O czym jest ten blog?

Notatki z życia codziennego żony i matki prowadzącej dom w wersji możliwie eko-naturalnie roślinnie. Nie stroniącej od trudnych pytań, ale szukającej sensu i piękna.

wtorek, 31 maja 2016

Wisiernik na granoli

Czekając na świeże owoce, opróżniam zamrażarkę robiąc miejsce na napływ nowych zbiorów. Wszak już pojawią się truskaweczki, jagody kamczackie, potem poziomki,...
W kącie znalazłam przywaloną bobem torebkę z wisienkami :-) Lubię wiśnie ogromnie. Zrobiłam zapas w słoiczkach, ale mrożone zobaczyłam oczyma wyobraźni jako wnętrze i zewnętrze ... owsiannika (?) Jak nazwać coś na wzór tofurnika, ale nie z jaglanej kaszy, ale owsianej? IG niskie, błonnika w bród, po namoczeniu fityniany nie groźne a smak orzechowy zostaje. Pozostał więc wisiernik jako wyraz mojego przywiązania do kwaśnych czerwonych owoców :-D


WISIERNIK NA GRANOLI
foremka o średnicy 22 cm

Spód:
1 szklanka ulubionej granoli
9 daktyli lub moreli niesiarkowanych lub mieszanki ich obu
1 łyżka masła orzechowego

Zmiksować, wylepić dno foremki, odstawić do lodówki.

masa:
1 szklanka płatków owsianych
1/2 szklanki wiórków kokosowych
1/2 szklanki morwy białej suszonej
2 czubate szklanki mrożonych wiśni
sok z dwóch cytryn
1/2 łyżeczki sumaka (opcjonalnie: daje głębszy kolor i kwaskowatą ostrość)
2 łyżeczki łuski babki jajowatej lub płesznik

Płatki, wiórki i 2 szklanki wrzątku wymieszać, odstawić.
Morwę zalać 1/3 szklanki wrzątku i odstawić.

Płatki, wiórki, morwę i wiśnie zblendować do konsystencji kremu.
Gotować przez 5 minut, dodać sok z cytryny i łuskę babki, wymieszać.

konfiturek:

1 szklanka mrożonych wiśni
1 szklanka mrożonych malin
1 łyżeczka łuski babki jajowatej lub płesznik
1 łyżeczka cukru kokosowego

Wiśnie i maliny rozmrozić w płaskim rondelku.
Dodać cukier i nieco odparować.
Wmieszać łuskę babki, odstawić.

Na schłodzony spód wyłożyć połowę masy wiśniowej (można posypać jeszcze granolą).
Do drugiej połowy masy dodać zastygający konfiturek i kilka razy miesznąć łychą (mają być wyraźne smugi).Wyłożyć delikatnie na warstwę granoli.
Wierzchu nie wyrównywać, tylko delikatnie stuknąć foremką o blat - mają być nierówności...

...bo nierówności są piękne... :-)


Niezastąpiona granola z goi

Granolę spotkałam po raz pierwszy ponad 20 lat temu i nie mogłam pojąć, po co ktoś zadaje sobie tyle trudu z pieczeniem, jeśli może zjeść płatki zwyczajnie ugotowane... Dziś już nie zadaję sobie takiego pytania... Biorę michę, wsypuję wszystko, co mi akurat po głowie chodzi i PIEKĘ! Nic nie zastąpi dobrej domowej granoli :-) Smakuje wyśmienicie samodzielnie i z jogurtem, mlekiem, sokiem, jako posypka do musu, budyniu czy nawet ciasta na krem! Chyba nie jem jej tylko do...kotletów ;-)
Od tradycyjnej różni się przede wszystkim minimalną ilością tłuszczu, ale po lekturze prac dr Caldwela Esselstyna i Neala Barnarda, nie może być inaczej :-D Teraz dziwię się, że kiedyś jadałam ... chipsy ;-)


GRANOLA Z GOI
dużo porcji ;-)

4 szklanki płatków owsianych 
½ szklanki wiórek kokosowych 
¾ szklanki orzechów laskowych, włoskich, migdałów, nasion słonecznika, lnu i kolorowego sezamu 
½ szklanki goi 
¾ łyżeczki soli 
20 daktyli namoczonych w 1 szklance przegotowanej ciepłej wody 
3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno

Orzechy i migdały pokroić na mniejsze kawałki.
Połączyć płatki, wiórki, orzechy i nasiona z solą w jednej misce. 
Daktyle zmiksować z olejem na gładką emulsję, a następnie wlać wolno do pozostałych składników bardzo dokładnie mieszając. 
Rozłożyć ciasto na blachę wyłożoną papierem do pieczenia do wysokości 2 cm. 
Piec w piekarniku w temperaturze 170°C przez 20 minut od czasu do czasu mieszając, po czym zmniejszyć temperaturę do 140°C i piec przez następne 40 minut mieszając co 10 minut. 
Jeśli granola nadal będzie wilgotna dosuszyć w temperaturze 100⁰C
Dodać suszone owoce, wymieszać. 
Można przechowywać w szczelnym pojemniku do...zjedzenia ;-)






poniedziałek, 30 maja 2016

Pasta szpinakowa po mleku laskowym

Tony jedzenia w śmietnikach przerażają... Kontrast z głodem jest przejmujący, a przecież nawet sam Jezus, który rozmnożył odrobinę jedzenia tak, że nasyciły się tłumy polecił zebrać resztki. Nie mamy informacji, co z tymi okruchami zrobiono, ale nie chodziło raczej o ochronę środowiska ;-)
Gdy zrobiłam mleko z orzechów laskowych, resztki pozostały i mnie. Do czego je wykorzystać? Pierwsze skojarzenie (o dziwo!) to NIE były ciasteczka, ale ...szpinak... Wewnątrz czułam, że to genialne odkrycie :-) Wepchnęłam więc kilka składników do garnuszka i żyrafą przemieniłam je w delikatną, ale pachnącą orzeszkami pastę, cudownie współgrającą z gryczanym chlebem na zakwasie. Przypuszczam, że z każdym innym pełnoziarnistym na zakwasie też zagra piękną melodię ;-)


PASTA SZPINAKOWA

½ szklanki resztek po wyciśnięciu mleka z orzechów laskowych
2 garście szpinaku
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
⅓ łyżeczki soli
2 – 3 łyżki wody

Wszystkie składniki zmiksować żyrafą i ... to wszystko!



Ten chleb gryczany smakuje ze wszystkimi dotychczasowymi dodatkami wyśmienicie. Aż dziw bierze, że to możliwe... Jest jak piękny wewnętrznie człowiek - niezależnie od dodatków, zawsze dzieli się swoim pięknem z otoczeniem. Roztacza wokół siebie cudowną atmosferę Dobroci, Życzliwości... Czują to dorośli (ci, nie zawsze są zadowoleni...hmmm), dzieci (te są zadowolone zawsze :-)) i zwierzęta (nawet ptaki nie uciekają spod stóp - czują się bezpieczne? :-D) Lubię ten chleb :-D 



Mleko z orzechów laskowych

Skojarzenie z orzechami laskowymi? Nutella! Jednak ich możliwości są daleko większe. Im mniej dodatków, tym lepiej. Smak tych orzechów jest wyjątkowy. Słodkawy z subtelną żywiczną nutą. Wyborne na surowo i prażone. Ulubione oczywiście w czekoladzie ;-)
Jak wszystkie orzechy, mają one w skórce inhibitory wzrostu, aby więc wykorzystać w pełni ich potencjał żywieniowy należy je moczyć przez kilka/kilkanaście godzin w przegotowanej wodzie. Od tego momentu aż proszą się o zrobienie z nich kuszącego napoju... roślinnego orzechowego mleka. Bez żadnych dodatków, jedynie ze szczyptą soli... Doskonałe na każdy dzień, i ten leniwy wypoczynkowy, i ten zabiegany energetyczny!



MLEKO Z ORZECHÓW LASKOWYCH
1 litr

½ szklanki orzechów laskowych
2 szczypty soli
woda przegotowana

Orzechy zalać wodą i odstawić na kilka do kilkunastu godzin.
Orzechy odcedzić (wodę użyć do podlania kwiatków), przełożyć do kielicha blendera, dodać sól i zalać 1 szklanką świeżej przegotowanej wody.
Zblendować dokładnie.
Dolać wody do objętości 1 litra i ponownie bardzo dokładnie zblendować.
Przecedzić przez podwójnie złożoną gazę lub ściereczkę bawełnianą.
Mozna pić jako mleko, w kakao, zużyć do wzbogacenia nocnej owsianki, kaszy, kremów  a resztę przechowywać w lodówce do trzech dni.


A co zrobić z resztkami? Ciasteczka! Czekoladowe!
A może jednak...? Hm... Spróbuję i dam znać, jak wyszło coś zupełnie nie deserowego, ale wytrawne, zielone, aksamitne... Chwilka cierpliwości :-D 

niedziela, 29 maja 2016

Probiotyki na kanapce w paście ze słonecznika

Zdrowie zależy od jelit a choroba w jelitach się czai... Niezależnie od stopnia słuszności tych opinii warto codziennie dowieźć jelitkom coś wzmacniającego, wszak to część nas :-) Genialnie sprawdzają się swojskie tradycyjne kiszonki a sposób ich wykorzystania otwiera przed nami dodatkowo możliwości połączenia z rodzimymi superfood. Nasze są nie tylko super zdrowe, ale i przystępne cenowo, dostępne przez cały rok i znane nam smakowo, więc także chętniej po nie sięgniemy a i rodzince zasmakują szybciej niż egzotyczne. Do moich faworytów należy zdecydowanie probiotyczna pasta ze słonecznika, mniam... tak, tak... słonecznik w pełni zasługuje na tytuł superfood! Oglądając tabele wartości odżywczych znajdziemy w nim mega dawkę witaminy E, magnez, wapń, żelazo, witaminy z grupy B i wiele innych...



PASTA PROBIOTYCZNA ZE SŁONECZNIKA

1 szklanka łuskanego słonecznika
1 średni kiszony ogórek
1 łyżeczka przyprawy warzywnej
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
1 łyżka siemienia lnianego 
woda z kiszonych ogórków
1 łyżka pokrojonego koperku

Słonecznik opłukać i zalać przegotowaną wodą, odstawić na kilka godzin. Siemię podsuszyć na patelni na średnim ogniu aż zacznie delikatnie pachnieć. Odstawić do ostudzenia. Ogórek pokroić w drobną kostkę.
Słonecznik odsączyć, przepłukać w przegotowanej wodzie, wrzucić do kielicha blendera, zalać wodą z kiszonych ogórków (1 ½ - 2 szklanki), dodać przyprawy i zmiksować na krem. Przełożyć do miseczki, dodać ogórek i wymieszać. Przechowywać do 5 dni w lodówce.


Namaczanie ziarenek uruchamia w nich proces kiełkowania, co oznacza w praktyce start życiowej siły udostępniającej wszystkie wartości osobnikom je spożywającym. Kiełkujące ziarna maja do kilkudziesięciu razy więcej fitosubstancji niż suche. Są lżej strawne a ilość witamin lawinowo rośnie. Superfood? A jakże!

piątek, 27 maja 2016

Chleb owsiany na gryczanym zakwasie

Gryka ma dość silny smak i aromat. Dla urozmaicenia jadanego pieczywa zaczęłam wypiekać chleb na zakwasie gryczanym (bo bezglutenowy) ale owsiany (bo lubię owies :-)). Wychodzi pięknie wypieczony, dość jasny, chrupiący, delikatny w smaku absolutnie ulubiony chlebek :-D

Po dopieszczeniu zakwasu wyciągniętego z lodówki (czytaj: uruchomieniu ;-)) opisanym w tym poście, wystarczy zastąpić mąkę gryczaną zmielonym płatkami owsianymi. Tyle, koniec filozofii :-)


CHLEB OWSIANY NA ZAKWASIE GRYCZANYM
średnica 20 cm

470 g uruchomionego zakwasu gryczanego (jak -tutaj)
400 ml wody
1 czubata łyżeczka soli
420 g płatków owsianych zwykłych

Zakwas wymieszać (najwygodniej trzepaczką) z wodą i solą.
Płatki zmielić na mąkę, dodawać do zakwasu mieszając dokładnie.
Można dodać ulubione ziarenka (u mnie kminek).
Całość dokładnie wymieszać drewnianą (wytrzymałą, bo ciasto gęstnieje) łyżką lub dużą silikonową szpatułą. Z łyżki spada grubymi płatami.



Przykryć wilgotną ściereczką i odstawić do wyrośnięcia w spokojne miejsce.
U mnie było to na całą noc.




Widać delikatne pęcherzyki tu i ówdzie :-)
Do piekarnika wstawić żeliwny garnek z pokrywą o średnicy 20 cm i nagrzewać go w temperaturze 230⁰C około 25 minut.
Do rozgrzanego garnka przerzucić wyrośnięte ciasto chlebowe, przykryć, wstawić do gorącego piekarnika i piec 45 minut pod przykryciem.
Zdjąć pokrywę (UWAGA na ręce!!!) i dopiec jeszcze 15 minut.
Wyciągnąć na kratkę i wystudzić a garnek ukryć przed wałęsającymi się po kuchni domownikami (najlepszym miejscem bywa ... wyłączony już piekarnik :-D). Jest gorący jeszcze dość długo...
Można skorzystać z rozgrzanego piekarnika i gara, i upiec od razu w nim warzywa na obiad lub ciepłą kolację.

A oto w zbliżeniu on...




...piękny... mój ulubiony... :-D 


czwartek, 26 maja 2016

Ryżowe rafaello

Rafaello jest klasyką deserów znaną nam lepiej niż tiramisu, choć pojawiło się dużo później. To był już czas, gdy do deserów i ciast ładowano cukier i tłuszcz w ogromnych ilościach a rafaello opierające się na naturalnym kokosie wyróżniał się jego silnym aromatem kojarzącym się przyjemnie egzotycznie. Ilość cukru jednak powala nadal. Proponuję więc wersję napakowaną odżywczym błonnikiem, minerałami i aromatami bogatszymi niż przemysłowy prototyp :-)


RYŻOWE RAFAELLO
foremka 25 x 16 cm

2 szklanki słonecznika
1 ½ szklanki daktyli
30 dag ryżu brązowego
2 banany
2 szklanki wiórków kokosowych
2 cytryny (sok i miąższ)
2 puszki mleka kokosowego 85% (gęsta część, ale nie z lodówki) *
½ łyżeczki soli
ewentualnie dosłodzić 1 łyżką ksylitolu

Słonecznik zezłocić na suchej patelni. Daktyle pokroić w paski.
Ryż zalać w garnku podwójną ilością wrzątku, dodać sól. Ugotować do wchłonięcia całego płynu.
Ostudzony słonecznik zmiksować w blenderze do konsystencji drobnej kaszki. Dodać pokrojone daktyle, zmiksować do kruszonki.
Foremkę wyłożyć folią lub grubszym papierem do pieczenia.
Miks słonecznikowy wyłożyć na dno foremki, równomiernie rozprowadzić i ugnieść. Odstawić w chłodne miejsce.
Gorący ugotowany ryż zmiksować z mlekiem i bananem. Dodać ¾ wiórków, ksylitol i cytrynę, zmiksować do konsystencji gęstego kremu. Dodać resztę wiórków i wymieszać.
Masę kokosową wyłożyć na słonecznikowy spód, wyrównać i schłodzić.

Ozdobić według upodobań np. granatem albo obsypać dodatkowo wiórkami.

Można również użyć tylko jedną puszkę w całości (oczywiście bez metalu ;-)) jeśli się mleko nie rozwarstwia albo nie mamy co zrobić z resztą płynu. Wtedy należy dodać jeszcze pół szklanki wiórków.




środa, 25 maja 2016

Ziołowy kotlecik

Zioła leczą i żywią ;-) Można dyskutować, ale na pewno ciekawie dosmaczają kulinarne wyczyny... Ot, zwykły krwawnik. Wygląda delikatnie, subtelnie a smakuje z pazurem! W czasie pieczenia czy gotowania pazur się nieco tępi, ale mały pazureczek zostaje i ślad swój (mało węglowy ;-)) zostawia... Lubię takie ślady...


BURGERY ZIOŁOWE Z KRWAWNIKIEM
11 sztuk

2 szklanki ugotowanej ciecierzycy (nie trzeba specjalnie odsączać ;-))
1 cebula
1 pietruszka
kawałek białej kapusty
3 łyżki prażonych pestek dyni
3 łyżki drobnych płatków zbożowych (jaglane, ryżowe, u mnie quinoa)
15 listków krwawnika
4 listki szałwii
1 łyżeczka soli
spora szczypta świeżo mielonej gałki muszkatołowej
ewentualnie 1 łyżka łuski babki

Cebulę, pietruszkę i kapustę grubo pokroić i posiekać w malakserze razem z pestkami dyni.
Dodać przyprawy i wymieszać pulsacyjnie.
Dodać płatki, wymieszać łyżką, odstawić na kilka minut.
Jeżeli warzywa były bardzo soczyste i masa wyszła zbyt mokra, można zagęścić łuską babki.
Na blasze rozłożyć papier do pieczenia, burgery nakładać łyżką delikatnie spłaszczając jej grzbietem.
Spryskać oliwą.
Piec 25 minut w 190⁰C.

Burgery wychodzą aromatyczne i chrupiące z wierzchu. Doskonałe z sosem o delikatnym smaku np. pieczarkowym lub na zimno z majonezem z nerkowców.


wtorek, 24 maja 2016

Pikantna pieczeń z kapustą

Od dzieciństwa pieczonki na ognisku były moim ulubionym daniem "działkowym". To była podstawowa atrakcja wyjazdu na miejsce, gdzie nie było telewizora, magnetofonu a przy tym był (i czuł się zupełnie swobodnie...) ogrom małych i większych żyjątek. Niektóre z nich nawet na mnie wchodziły!!! Dla dziewczynki "z miasta" było to przeżycie na miarę życiowej traumy ;-) Pieczonki były w stanie zrekompensować nawet takie chwile :-D Jednym z ulubionych składników stała się kładziona na dno garnka kapusta - przypieczona, miękka z ogromem aromatów wszystkich spływających z górnych stref soków... Poezja... Moja mama naprawdę umie gotować :-D
We własnym domu nie lubię przypalonych na ognisku garnków, ale smaczek przypieczonej kapusty zawsze jest mile widziany. Pomyślałam więc, że pieczeń z kapustą na spodzie i wewnątrz może być ciekawa... Ponadto, gdy trzeba przygotować coś w większej ilości w krótkim czasie tak, żeby smakowało nie tylko mnie, ale wieeeelu innym właśnie pieczeń jest strzałem w dziesiątkę a jakie to bezpieczne strzelanie! ;-)



PIKANTNA PIECZEŃ Z KAPUSTĄ
foremka 24 x 16 cm

2 szklanki ugotowanej ciecierzycy
1 ½ szklanki słonecznika
1 ½ szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
4 łyżki siemienia lnianego
⅔ szklanki mąki gryczanej
2 niewielkie ząbki czosnku
1 mała cebula
¼ kapusty białej (30 dag)
8 suszonych śliwek
1 łyżka sosu sojowego
½ łyżki majeranku
½ łyżki cząbru
½ łyżki kulek jałowca
½ łyżki kminku
spora szczypta chili
½ łyżki pieprzu ziołowego
½ łyżki soli

Słonecznik opłukać, zalać wodą i odstawić. 
Siemię lniane podprażyć na suchej patelni tylko do momentu wydzielania zapachu. 
Kapustę drobno poszatkować (można użyć malaksera z nożem). 
Śliwki pokroić w paseczki. 
Jałowiec zmiażdżyć w moździerzu lub posiekać i rozgnieść bokiem noża. 
Ciecierzycę, odsączony słonecznik, cebulę, czosnek i przyprawy zmiksować na masę. 
Wszystkie składniki wymieszać. 
Foremkę wysmarować oliwą, wyłożyć kawałkami liści kapusty i na nie wyłożyć masę, wyrównać. Obłożyć listkami laurowymi lub posypać kminkiem. Piec 1 godzinę w 190⁰C.
Podawać z surówką na obiad.


niedziela, 22 maja 2016

Bezglutenowy chleb gryczany na zakwasie

Cierpliwość się opłacała. Mam wspaniały gryczany zakwas stale pod ręką. W każdej chwili mogę upiec dowolny bezglutenowy chleb :-) Na stałe zagościł u nas gryczany, ulubiony córci. 
Korzystając z okazji opiszę proces przygotowania i wypieku takiego chleba krok po kroku dla wszystkich, którym obrazki pomagają (zdecydowanie jestem w tej grupie :-D) przyswajać informacje.



CHLEB GRYCZANY NA ZAKWASIE 
z garnka żeliwnego o średnicy 20 cm

Jeśli zakwas przechowujemy w lodówce, 




jest on w stanie uśpienia i trzeba go przed użyciem do wypieku uruchomić. Co to oznacza w praktyce? Ogrzać, nakarmić, przytulić (no, może to tulenie nie jest konieczne...przynajmniej w aspekcie fizycznym ;-)), jak to w życiu :-) 
Czyli:
Po wyjęciu zakwasu z lodówki dodajemy 100 ml wody, dokładnie mieszamy. Dodajemy 5 łyżek mąki gryczanej i znów dokładnie mieszamy. 




Przykrywamy wilgotną ściereczką i odstawiamy w spokojne miejsce aż do podrośnięcia. U mnie to było 8 godzin.



Do słoja z uruchomionym (widać pęcherzyki powietrza) zakwasem ponownie dodajemy 100 ml wody, mieszamy. Ponownie mąkę gryczaną, tym razem 7 łyżek, mieszamy. 
Przykrywamy wilgotną ściereczką, odstawiamy w spokojne miejsce do podrośnięcia. U mnie 2 godziny.



Teraz już przygotowujemy ciasto na chleb: 

470 g uruchomionego zakwasu ze słoja
350 ml wody
1 czubata łyżeczka soli
370 g mąki gryczanej

Wszystko razem mieszamy bardzo dokładnie, aby nie było grudek. Możemy dodać teraz ulubione ziarenka (słonecznik, dynia, sezam, mak, kminek, u mnie czarnuszka). Znów mieszamy, żeby ziarenka rozprowadzić w całej objętości chlebka. Miskę przykrywamy wilgotną ściereczką, odstawiamy w spokojne miejsce do wyrośnięcia. U mnie cała noc.


Widać wyraźnie pęknięcia i wybrzuszenie świadczące o wyrośnięciu ciasta :-)
A że każda sprawa ma się opierać na zeznaniu dwóch albo trzech świadków, to możemy  zaczynać pieczenie ;-)

Do piekarnika wstawiamy żeliwny garnek, włączamy grzanie na 230⁰C i nagrzewamy 20 - 30 minut. Gorący garnek wyciągamy na grubą dechę (UWAGA! na pewno się trochę przyciemni, używajmy te mniej cenne ;-)), pokrywę wkładamy do piekarnika, żeby nie ostygła. Ciasto chlebowe przelewamy do garnka, nie przejmując się kształtem (co za wolność!), przykrywamy gorącą pokrywą, wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 45 minut. Ręką ogaconą długą, grubą rękawicą wyciągamy pokrywę a chleb dopiekamy jeszcze 10 - 15 minut, zależnie od upodobań co do stopnia spieczenia skórki.
Chlebek wyciągamy na kratkę a garnek zamykamy, odstawiamy do wyłączonego piekarnika, żeby wystygł w bezpiecznym miejscu (to niesamowite, gdzie mogą się kręcić i czego dotykać nieświadomi domownicy - cokolwiek i ile razy nie poinformujecie, pozostają w błogiej nieświadomości...)





Jak zrobić zakwas gryczany?

Przygotowanie zakwasu bezglutenowego jest wyzwaniem dla wielu domowych piekarzy. Choć są i tacy, którzy radzą sobie z różnymi rodzajami mąk i sposobami domowej produkcji. Niestety na polu przechowywania i dokarmiania tych zakwasów poległo już wielu. Nawet najbardziej wprawnych. Czy my, zwykli "wypiekacze" jesteśmy skazani na długotrwałe produkowanie wciąż świeżego bezglutenowego zakwasu? Otóż, jeśli unikamy glutenu z przyczyn innych niż celiakia (wtedy nawet drobne zanieczyszczenie glutenem rujnuje długotrwały proces odbudowy kosmków jelitowych) i mamy dostęp do dobrego zakwasu żytniego, możemy pokusić się o jego transformację na gryczany... Rozumiem zdumienie... :-) Już wyjaśniam:
Zakwas gryczany jest stosunkowo wdzięczny w obsłudze i chętnie współpracuje. Ot, taki dobry kumpel wśród zakwasów ;-) Wykorzystanie startowe zakwasu żytniego pozwoli nam metodą "homeopatyczną" dojść do gryczanego. Homeopatia wykorzystuje rozwadnianie roztworów szkodliwych substancji do momentu, gdy praktycznie tych substancji już w roztworze nie ma. Istnieją jakieś śmiesznie małe ilości cząsteczek lub nawet wcale. Tak i my możemy zakwas żytni dokarmiać mąką gryczaną, aż będzie jej miażdżąca przewaga a żyta tyle..., co kot napłakał ;-).

Zakwas żytni umieszczamy w słoju, dodajemy przegotowaną lub źródlaną wodę i dokarmiamy mąką gryczaną. Gdy podrośnie, połowę otrzymanego zakwasu wykorzystujemy do upieczenia czegokolwiek (chleba żytnio-orkiszowego, orkiszowegofioletowego chlebaracuchów z dowolnymi dodatkami, chlebka jabłkowego), robimy żurekbarszczyk, rozdajemy znajomym, nieznajomym lub ... wyrzucamy. Znów dokarmiamy mąką gryczaną i powtarzamy procedurę utylizacji połowy zakwasu (będziemy mieli sporo wypieków ;-)). Ponownie dokarmiamy mąką gryczaną odrzucając połowę, i tak 5 - 6 razy, aż będziemy mieli zakwas prawie gryczany. Zapach, konsystencja, kolor będą już zupełnie inne i prowadzić ten zakwas również trzeba już ostrożniej, z większym pietyzmem, wszak jego uzyskanie trochę czasu kosztowało... :-)


Zakwas gryczany ma drobniutkie pęcherzyki powietrza gęsto upakowane, pachnie delikatnie i ma przyjemny jasny kolor.
Dalsze dokarmianie polega na dodaniu 30 ml wody i 3 łyżek mąki gryczanej, wymieszaniu bardzo dokładnym. Przechowywać PODROŚNIĘTY zakwas można tradycyjnie w lodówce. Dla dokarmienia umieszczamy w temperaturze pokojowej, dokarmiamy, mieszamy i zostawiamy do wyrośnięcia. W lodówce słabo się mnożą bakterie zakwasowe, zmienia się smak i zapach, co nie jest korzystne. Dokarmiać trzeba regularnie co 3 - 4 dni. U mnie dokładnie tyle razy, ile piekę chleb :-D A chlebek wychodzi pyyyyszny :-DDDDD, o czym w następnym poście...


Inną opcją jest produkcja zakwasu gryczanego z użyciem wody z kiszonych ogórków. W słoju umieszczamy 1 szklankę mąki gryczanej, zalewamy wodą z DOMOWYCH kiszonych ogórków i mieszamy bardzo dokładnie (likwidując wszystkie grudki, grudeczki, grudeńki... ;-)). Przykrywamy wilgotną ściereczką i odstawiamy w CIEPŁE miejsce (zimą doskonałe są kaloryferki) na 10 - 12 godzin czyli do pojawienia się pięknych pęcherzyków. Pamiętać należy o utrzymywaniu ściereczki w stanie wilgotnym. Osobiście kładę ściereczkę nieco większą, złożoną kilkakrotnie. Wtedy wolniej wysycha :-)
Teraz już krok dzieli nas od najprawdziwszych najprawdziwszych gryczanych chlebów o smaku najprawdziwszej gryki :-D

czwartek, 19 maja 2016

Muffiny wiśniowe bezglutenowe

Od kilku lat obserwuję u siebie ewidentną zmianę preferencji smakowych. Myślałam, że lubiąc coś, lubię to na całe życie... O ile dotyczy to z pewnością ludzi (jestem wierna swoim przyjaciołom nawet, gdy ich nie widuję całymi latami...taka przypadłość... ), to nie dotyczy z pewnością preferencji smakowych. Uwielbiałam porażająco słodkie czekoladki i ciasteczka... Teraz wolę te o smakach bardziej różnorodnych niż tylko słodkie ;-)
Muffinki wiśniowe znakomicie wpisują się w takie gusta. Delikatna słodycz daktyli, goryczka cykorii, chrupkość dzięki nasionkom lnu i lekkość gryki. A przy tym kwaskowatość owoców... To lubię :-D


MUFFINY WIŚNIOWE
12 sztuk

100 ml mleka sojowego
3 g drożdży suszonych

1 łyżka melasy winogronowej (lub innej)
1 łyżka cykoriady w płynie (lub 6 łyżek esencji kawowej)
8 świeżych daktyli
1 duży bardzo dojrzały banan
3 łyżki soku z cytryny
150 ml mleka sojowego
50 ml wody

1 czubata szklanka mąki gryczanej
½ szklanki mielonego siemienia lnianego
1 garść mrożonych wiśni
2 garście mrożonych czerwonych porzeczek (lub malin)
1 łyżka karobu
szczypta soli

Dwa pierwsze składniki wymieszać i odstawić.
Resztę suchych składników wymieszać razem w misce.
Daktyle wypestkować i zmiksować razem z bananem, sokiem z cytryny, cykoriadą, melasą, resztą mleka i wodą.
Połączyć obie mieszanki, dodać rozpuszczone drożdże.
Całość dokładnie wymieszać.
Foremki na muffinki napełnić do ¾ ciastem. Odstawić na ½ - 1 godziny.
Piec w 180⁰C 35 minut.



Jak widać na zdjęciach część upiekłam w klasycznych foremkach a część w foremkach na mini brownie. Posiadając takie foremki można po wystygnięciu napełnić wgłębienia masą czekoladową lub owocową :-)

wtorek, 17 maja 2016

Pesto z liści rzodkiewki

Rzodkiewka jest jednym z tych warzyw, które używamy do kanapek od dzieciństwa...naszych pradziadków :-) Od zawsze... Dzieci, na pytanie o kolor rzodkiewki, odpowiadają: "czerwony!" albo "różowy!" albo "biało-czerwony!" (patriotycznie się robi ;-)). Nasze dzieci natomiast z pewnością odpowiedzą: "biało-czerwono-zielony!". Nie z powodu miłości do Włoch, ale przez kolory kanapek właśnie! Rzodkiewka jest jadalna w całości, pyszna w całości, odżywcza w całości, piękna w całości :-D Pamiętać przy tym trzeba, że skrzętnie obmyślany ewolucjonizm społeczny ufający w mądrość i odpowiedzialność rodzaju ludzkiego na półce z niespełnionymi marzeniami zdążył się zakurzyć, wybierajmy więc rzodkiewki z upraw bliskich Naturze zamiast agroKulturze. Obficie używane stymulatory wzrostu, środki grzybobójcze i inne atrakcje nowoczesnego rolnictwa nie pozostają bez negatywnego wpływu na nasz błogostan (piękne słowo, prawda?)...


PESTO Z RZODKIEWKI
ok. 150 ml

natka z pęczka rzodkiewek (ok. 15 sztuk)
3 łyżki pestek dyni
3 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki soku z cytryny
1 średni ząbek czosnku
1/4 łyżeczki soli
1/3 łyżeczki pieprzu ziołowego

Natkę dokładnie umyć, grubo posiekać.
W naczyniu malakserka umieścić natkę, pestki, pokrojony w plasterki czosnek, zalać oliwą i sokiem z cytryny, posypać solą i pieprzem. 
Zmiksować do ulubionej konsystencji.



poniedziałek, 16 maja 2016

Wisiernik nie sernik ;-) bezglutenowy, wegański z rabarbarem również dla diabetyków

Serników wegańskich jest w sieci multum. Wszystkie zgodnie preferują jako zagęstnik olej kokosowy dający aksamitną konsystencję. Przygotowane z nerkowców wymagają dodatku cukru, co nie dla każdego jest odpowiednie. Nowość, jaką jest jagielnik, wymaga zmiksowanej kaszy jaglanej. Pycha, ale indeks glikemiczny szybuje z orłami ponad najwyższymi szczytami... Jeśli IG obniżymy olejem, cukier we krwi się podniesie na dłuuuugo... Dla diabetyków kicha ugotowana ;-) Wypróbowałam więc myk z owsem (błonnika w bród) i morwą (średni IG) :-) Wyszło całkiem przyjemne ciacho, któremu ciekawy smak nadają wiśnie z rabarbarem. Piękne jest to, że nie wymaga pracy. Głównie trzeba "zalać wrzątkiem (zmiksować) i odstawić" ;-) Masa natomiast to inna wersja budyniu owsianego. Zagęszczona jedynie agarem, żeby nie chybotała na talerzyku ;-D


WISIERNIK Z RABARBAREM
tortownica o średnicy 22 cm

spód:
1 szklanka orzechów włoskich
1 szklanka pokrojonych daktyli

Zmiksować do formy kruszonki. Wylepić dno tortownicy.
Odstawić do lodówki.

masa:
1/2 szklanki wiórków kokosowych
1/2 szklanki płatków owsianych
1/2 szklanki białej morwy suszonej
3 duże gałązki rabarbaru
2 szklanki mrożonych wiśni
1 łyżka cukru kokosowego lub innego słodzidła
1 łyżeczka agaru
sok i skórka z jednej cytryny

Płatki i wiórki zalać 1 1/2 szklanki wrzątku. Odstawić.
Morwę zalać 1/3 szklanki wrzątku. Odstawić.
Rabarbar obrać, pokroić w grubą kostkę i razem z wiśniami oraz cukrem dusić na małym ogniu, aż się rozpadnie a większość płynu odparuje.
Namoczone płatki, wiórki i morwę nie odsączając zblendować na krem, zagotować, posypać agarem i gotować jeszcze 5 - 8 minut.
Dodać cytrynę i mus wiśniowo-rabarbarowy, wymieszać.
Na schłodzony spód wylać masę, wyrównać i odstawić do zastygnięcia.

Z obfitości dóbr zrobiłam jeszcze trzy malutkie wykańczając je różnorodnie, bo o testy smaku chodziło (skłonności wrodzone ;-)). Jeden dostał resztkę kruszonki z podstawy, drugi warstwę karobu (spadek po miłości do czekolady...;-)) a trzeci mus wiśniowy (zmiksowane wiśnie bez pestek) zagęszczony łuską babki jajowatej (lub płesznik) ok. 1/3 łyżeczki :-)
Zdjęcia robione wieczorkiem, bo wtedy rodzinka już nie jada... Najwygodniej więc ciacho wtedy strzelić i szybko pstrykać... szybko... 


Moim zdaniem najlepsza wersja jest z musem wiśniowym...


niedziela, 15 maja 2016

Ciasteczka ze słonecznikiem w roli głównej...bezglutenowe

Przedstawienie się zbliża wielkimi krokami... (czytaj: na warsztaty ze słonecznikiem w roli głównej trzeba przygotować przepis na ciasteczka...;-)). Dla każdego coś dobrego się znalazło. Jak mam troje degustatorów w rodzince, tak każdy coś innego wybrał. Mąż tradycyjne piernikowe, syn tradycyjnie z jabłuszkiem a córcia herbatnikowe z cytrynką, bo jej stare czasy wczesnoszkolne przypominają :-)
Wrzucam więc wszystkie trzy, wszak różne smaki i oczekiwania mamy. Ciasteczka bezglutenowe, o niskim IG, ale mają nieco tłuszczu, więc diabetycy muszą się liczyć z kilkugodzinną zwyżką poziomu glukozy. Albo zróbmy maleńkie ciasteczka - mniej zjemy ;-)


... PIERNIKOWE (po prawej)
17 sztuk

1 szklanka słonecznika
1/2 szklanki siemienia lnianego
2 duże dojrzałe banany
1 duuuża słodka pomarańcza lub 2 małe
4 łyżki płatków owsianych
2 czubate łyżki mąki gryczanej
1/2 łyżeczki imbiru
1/2 łyżeczki nasion kolendry
1 łyżeczka cynamonu 
1 łyżka przyprawy piernikowej
8 suszonych  moreli
2 łyżki karobu

Słonecznik, siemię i kolendrę zmielić na mączkę.
Banany i pomarańczę obrać, z pomarańczy wyciągnąć pestki i odciąć środkowe grube włókna. Zmiksować na mus.
Suche składniki wymieszać, dodać zmiksowane owoce i całość dokładnie wymieszać.
Odstawić na kilka minut dla zgęstnienia.
Ciasteczka wykładać łyżką stołową na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
Piec w 180⁰C 30 minut.


... Z JABŁUSZKIEM (po lewej)
17 sztuk

1/2 szklanki słonecznika
1/4 szklanki siemienia lnianego
2 łyżki płatków owsianych
1 czubata łyżka mąki gryczanej
1 łyżeczka imbiru
2 łyżeczki nasion kolendry
2 łyżki soku z cytryny
1/2 batata
1 duże słodkie jabłko

Słonecznik i siemię zmielić na mączkę.
Batat obrać, pokroić w kostkę i zmiksować z jabłkiem.
Kolendrę zmiażdżyć w moździerzu lub zmielić z siemieniem.
Wszystkie suche składniki wymieszać, dodać mus i dokładnie połączyć.
Odstawić na kilka minut do zgęstnienia i raz jeszcze wymieszać.
Ciasteczka wykładać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia łyżeczką.
Piec w 180⁰C 30 minut.


... HERBATNIKOWE (na środku)
19 sztuk

1/2 szklanki słonecznika
1/4 szklanki siemienia lnianego
3 łyżki mąki gryczanej
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka nasion kolendry
1/2 łyżeczki imbiru
1 eko cytryna
2 łyżki syropu klonowego
spora szczypta chili
1/3 szklanki gorącej wody

Siemię zmielić na mączkę, osobno zmielić słonecznik i kolendrę.
Siemię zalać wrzątkiem i szybko mieszać do uzyskania gęstej papki.
Cytrynę dokładnie wyszorować, zetrzeć skórkę i wycisnąć sok. Wyrzucić pestki i dołożyć zgnieciony w czasie wyciskania soku miąższ.
Suche składniki wymieszać, dodać cytrynę i siemię. Całość dokładnie wymieszać.
Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wykładać łyżką stołową masę, delikatnie spłaszczyć grzbietem łyżki.
Piec w 180⁰C 30 minut.


Bratki również są jadalne :-) Warunek tylko, aby były wyhodowane BEZ środków ochrony roślin, co w praktyce oznacza własny lub zaprzyjaźniony ogródek. Smak mają delikatny, ale wrażenie robią. Nie są to orchidee, ale swojskie, pięknie kolorowe, nieco staroświeckie symbole przyjaźni :-D