Przejdź do głównej zawartości

...owoc dobry do jedzenia...

Bywając na targu spotykam często kartki z napisem: "NIE DOTYKAĆ!" albo nawet "NIE DOTYKAĆ!!!!" ;-)
A jak mam rozpoznać stopień dojrzałości ot, choćby kiwi??? Wyglądają dokładnie tak samo a jeden jest pysznie kwaskowaty a drugi twardy jak kość... Najgorzej, gdy fragmencik mięciutki a fragmencik łykowaty... Brrr...Nawet nie wiem, czy to jadalne...?

A jeśli karteczki brak, to zazwyczaj występuje jej wersja akustyczna wydobywająca się z gardzieli sprzedawcy: "Proszę nie ruszać!!!!" że niby mam go zapytać a on udzieli stosownej informacji. Nie wiem tylko, dla kogo stosownej... I w ten sposób kształcę się w rzemiośle detektywistyczno-kulinarnym odgadując dojrzałość produktów po mikrośladach. Idzie mi już całkiem nieźle. Wpadki bywają rzadko. Największy mam kłopot, gdy trzeba rodzinie wytłumaczyć, jak rozpoznać, które owoce warte są swojej ceny. Moje tłumaczenia, że wzgórki na skórce powinny błyszczeć trochę matowo, ale być nasycone energią a twardość powinna być elastyczna, trafiają jakby w próżnię.
Aż czytam zadziwiającą relację:
"A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł." 1 Moj. 3:6
Wszystko byłoby normalne - kobieta już wykształcona w metodach detektywistyczno-kulinarnych, więc sobie radzi - kłopot w tym, że ona nigdy wcześniej tego akurat owocu nie jadła, nie dotykała, nie czytała o nim, nie rozmawiała o nim, słowem- być jej absolutnie obcy! Jak mogła uznać, że jest "dobry do jedzenia"??? 
Nie był dobry do jedzenia. Jakiś czas potem umarła. I tak umieramy sobie, każdy w swoim czasie. 
Żebym zawsze na targu, w sklepie, na imprezie i we własnym domu wiedziała, że eksperymentować z jedzeniem nie warto, gdy w grę wchodzi życie... Więc dla pewności szukam znanych mi produktów i z nich tworzę swojskie jedzonko. Jeśli znajdę coś nowego, nietypowego, sprawdzam u zaufanych, mądrych źródeł, czy jest jadalne, czy też nie. A i tak najbardziej lubię nasze swojskie polskie :-)
Najwyżej sobie powącham ;-)

...kwiatki... :-D



Komentarze

ulubione posty czytelników

Michałki, michały, michałeczki...

Pasta z pestek dyni najłatwiejsza, bo surowa

Naturalny chleb z samej komosy ryżowej

Lniane chipsy paprykowe

Majonez z kalafiora bez oleju

Zakwas gryczany na wodzie z kiszonej kapusty - krok po kroku

Chleb fitness

Gryczane kluski kładzione z makiem

Dzień Kobiet i refleksje bloggerki wraz z szarlotką full raw dla łasuchów :-D

Malinowy krem z pieczonego buraka i jaglanki