsiedzi karmią przez swoje korzenie słabsze drzewa rosnące obok!) a nawet... komunikują się i przyjaźnią ze sobą. Te zjawiska w bardzo już ograniczonym zakresie występują wśród drzew przesadzanych z ich pierwotnych stanowisk np. ze szkółek. Sztuczne nasadzenia są mniej zgrane, słabsze i bardziej podatne na choroby.
Korzystajmy z wzorców naturalnych i nie zrywajmy dobrych, zdrowych więzi mając nadzieję, że w nowym miejscu spotkamy lepsze warunki, które nam zastąpią te stare "zgrane" i "bezużyteczne". 
Mój krupnik był pyszny na początku. Teraz również jest pyszny. A spełnia wymogi diety bezglutenowej, niskoglikemicznej i smakuje również szczęśliwcom bez jakichkolwiek ograniczeń dietetycznych. Dodatek liści kaffiru nadaje zupie posmak cytrynowy o orientalnym charakterze. Unikalny.



KRUPNIK JAGLANY Z KAFFIREM
6 dużych porcji

1 marchewka
1 pietruszka
pół selera
ćwierć kapusty włoskiej
pół pora
2 cebule
1 duuuży batat
pół szklanki kaszy jaglanej
3 liście laurowe
5 liści kaffiru
3 ziela angielskie
3 ziarenka pieprzu
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
spora szczypta płatków chili
4 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
½ łyżeczki soli

pęczek zielonej pietruszki do podania

Marchew, seler i pietruszkę zetrzeć na grubych oczkach tarki.
Kapustę poszatkować na cienkie paseczki.
Batat i cebulę pokroić w średnią kostkę.
Pora pokroić w grubsze plasterki.
Na oleju poddusić cebulę do zeszklenia.
Dorzucić warzywa (poza kapustą) i dusić mieszając 3 minuty.
W tym czasie zagotować wodę.
Dosypać kaszę, dokładnie wymieszać, dodać przyprawy i zalać 3 litrami gorącej wody.
Gotować do miękkości batatów i kaszy czyli około 15 minut.
Ewentualnie dosolić... my akurat solimy niewiele ;-)
Po wlaniu do talerzu suto posypać posiekaną natką pietruszki.