Przejdź do głównej zawartości

Pasztet z soczewicy dla uroczej pani z biblioteki z pozdrowieniami

Soczewica jest jedną z najżyczliwszych strączkowych dla początkujących kucharzy roślinnych a i dla doświadczonych daje ogrom możliwości. Tym razem dla gości Dnia Kobiet w Bibliotece Miejskiej w Rudzie Śląskiej pod opiekuńczym okiem pani Bożenki :-) 
Doskonały a niezwykle smaczny pasztet z soczewicy zielonej. Przygotowuje się banalnie prosto i już po godzinie można się cieszyć cieplutkim pasztetem doskonałym jako pieczeń na obiad a po wystygnięciu jako przystawkę lub do chlebka. Funkcjonalność pasztetu jest więc niezwykła. Szczerze mówiąc działają tak wszystkie roślinne pasztety i pieczenie. Nigdy za ciężkie i nigdy zbyt mało odżywcze :-D W roślinach jest moc!



PASZTET Z SOCZEWICY

1 1/2 szklanki zielonej soczewicy
2 szklanki pokrojonej cebuli
1 czerwona papryka
1 ząbek czosnku
1 1/2 łyżeczki bazylii
3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
sól
pieprz

Soczewicę zmielić na mąkę (np. w młynku do kawy) i wsypać do 3 1/2 szklanki gotującej się wody. Cebulę zeszklić na oleju i dodać do soczewicy. Dodać czosnek, przyprawić solą i pieprzem według własnych upodobań. Zmiksować "żyrafą". Dodać paprykę pokrojoną w drobną kostkę. Całość dokładnie wymieszać. Przełożyć do keksówki wysmarowanej olejem i wysypanej mąką żytnią razową lub zmielonym siemieniem lnianym albo wyłożonej papierem do pieczenia.
Piec 40 minut w 180 stopniach. Wyjmować z foremki po 10 minutach bardzo delikatnie, gdyż pasztet nabiera zwartości w miarę stygnięcia.

Taki pasztet można tez upiec z czerwonej lub brązowej soczewicy. Potrzeba wtedy mniej wody (1:2). Jeśli zamiast bazylii użyjemy granulowanego czosnku i szałwii, pasztet zasmakuje również amatorom drobiu... co często oznacza męską część rodziny wegetariańskiej ;-) Czasy się zmieniły. Starożytny super macho Ezawem zwany zrzekł się prawa pierworództwa (wtedy była to wielka rzecz) nie za pieczonego kurczaka ani porcję polędwicy wołowej ale za ...miskę czerwonej soczewicy! 1 księga Mojżeszowa 25:34 "Wtedy Jakub podał Ezawowi chleb i ugotowaną soczewicę, a on jadł i pił. Potem wstał i odszedł. Tak wzgardził Ezaw pierworodztwem." Żołnierze armii rzymskiej w czasach cesarskiej potęgi jadali głównie fasolę i soczewicę właśnie razem z warzywami. W strączkach jest mocne białko w doskonałym towarzystwie minerałów i witamin grupy B gwarantujące świetne funkcjonowanie układu nerwowego i trawiennego. W czasach trudnych to szalenie istotne. Gdy trzeba podejmować istotne decyzje w krótkim czasie, fasolka może się okazać kroplą przeważającą w dobrą stronę. Masz przed sobą ważny czas, stawiaj na swojską fasolkę :-) Ezaw okazał się partaczem swojego życia, bo soczewicę jadał TYLKO w trudnych chwilach. Na co dzień jadał upolowane przez siebie mięsko... szkoda... zawsze szkoda mi człowieka, który przed oczami ma szeroki dostęp do DOBRA i lekceważy je, bo zbyt oczywiste, łatwe, proste i nie ucieka jak ścigane dzikie zwierzę... hm... Inny patriarcha lubił właśnie dziczyznę i też namarasił w rodzinie (1 księga Mojżeszowa 25:28 Izaak miłował Ezawa, bo lubił dziczyznę...")... hm... 

Komentarze

  1. Ale fajnie napisałaś "namarasił" :D Myślałam, że "za granicą" tak nie gadacie ;) a pasztet superowy!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gadamy tak i inaczej też ;-) grunt, żeby prawdę :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

ulubione posty czytelników

Michałki, michały, michałeczki...

Pasta z pestek dyni najłatwiejsza, bo surowa

Naturalny chleb z samej komosy ryżowej

Lniane chipsy paprykowe

Majonez z kalafiora bez oleju

Zakwas gryczany na wodzie z kiszonej kapusty - krok po kroku

Chleb fitness

Gryczane kluski kładzione z makiem

Dzień Kobiet i refleksje bloggerki wraz z szarlotką full raw dla łasuchów :-D

Malinowy krem z pieczonego buraka i jaglanki