Przejdź do głównej zawartości

Imo yokan cytrusowe czyli japońskie łakocie oswojone ;-)

Pisałam już o sympatycznym japońskim kucharzu o imieniu Ryoya i jego klimatycznych filmikach. Na jednym z nich pokazuje, jak zrobić tradycyjny japoński deser, którym rozkoszował się od dzieciństwa czyli imo yokan (klik). Pomysł ciekawy, przepis prosty, ale... galaretka z... ziemniaka...? Słodkiego, bo słodkiego, ale jednak ziemniaka... Sam batat z syropem klonowym? Słodki ziemniak... jedynie posłodzony...????? Wtedy jeszcze nie byłam fanką batatów. Obawiałam się ich indeksu glikemicznego. Agar według tabelek ma sporo węglowodanów... Do tego syrop klonowy... To chyba nie może być zdrowy deser... (jeszcze kilka kropek i z biedronkami zacznę balować... a jednak nie, jeszcze siedzę przed laptopem! ;-))
W tzw. międzyczasie znalazłam syrop klonowy z 55 g węglowodanów na 100 g. Odkryłam też, że po chłodnym batacie glikemia wcale nie szybuje radośnie wprost w chmury. Ostatnie odkrycie dotyczy agaru. Owszem, ma sporo węglowodanów, ale one nie podnoszą glikemii. Ma tak dużo substancji balastowej, że de facto obniża indeks całej potrawy. Imo yokan wrócił więc na listę przepisów do wypróbowania. Tak, tak, wiem, wiem, jestem niepoprawną tradycjonalistką... lingwistyczną. Taka słabość. Oczywiście, nie wytrzymałam i przepis bardzo zmodyfikowałam już na starcie robiąc imo yokan z kawą i karobem. Wyszedł bajecznie pikantny i gorzkawy dzięki kawie z cykorii. Dla mnie super, ale rodzinka się krzywiła i uznała, że na bloga tego akurat lepiej nie dawać... (tylko sygnalizuję, że ta ścieżka już wydeptana... ;-)). Za drugim razem uszanowałam... kolor... ponieważ uczyniłam imo yokan cytrusowy. Rodzince przypadł do gustu, a ja usłyszałam oczekiwane: Fociaj i pisz! dokladnie tak, jak przypuszczałam. Za trzecim razem z czystej ciekawości zrobiłam dokładnie według oryginalnego przepisu... Cóż, powiedzmy tak: Nie jestem i nie czuję się w żadnym razie Japonką. Sława stopnia słodkości tamtejszych łakoci jest absolutnie zasłużona...
W mojej wersji ilość syropu zdecydowanie obcięłam a smak wzbogaciłam, bo jednak sam batat, który dostępny jest w polskich sieciówkach, ma smak chyba za mało wyrazisty. Szczególnie w towarzystwie agaru, przy którym smaki generalnie płowieją. Kolor  imo yokan zdecydowanie sugeruje aromaty i smaki cytrusowe. I w tym wcieleniu doskonale zaziałał. Ciekawy, intrygujący, szybki, prosty, zdrowy deser. Szczególnie, gdy będziemy go jadać w japońskim stylu czy w porcjach rodem z eleganckiej restauracji (nie sknerstwo, a elegancja; lepiej brzmi, prawda? ;-)), bo malutkie, finezyjne.



IMO YOKAN cytrusowe

1 średni batat (370 g)
40 g syropu klonowego
skórka otarta z ćwiartki pomarańczy (niewoskowanej)
sok z małej cytryny
szczypta soli

115 ml wody
¾ łyżeczki agaru

Batata obrać, ugotować na parze i zmiksować z solą, syropem klonowym, sokiem z cytryny i skórką pomarańczową.
Agar rozpuścić w zimnej wodzie i zagotować mieszając. Pogotować 1 minutę.
Miksując masę batatową, dolewać podgotowany agar do uzyskania jednolitej gładkiej masy.
Wlać do foremek (dość sprawnie, bo szybko tężeje) najlepiej silikonowych, delikatnie uderzyć foremkami o blat, żeby się dokładnie wypełniły galaretką.
Odstawić do stężenia (najlepiej do lodówki).
Przechowywane w lodówce wytrzymują nawet 2 tygodnie... chyba, że ktoś inny nie wytrzyma i je zje ;-)

100 g zawiera: 75 kcal
0.1 g tłuszczu
18 g węglowodanów
1 g białka



Komentarze

ulubione posty czytelników

Jak obniżyć indeks glikemiczny... zdrowo...

Uwaga, dzisiaj będzie sporo do czytania. Temat niezwykle interesujący w kontekście zalewu propagowanymi dietami w stylu keto, posądzającymi węglowodany o wszystko, co najgorsze. A to przecież o IG idzie... Mam nadzieję, że i do celu dojdzie...my... Myślałam o podzieleniu tego posta na kilka części, ale chyba wygodniej będzie podać wszystko w jednym miejscu, żeby nie trzeba było później skakać po kilku postach, żeby zminimalizować ryzyko wszamania niekorzystnych zestawień kulinarnych. Jest tych informacji trochę, bo temat mi baaaardzo bliski, przetrawiony/przyswojony/sprawdzany przez ostatnie 10 lat z organicznej potrzeby własnej. Czyli jak zawsze: piszę to, co przeżyłam i sprawdziłam na sobie i bliskich :-D
To startujemy:


Dieta Low GI czyli o niskim indeksie glikemicznym,stała się popularna kilka lat temu. Ostatnio nieco mniej się o niej mówi. Hm, wśród ludzi chyba nic nie trwa wiecznie. Dotyczy to również modnych diet ;-) Jednak wpływ indeksu glikemicznego spożywanych potraw na nasze…

Niezwykłe zastosowanie kiszonych buraczków - pasta w bajkowym odcieniu różu

Zabawa w kolory zdrowia trwa :-D Tym razem na dodatek w stylu gospodarskim. Niedawno odkryłam na nowo kiszonki i wytrwale kiszę wszystko, co popadnie. Padło też i na buraki. Barszczyk do picia, z buraków zrobiłam pyszny barszcz ukraiński ale zostało co nieco...
Wczoraj namoczyłam też słonecznik na pastę, ale buraki zostały, ziarenka słonecznika pięknie napęczniały, aż prosiły się o bliższy związek. Takiego smaku chyba niewiele osób miało okazję spróbować. Piękna wrzosowa pasta z razowym chlebkiem z gara, mniaaaam!



W dodatku reguluje funkcjonowanie jelitek i tym sposobem wzmacnia oporność. Nie traci nic (surowe przecież) z walorów antynowotworowych buraków. Dla diabetyków ważna informacja: niski indeks glikemiczny kiszonych buraków wynika z samej istoty kiszenia. Bakterie kwasu mlekowego wykorzystują cukier, by się mnożyć. Dlatego kiszonki są dla diabetyków bezpieczne.




1 szklanka namoczonego słonecznika
1 czubata szklanka pokrojonych w kosteczkę mocno ukiszonych buraków (jeśli zawierus…

Jingalov bg czyli armeński chlebek z ziołami po mojemu

Zbóż glutenowych nie jem od dłuższego już czasu. I bardzo mi takie jedzonko odpowiada. Co tam jedzonko, przygotowanko jedzonka! Jakaż ulga po sklejonych glutenem deskach, gąbkach z glutami nie do rozpuszczenia, kłaczkami wciśniętymi w oczka cedzaka jak pies w kąt pełen marchewek... (jeśli jest amatorem tychże oczywiście... nasz Ernest jest, oj, jest...). Bezglutenowo - bezproblemowo. Tak jelitowo jak i kuchennie. Gdy wpadł mi filmik bardzo uporządkowanej Haghineh klik o pysznym chlebku rodem z kuchni armeńskiej, pomyślałam, że mariaż placka z ogromną ilością ziół to coś absolutnie dla mnie. Rzecz jasna, nie chciałam używać mąki pszennej ani orkiszowej. Padło na gryczaną, jako najlepiej klejącą się. Aby mieć pewność, że będzie się dobrze sklejał, dodałam trochę mąki z brązowego ryżu. Zadziałało. Placek upiekł się szybko, smakowicie wilgotny wewnątrz, przypieczony na zewnątrz, aromatyczny, sycący. Jingalov z ogrodowymi ziołami wczesnej wiosny z pewnością będzie nam towarzyszył przez ca…

Chleb z soczewicą o chrupiącej skórce beglutenowy

Nie samym chlebem człowiek żyje... czyli chleb też potrzebny, tak? Tak. Przynajmniej mnie. Francuzi konczą posiłki kawałkiem sera a ja kawałkiem chleba. Koniecznie ze skórką. Najlepiej samą skórką. Rodzinka nie raz się o tym przekonała, gdy zastawała w koszyczku na pieczywo dziwnie wygladającą kostkę miękiszu zupełnie pozbawioną skórki. Wybaczają, bo też i ja jestem w rodzince największym amatorem chlebowych skórek. Chleby zaczęłam piec ponad 20 lat temu i nie przestałam do dziś. Zmieniały się rodzaje używanych ziaren. Modyfikacjom poddały się techniki. Odkryłam różnorodne naczynia do wypieku. Kilka razy piekłam nawet w... doniczkach. Kupiłam specjalnie nieduże, gładkie, o kształcie umożliwiającym wygodne wysunięcie pieczywa po pieczeniu. Moimi ulubionymi zostały żeliwne garnki i stalowe, emaliowane formy odporne na temperaturę do 600 ⁰C. Ze wskazaniem jednak na garnki. W nich chleby pięknie rosną, mają chrupiącą skórkę, miękki miękisz i dłużej utrzymują świeżość. No i nie trzeba prak…

Ciasto buraczane typu brownie z kremem karobowym

Buraki w cieście nikogo chyba dzisiaj już nie dziwią. Ciasto marchewkowe, buraczane brownie, szpinakowy leśny mech, cukiniowy chlebek na słodko,... Powoli rośnie lista deserów na bazie warzyw. Powoli rośnie ich lista także w moim blogowym kąciku (surowe buraczane pierniczki, surowe ciasto marchewkowe, chlebek bananowy z cukinią, ciasto z pasternakiem). Można dyskutować czy mariaż owoców i warzyw jest zdrowy, bo faktycznie połączenie w jednym posiłku warzyw i owoców bywa dla naszego żołądka i jelit kłopotliwe. Wielu unika więc tego połączenia, by uniknąć ewentualnych niedogodności. Należałam także do takich osób. Zrezygnowałam z tej zasady, gdy dowiedziałam się, że zasada obowiązuje tych ze słabym trawieniem. Cóż to za ulga była! Wiecie jak to jest... Rozluźniacie pasek i brzuch wyskakuje jak z sprężyna... Odreagowanie, gdy trzeba było się wyrzec czegoś fajnego, smacznego, bywa potężne i nieco przesadzone. Zapierałam się wcześniej niejako  na siłę. Wiecie, wciągnąć brzuch, zapiąć pase…